Udowodnili, że w Polsce można żyć z pasji i nie potrzeba do tego miliona lajków. Patronite świętuje trzecie urodziny

Artykuł/Media 14.01.2019
Udowodnili, że w Polsce można żyć z pasji i nie potrzeba do tego miliona lajków. Patronite świętuje trzecie urodziny

Udowodnili, że w Polsce można żyć z pasji i nie potrzeba do tego miliona lajków. Patronite świętuje trzecie urodziny

2500 twórców. Ponad 150 tys. patronów. I wsparcie, które sumarycznie trzeba liczyć w milionach złotych. Tak w skrócie można podsumować 3 lata działalności Patronite.

Dla tych, którzy otworzyli dziś przeglądarkę po raz pierwszy od 2016 roku – Patronite to platforma, na której fani mogą wspierać finansowo swoich ulubionych twórców. W zamian za comiesięczne wsparcie, patroni otrzymują bonusy od autorów – czasem jest to coś fizycznego (pocztówka, upominek, etc.), a jeszcze częściej dostęp do ekskluzywnych treści i bezpośredni kontakt z twórcą.

Model biznesowy Patronite’a wzorowany jest bezpośrednio na zagranicznym Patreonie, który dziś łączy setki tysięcy artystów, blogerów, youtuberów z ich fanami z całego świata.

„Polski Patreon” miał skromne początki.

Z początku Patronite był serwisem kierowanym przede wszystkim do… muzyków. Jak mówi mi Michał Leksiński:

Idea była taka, że portal miał przyciągać zespoły, które mogłyby w zamian za wsparcie oferować fanom np. wejście na backstage koncertów. Serwis na początku kierowany był też do rzemieślników, malarzy, pisarzy – ale dopiero pojawienie się youtuberów, blogerów czy sportowców pokazało prawdziwe możliwości Patronite!

Muszę w tym miejscu sam się do czegoś przyznać: nie wierzyłem w to, że Patronite zdobędzie popularność w Polsce. Model oparty o wpływy od fanów w kraju, który notorycznie ląduje w światowej czołówce piractwa i w którym tak wielu osobom wciąż trzeba tłumaczyć, że za własność intelektualną trzeba płacić? To się nie mogło udać.

Jak bardzo się myliłem!

Pierwszy sukces na platformie odnotowała Kasia Czajka, czyli Zwierz Popkulturalny. To ona była pierwszą autorką w historii Patronite, która przekroczyła granicę 100 patronów i 1000 zł wsparcia miesięcznie.

Nie da się jednak ukryć, że choć na Patronite już wcześniej nie brakowało autorów i wspierających, to Krzysztof Gonciarz w 2016 roku „zamknął sceptykom usta” (w tym i niżej podpisanemu), w ciągu 12 godzin przekraczając trzy progi wsparcia i dobijając do poziomu blisko 10 tys. zł. miesięcznie.

W wywiadzie ze Spider’s Web Gonciarz podał też główny powód, dla którego jego kampania okazała się wielkim sukcesem w porównaniu do poprzednich prób „przebicia się” na Patronite:

Moja akcja miała po prostu nieporównywalnie większy zasięg niż próby innych twórców. W dniu startu o Patronite dowiedziało się ponad 100 tysięcy osób.

Tak wielkiego zainteresowania nie spodziewał się też sam Patronite. Po starcie kampanii Krzyśka Gonciarza serwisowi padły serwery.

„Efekt Gonciarza” czyli gigantyczny wzrost popularności.

Po tym, jak Krzysiek „zepsuł” Patronite’a, nastąpiła istna lawina nowych kampanii. Twórcy dziedzin wszelakich zakładali konta w serwisie, licząc na powtórzenie spektakularnego sukcesu Youtubera. Wiele z tych prób było tylko oczywistym skokiem na kasę. Jednak w tym zalewie znalazły się perełki; twórcy, którzy nie tylko skupili się na ubogacaniu życia swoich fanów, ale także potrafili okazać im wdzięczność.

Dziś Patronite liczy sobie łącznie około 2500 zbiórek i ponad 150 tys. wspierających. Przez trzy lata nie brakowało projektów, których skala dosłownie zwala z nóg. Najlepszym tego przykładem są Langusta na Palmie, czyli O. Szustak, który na swojego „katolickiego Netfliksa” zebrał już blisko milion złotych, oraz Tomasz Sekielski, który uzbierał 450 tys. zł na potrzebę realizacji dokumentu o pedofilii w Kościele.

Patronite nie jest tylko dla największych.

Wydawać by się mogło, że sukces na Patronite jest wprost proporcjonalny do wielkości tzw. platformy danego twórcy, jego zasięgów w mediach społecznościowych i liczby lajków na Facebooku. Nic bardziej mylnego, cytując klasyka.

Jak mówi Michał Leksiński:

Najwięksi twórcy na naszej platformie zbierają nawet po 70 tys miesięcznie, jednak siła Patronite tkwi w mniejszych twórcach dla których każde dodatkowe 100 zł miesięcznie stanowi różnice. To nie jest zbieranie funduszy, to jest budowa społeczności oddanych fanów którzy robią coś więcej niż subskrypcja czy like przy poście.

I tak największym zaskoczeniem 2017/2018 roku dla twórców Patronite’a był kanał Baniak Baniaka. W momencie założenia profilu kanał liczył sobie ledwie kilka tysięcy subskrypcji, ale szybko przebił poziom 3000 zł comiesięcznego wsparcia. Dziś Baniak Baniaka – kanał o klasycznych grach fabularnych! – subskrybuje 25 tys. osób, co jest relatywnie niewielką liczbą, ale mimo tego 1115 patronów wspiera swojego ulubionego twórcę kwotą blisko 19 tys. zł (sic!) miesięcznie.

Dzięki wsparciu Patronów, Michał Bańka mógł rzucić pracę w szkole i w pełni poświęcić się rozwijaniu kanału na YouTubie.

Autorzy na Patronite

Nie trzeba zresztą mieć potężnej bazy patronów, by dzięki Patronite’owi godnie zarabiać. Spójrzmy choćby na przykład wspomnianego wcześniej Tomasza „Quaza” Drabika czy innego twórcy – Tomasza „Zienia” Zienkiewicza. Quaz, pomimo „zaledwie” 183 patronów, może liczyć na comiesięczne wsparcie w wysokości 3355 zł. Zieniu przy 259 patronach otrzymuje 4735 zł miesięcznie.

Ktoś powie, że to niewielkie kwoty. Ale szczególnie dla autora, który dopiero zaczyna i nie może sobie jeszcze pozwolić na życie z pasji w pełnym wymiarze, takie wsparcie od fanów jest bezcenne. Nie tylko pod względem finansowym, ale także pod kątem walidacji tego, co robi i budowania trwałych relacji z odbiorcami.

Patronite obnażył też inny fakt – nierzadko ogromne zaplecze „followersów” nie przekłada się na udaną kampanię. W serwisie nie brakuje przykładów, gdzie znany influencer wystartował ze zbiórką i okazało się, że pomimo ogromnego zasięgu w mediach społecznościowych, fanów chcących go wesprzeć finansowo jest garstka.

Tymczasem po drugiej stronie bieguna osoba mająca znikome zasięgi nagle może rzucić pracę na etacie dzięki wsparciu relatywnie niewielkiej, ale oddanej grupy fanów. Coś wspaniałego.

E-Mecenat to najlepsze, co spotkało internetowych twórców.

Internet dał osobom kreatywnym niespotykaną dotąd wolność. Dziś każdy, kto ma coś do powiedzenia czy pokazania, może to zrobić i znaleźć swoich odbiorców. Oznacza to jednak również dużą konkurencję, a co za tym idzie – potencjalne trudności w monetyzacji i docieraniu do fanów.

Dzięki inicjatywom takim jak Patronite, te trudności niemalże znikają. O ile twórca robi coś, co faktycznie ma dla kogoś wartość, może z pomocą takiego narzędzia jak e-mecenat żyć godnie, a wcale nie musi walczyć z całym światem o zasięgi i serduszka na Insta.

Patronite jest obecnie najlepszym na naszym rynku narzędziem wcielającym w życie ideę tysiąca prawdziwych fanów, opisaną w 2008 roku przez Kevina Kelly’ego, jednego z założycieli magazynu Wired. Już wtedy, 11 lat temu, Kelly napisał, że współczesnemu twórcy niepotrzebne są miliony fanów na całym świecie i medialny szum, lecz tysiąc oddanych popleczników, którzy będą gotowi kupić od niego wszystko, co stworzy.

Wystarczy przyjrzeć się zbiórkom na Patronite, by przekonać się, że ta idea nigdy nie była prawdziwsza. Ci, którzy przekroczyli próg tysiąca wspierających na Patronite mogą liczyć na naprawdę godną wypłatę. Nierzadko większą od zarobków popularnych muzyków, pisarzy czy celebrytów, których „każdy zna”, ale tak naprawdę… nikt o nich nie dba.

Patronite stale się rozwija i ani myśli się zatrzymać.

Minęły ledwie trzy lata, a Patronite zyskał co najmniej dwóch silnych sojuszników, gotowych wesprzeć promowane przez serwis idee. Twórcy prowadzący zbiórki na Patronite mają szansę na dodatkowy grant od ZIPSEE. W ubiegłym roku miała też miejsce akcja „Najlepiej robić swoje”, w której rezultacie troje uzdolnionych twórców dostało po 10 tys. zł od ING Banku Śląskiego.

Widać też, że Patronite przyciąga też coraz większe projekty i coraz ambitniejszych twórców (vide: Sekielski, Langusta na Palmie). To w dużej mierze zasługa zespołu, który stoi za Patronite.

Co ciekawe, podobnie jak redakcja Spider’s Web, tak ekipa Patronite nie ma jednego stałego miejsca pracy – tworzą go ludzie rozsiani po całej Polsce (czasem też z zagranicy), pracując zdalnie nad rozwojem serwisu.

Michał Leksiński dodaje:

Tu należy pochylić czoła i podziękować Mateuszowi Górskiemu. Patronite to cały zespół ludzi, jednak to on na co dzień zawiaduje całością i dba o każdy aspekt działania portalu. Znają go niemal wszyscy twórcy a on zna doskonale portal na wylot. Owocem m.in. jego tytanicznej pracy jest dzisiejszy sukces platformy. To prawdziwy ekspert od społeczności w sieci.

Rozwoju Patronite’a nie wyhamowało nawet wprowadzenie mechanizmu sponsorowania twórców na YouTubie, choć to właśnie youtuberzy są trzonem serwisu.

Nazwijmy rzecz po imieniu – Patronite to rewolucja.

Gwoli ścisłości, przed Patronite’em na rynku nie brakowało miejsc na zbiórki społecznościowe, jak Polak Potrafi czy Zrzutka. Tam jednak twórcy mogli realizować raczej jednorazowe projekty, a nie stworzyć długofalową więź z fanami, jak ma to miejsce na Patronite.

Pod tym względem Patronite to miejsce absolutnie unikatowe na naszym rynku. I pozostaje mi tylko życzyć, żebyśmy za 2 lata, gdy serwisowi stuknie pół dekady, mogli opisywać kolejne spektakularne sukcesy, ogromne projekty i więcej historii porzucenia pracy na rzecz życia z pasji.

Tymczasem Patronite zaprasza na swoje trzecie urodziny, organizowane we współpracy z ING Bankiem Śląskim. Szczegóły znajdziecie na profilu Patronite’a na Facebooku.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji