Żeby policzyć na palcach komunikatory Google’a nie będzie trzeba ściągać skarpet. Allo idzie pod nóż

Żeby policzyć na palcach komunikatory Google’a nie będzie trzeba ściągać skarpet. Allo idzie pod nóż

Żeby policzyć na palcach komunikatory Google’a nie będzie trzeba ściągać skarpet. Allo idzie pod nóż

Gdy słyszę zdanie, w którym padają obok siebie słowa „Google” i „komunikator”, to zawsze płaczę, bo wiem, że gdzieś na świecie umiera wtedy mała panda. Tym razem płaczę trochę mniej, bo wiem, że oprócz pandy umiera również Allo – jeden z wielu, wielu, wielu komunikatorów stworzonych przez Google.

Niektórzy komunikatory dzielą na dobre i złe. Na lepsze i gorsze. Na bezpieczne i niebezpieczne. Na darmowe i płatne. Te podziały są zwykle bez sensu. Komunikatory powinno dzielić się na te od Google’a i na te, z których ktoś korzysta.

Dobra, kończę z tą szyderą. Mogłem sobie jednak na nią pozwolić, ponieważ sam wbrew wszystkiemu i wszystkim przez lata intensywnie korzystałem z komunikatorów Google. Przez długi czas byłem wierny Hangoutom. Potem wymieniłem je na nowszy model, czyli na duet Allo i Duo. Z Allo korzystałem codziennie, aż do czasu przesiadki na iPhone’a – potem okazało się, że iMessage wystarczy. Czasem jednak dzwonię jeszcze na Duo – do osób, które korzystają z androidów.

Komunikacyjno-społecznościowa telenowela Google’a

W tekście, w którym Google informuje o odłączeniu aparatury podtrzymującej funkcje życiowe komunikatora Allo, pada wiele pięknych słów. Autor publikacji zapewnia nas, że Allo był wspaniałym produktem, wprowadził na rynek sporo przydatnych funkcji, a jego dziedzictwo pozostanie w Google na zawsze. Z tym ostatnim akurat trudno polemizować, ponieważ kilka miesięcy temu ekipa odpowiedzialna za Allo została przeniesiona do Chata – to stosunkowo nowa aplikacja Google, która z czasem powinna zastąpić SMS-y na Androidzie.

Ta komunikatorowa historia Google jest jednak znacznie dłuższa. Przed Chatem, Allo i Duo były przecież jeszcze Hangouty. Hangouty były całkiem spoko. Zintegrowane z Gmailem. Zintegrowane z Google Plusem (RIP). Pozwalały na łatwe prowadzenie rozmów, niezależnie od tego, czy użytkownik miał w ręce akurat telefon, czy zasiadał przed komputerem. Mocną stroną Hangoutów były również połączenia wideo.

Czasy jednak się zmieniają i Hangouty poszły trochę w odstawkę. Google nadal je rozwija, ale teraz już mówi wprost, że nacisk kładzie na klientów biznesowych i osoby pracujące w grupach. Rzekomo Hangouty, a dokładniej dwa twory – Hangouts Chat i Hangouts Meet – są bardzo popularne wśród użytkowników pakietu G Suite. Tutaj muszę zawierzyć akurat Google’owi na słowo, ponieważ osobiście nie spotkałem ani jednej grupy osób lub firmy, które pracowałaby na Hangoutach.

Przed Hangoutami Google również eksperymentował z komunikatorami. Starsi internauci mogą pamiętać Google Talk – mały komunikator, który również był swego czasu zintegorowany z Gmailem.

Był jeszcze Google Wave – mega rozbudowany komunikator do pracy grupowej. Było też Spaces – również przewidziane dla grup.

To oczywiście nie koniec wyliczanki. Żeby daleko nie szukać, Google wbudował komunikatory nawet w YouTube’a i – uwaga, uwaga – w Mapy Google. Te dwa akurat jeszcze żyją.

Ale nie ma z nami jednak Jaiku, Buzza i Orkuta, Dodgeballa i zaraz nie będzie też Google Plusa, czyli wszystkich google’owych prób zaistnienia na rynku społecznościowym.

Do grona zamkniętych projektów dołącza dzisiaj Allo, który będzie jeszcze zipał do marca 2019. A potem… ostatni gasi światło.

Dołącz do dyskusji

Advertisement