Księżycowe lądowanie sondy Chang’e 4 to dopiero początek. Ambicje Chin sięgają dalej, niż Księżyc

Felieton/Nauka 04.01.2019
Księżycowe lądowanie sondy Chang’e 4 to dopiero początek. Ambicje Chin sięgają dalej, niż Księżyc

Księżycowe lądowanie sondy Chang’e 4 to dopiero początek. Ambicje Chin sięgają dalej, niż Księżyc

Chińska sonda Chang’e 4 wylądowała na niewidocznej z naszej planety półkuli Księżyca. Tym samym Chiny zapisały się w historii ludzkości, jako pierwszy kraj, który dokonał tej trudnej sztuki. Nie jest to jednak szczyt ambicji Chińczyków.

Ciemna strona Księżyca intrygowała nas od dawna. Niewidoczna część półkuli naszego naturalnego satelity pozostawała jednak jak dotąd niezbadana ze względu na dotychczasowe ograniczenia naszej technologii. Amerykańska agencja NASA obawiała się licznych problemów związanych z łącznością, stąd też jedyna jak dotąd załogowa misja na Księżyc wylądowała na jego jasnej stronie.

To dopiero początek chińskiego podboju przestrzeni kosmicznej

Chang’e 4 udało się wylądować na ciemnej półkuli bez żadnych problemów. Chińczycy zdążyli już zresztą pochwalić się pierwszym zdjęciem pochodzącym z jak dotąd niezbadanej strony Księżyca. Widać na nim krateer Von Karmana.

W ciągu kilku najbliższych tygodni sonda pobierze również próbki z powierzchni Księżyca, dzięki czemu poznamy strukturę i skład chemiczny jego ciemnej strony. Oprócz tego Chiny planują przeprowadzenie testów radioastronomicznych, które dzięki izolacji drugiej półkuli Księżyca pozbawione będą zakłóceń powodowanych przez jonosferę, szumy radiowe, czy zorze polarne.

Można powiedzieć, że to dopiero początek chińskiej eksploracji i badań Kosmosu. Chociaż tak właściwie, poprzednia chińska sonda – Chang’e 3 wylądowała na Księżycu (tyle, że na jego widocznej z Ziemi półkuli) 5 lat temu. Chang’e numer 4 to po prostu kolejny krok w realizacji o wiele bardziej rozbudowanego planu.

Chiny bowiem dysponują obecnie aż czterema własnymi kosmodromami, z których startować będą kolejne kosmiczne misje. W tym również te związane z budową chińskiej stacji kosmicznej, na której – według deklaracji chińskich władz – już w 2022 r. zostanie obsadzona stałą, ludzką załogą.

Tak właśnie – za trzy lata Chiny chcą mieć własną stację kosmiczną. Robi wrażenie, a to jeszcze nie koniec. Do 2030 r. Państwo Środka chce wysłać na Księżyc załogową misję. Nie będzie to jednak podróż obliczona na wbicie kolejnej flagi w powierzchnię naszego naturalnego satelity. Chiny całkiem poważnie planują założenie swojej własnej księżycowej kolonii. W dalszych planach są oczywiście misje na Marsa. W tym również załogowa.

Chiny nadrabiają zaległości

chiny-plan-podboju-kosmosu

Aktualne tempo realizacji kolejnych misji kosmicznych ma oczywiście związek z tamtejszą polityką. W 2021 r. wypada bowiem 100. rocznica utworzenia chińskiej partii komunistycznej, a w 2049 r. kraj świętować będzie 100-lecie rządów tej partii. Starsi czytelnicy, którzy pamiętają czasy PRL-u rozumieją zapewne doskonale, że tak okrągłe, komunistyczne rocznice muszą być obchodzone z odpowiednią pompą.

Wracając już do trochę bardziej poważnego tonu, przewodniczący partii Xi Jinping zapowiedział, że Chiny już wkrótce staną się największym mocarstwem na Ziemi, m.in. dzięki rozwojowi chińskiej nauki i technologii. Podbój przestrzeni kosmicznej doskonale wpisuje się w ten obrazek. No i, z tego co Chiny zaprezentowały do tej pory, ich kolejne misje kosmiczne wydają się jak najbardziej realne.

Nie zapominajmy też, że chińskie władze chcą wykorzystać swój program kosmiczny również w celach związanych z bezpieczeństwem narodowym. To takie ładne określenie np. na Chiny chcą mieć broń na orbicie ziemskiej. Amerykański Pentagon twierdzi zresztą, że Państwo Środka już teraz dysponuje bronią zdolną do niszczenia satelit. No ale te szpiegowskie potyczki zostawmy szpiegom.

Nowy rozdział kosmicznego wyścigu?

Już wiele razy słyszałem tę frazę. Dotyczyła ona Elona Muska i jego rakiet wielokrotnego użytku, każdej kolejnej misji na Marsa, a teraz słyszę ją przy okazji lądowania Chang’e 4. Najnowsza iteracja wyścigu wg komentujących wygląda następująco: Chiny kontra SpaceX (firma Elona Muska) i Blue Origin (firma Jeffa Bezosa). Kompletnie nie wiem, dlaczego tym razem pominięto agencję kosmiczną NASA, która też przecież planuje budowę bazy księżycowej i wyprawę na Marsa.

I tak, trochę się naśmiewam, bo moim zdaniem nikt się z nikim nie ściga. Przynajmniej do czasu, aż będziemy dysponować pewną i sprawdzoną technologią, która umożliwi nam uprawianie tzw. kosmicznego górnictwa. Ten pierwszy (i jedyny jak na razie) kosmiczny wyścig wynikał z ówczesnego klimatu politycznego. Wiecie – oba ówczesne supermocarstwa chciały za wszelką cenę pokazać, że to właśnie ich ideologia jest lepsza i zapewni im pierwsze miejsce na Księżycu. Ten wyścig zakończył się jednak w 1969 r. Aktualnie mam wrażenie, że każdy podmiot, który realizuje swój plan podboju Kosmosu podchodzi do tej kwestii o wiele bardziej indywidualnie.

Jeśli Chiny rzeczywiście ścigają się z kimkolwiek, to raczej same ze sobą, żeby z kolejnym sukcesem zdążyć na setne urodziny swojej partii rządzącej.

Dołącz do dyskusji