Piekło aktualizacji w świecie smart TV. Producenci traktują sprzęt za tysiące złotych jak tanie telefony

Felieton/RTV 24.01.2019
Piekło aktualizacji w świecie smart TV. Producenci traktują sprzęt za tysiące złotych jak tanie telefony

Piekło aktualizacji w świecie smart TV. Producenci traktują sprzęt za tysiące złotych jak tanie telefony

Właśnie dowiedziałeś się, że twój telefon nie dostanie Androida Pie? Cóż, prawdopodobnie i tak za rok lub dwa wymienisz go na nowszy model. Co zabawne i żałosne zarazem: tego samego oczekuje od ciebie producent twojego smart TV.

Jedną z najciekawszych wiadomości z tegorocznych targów CES było wprowadzenie obsługi AirPlay do nowych telewizorów czołowych producentów. Użytkownicy urządzeń Samsunga, Visio, Sony i LG będą mogli w łatwy sposób strumieniować multimedia na te telewizory za pomocą urządzeń Apple’a, pojawi się też integracja z HomeKitem i aplikacje klienckie usług filmowych iTunes.

Jak jednak na pewno zgadliście, nie wszyscy posiadacze tych sprzętów będą mogli się cieszyć tą nowością. Samsung wprowadzi obsługę Apple’owskich rozwiązań do telewizorów wyprodukowanych w ubiegłym roku i nowszych, Vizio do tych wyprodukowanych po 2016 r., zaś LG i Sony ograniczą się tylko do implementowania tej funkcji w modelach na ten rok.

Gdzie aktualizacja dla reszty urządzeń? No właśnie…

Wprowadzenie usług Apple’a do telewizorów to nowość, która jest interesująca nie tylko dla entuzjastów. Dlatego też jak tylko konsumenci dowiedzieli się, że LG nie wprowadzi AirPlaya nawet do zeszłorocznych, drogich OLED-ów, wystosowali petycję z prośbą o zmianę decyzji. Wkrótce potem podobną utworzono do Sony. Samsungowi również się oberwało.

Zaniedbywanie starszych swoich klientów byłoby zrozumiałe, gdyby obsługa rozwiązań Apple’a wymagałaby rozwiązań sprzętowych. Dodatkowego układu scalonego czy modułów nieobecnych w starszych, dwu- i trzyletnich telewizorach. Tak jednak nie jest w tym przypadku. Jest to rozwiązanie opierające się całkowicie na softwarze. Nie ma żadnego technicznego wytłumaczenia na nie wprowadzanie obsługi rozwiązań Apple’a do urządzeń kupionych przecież nie tak dawno temu. Czasem za dwa tysiące złotych, czasem za dwanaście.

Pal licho, gdyby to była jednorazowa afera. Problem w tym, że jest to nagminne.

U moich bliskich znajomych wisi sobie na ścianie telewizor. Nie chcę wskazywać producenta z nazwy – oberwie mu się w komentarzach, a tymczasem konkurencja nie jest lepsza – jest to jednak jeden z liderów rynku. Telewizor ze średniej półki cenowej. Całkiem fajny. Zarządzany przez wersję systemu operacyjnego, która została już zastąpiona przez nowszą.

Ze wszystkich aplikacji smart TV nie działa już niemal żadna. Ostał się ino Netflix, niedawno przestał działać na nim YouTube. Bo usługodawcy przechodzą na nowe, wydajniejsze kodeki, których te telewizory już nie obsługują. Właściciele telewizora nawet rozważali kupno nowego, ale doradziłem im konsolę lub przystawkę telewizyjną. Nie każdy ma znajomego, który wie o istnieniu takich urządzeń.

Czy na pewno oczekuje się od nas, byśmy wymieniali tak drogi sprzęt tak często?

By móc cieszyć się najnowszymi standardami obrazu i wideo, sam musiałem dokupić sobie aktywny splitter HDMI za około tysiąc złotych. Moje kino domowe nie jest w stanie przekazać dalej do telewizora obrazu w Dolby Vision. Z kolei mój telewizor nie potrafi przesłać do kina domowego dźwięku w Dolby Atmos. Musiałem więc rozdzielić sygnał.

Mój przypadek jest nieco inny: sprzęt przeze mnie wykorzystywany z biegiem lat nie stracił na funkcjonalności. Nikt mi nie obiecywał funkcji, których mi brakuje i których potrzebuję. Wiem jednak, że następca mojego kina domowego różni się sprzętowo dokładnie niczym, poza wizualnym liftingiem. I obsługą standardów, które mnie interesują. Aktualizacja oprogramowania do mojego modelu? Pewnie nie doczekam się jej już nigdy. Gdybym nie wiedział o rozwiązaniach takich jak HDMI splitter, może bym szybciej stracił cierpliwość i kupił nowy sprzęt.

Informacja zwrotna to jedyne narzędzie wpływu, jakim dysponujemy.

Na pewno pamiętacie, jak jeszcze nie tak dawno temu wyglądało wsparcie techniczne dla telefonów z Androidem. Operatorskie i producenckie wersje oprogramowania nie były aktualizowane niemal wcale, z nielicznymi wyjątkami. Sytuacja nadal jest daleka od idealnej, ale poprawiła się znacząco. I nawet jeśli nie otrzymujemy aktualizacji rozwojowych, to zazwyczaj dostajemy te związane z bezpieczeństwem. Skąd ta zmiana?

Zaczęliśmy bardzo głośno marudzić. Zwracać uwagę na Apple’a, BlackBerry i Microsoft, którzy są w stanie błyskawicznie dostarczać nowe oprogramowanie swoim klientom, dzięki czemu ich urządzenia zyskują dodatkowe możliwości. Producenci sprzętu w końcu zrozumieli, że jeśli nie zaczną sprawniej dystrybuować oprogramowania, zaczną tracić klientów. Przynajmniej pewną ich część.

Chyba przyszedł czas, byśmy znowu zaczęli narzekać.

To nie jest normalne, że po wydaniu dziesięciu tysięcy złotych na sprzęt nie jesteśmy otoczeni stosowną opieką producenta. Nie zawsze wprowadzenie danych nowości jest możliwe – czasem nasz sprzęt okazuje się do tego zbyt kiepski.

W świecie smart TV, jak niegdyś w świecie telefonów, coraz częściej jednak chodzi wyłącznie o pazerność producenta. Wszak testy nowej wersji systemu kosztują, a klient zdążył już zapłacić. Skoro ma taką ochotę, by puszczać fotki z iPada na ekran telewizora, to niech sobie kupi nowy model. Zgadzamy się na to?

Dołącz do dyskusji