Przedstawiciel Microsoftu obiecuje: przeglądarka Edge zadziała z rozszerzeniami z Chrome’a

Przedstawiciel Microsoftu obiecuje: przeglądarka Edge zadziała z rozszerzeniami z Chrome’a

Przedstawiciel Microsoftu obiecuje: przeglądarka Edge zadziała z rozszerzeniami z Chrome’a

Microsoft ogłaszając przejście przeglądarki Edge na platformę Chromium przemilczał bardzo istotną kwestię. Google od tej pory będzie nie tylko kontrolował rozwój sieci Web, ale też wyznaczał trendy w kwestii przeglądarkowych rozszerzeń.

Porzucenie przez Microsoft rozwoju własnego silnika renderującego aplikacje webowe to prawdopodobnie najważniejszy news roku związany z tą firmą. I jeden z istotniejszych, jeśli chodzi o ogólny rozwój sieci Web. Twórcy Internet Explorera wpływali na rozwój Internetu – z różnym skutkiem – od ponad dwóch dekad. Złożenie przez nich broni po tak długiej, pełnej zwrotów akcji batalii to wydarzenie, o którym przyszli studenci informatyki będą uczyć się w podręcznikach.

Zwłaszcza że Microsoft nie zdecydował się tylko na wykorzystanie webkitopodobnego silnika renderującego Blink. Twórcy Edge’a doczepiają się do całego Chromium, a więc również mechanizmów przetwarzających JavaScript i pod środowisko uruchomieniowe dla rozszerzeń przeglądarki. Microsoft bierze wszystko – a to świetne wieści dla programistów i użytkowników. Nie jestem tylko pewien, czy to dobrze również dla przyszłości Internetu.

Rozszerzenia dla Chrome mają działać w przeglądarce Edge.

Założenie to potwierdził przedstawiciel Microsoftu w dyskusji na portalu Reddit. Przyszła wersja przeglądarki Edge – zakładamy, że po przesiadce na Chromium nazwa pozostanie niezmieniona – ma być stuprocentowo zgodny z rozszerzeniami i aplikacjami, jakie znajdują się w Google Chrome Web Store. Nic dziwnego: taką samą zgodność zapewnia chociażby również oparta o Chromium przeglądarka Opera.

edge chrome rozszerzenia
Oferta rozszerzeń dla przeglądarki Edge jest relatywnie skromna

Edge co prawda już teraz oferuje ze wspomnianymi rozszerzeniami „wysoką zgodność”. Portowanie rozszerzeń Chrome do Edge’a w bieżącej wersji to ponoć „maksymalnie kilka godzin roboty” dla ich twórców. Koszmarnie niska popularność przeglądarki Edge spowodowała jednak, że deweloperom nie chciało się poświęcać nawet tych rzekomych kilku godzin – dodatków do Edge’a znajdziemy w Microsoft Store nieco ponad dwieście. Nie jest to zestawialna liczba z dziesiątkami tysięcy rozszerzeń do przeglądarki Chrome.

Chromium będzie również fundamentem wielu aplikacji dla Windows. EdgeHTML podzieli los Tridenta.

Być może wśród osób czytających ten tekst znajdują się programiści. Na pewno ci się zastanawiają, co to oznacza dla wielu windowsowych aplikacji, które do tej pory polegały na silniku EdgeHTML. Te oczywiście nadal będą działać: Windows 10 zachowa w swoich bibliotekach bieżący mechanizm przetwarzania języków webowych, co potwierdzono w tej samej dyskusji na Reddicie. Z tych samych powodów w Windows 10 nadal obecny jest Internet Explorer z silnikiem Trident. Aplikacje UWP, PWA i te wykorzystujące WebView nie „zepsują się” po microsoftowym przejściu na Chromium.

edge chrome rozszerzenia
W Windows 10 nadal dostępny jest staruszek Internet Explorer – celem zachowania zgodności ze starymi aplikacjami webowymi

Nowe aplikacje oraz ich aktualizacje będą jednak musiały współpracować z Chromium, bo narzędzia deweloperskie Microsoftu w nieodległej przyszłości nie pozwolą już na tworzenie aplikacji pod Edge’a. Niby to problem teoretyczny – wszak obie przeglądarki są ponoć wierne webowym standardom – praktyka jednak może wykazać coś innego. Na szczęście w tym przypadku to deweloperom powinno zależeć na tej przesiadce: wszak tym samym zaoferują zgodność z najpowszechniejszą platformą webową na świecie.

Na dodatek Edge – podobnie jak Chrome – umożliwi instalację aplikacji bezpośrednio z witryn je oferujących. Choć nadal to Microsoft Store będzie rekomendowanym ich źródłem. Prawdopodobnie też na wybranych sprzętach funkcja ta będzie zablokowana – na przykład na konsolach Xbox One.

Nie jest jasne, dlaczego mamy zechcieć używać nowej przeglądarki Edge.

Skora ta będzie dzieliła fundament z przeglądarką Google’a, to co właściwie może nam zaoferować? Na pewno integrację z usługami Microsoftu w miejscach, gdzie przeglądarka Chrome wykorzystuje Konto Google. Prawdopodobnie też przeniesione zostaną unikatowe cechy Edge’a: jego interfejs dotykowy, tryb czytania, wbudowana lista witryn „na później” czy wygląd nowej karty.

Trudno przewidzieć czy Edge oparty o Chromium będzie w stanie równie sprawnie wykorzystać systemowe mechanizmy Windows 10, co bieżąca wersja. Mam tu na myśli głęboką integrację z mechanizmami obsługującymi CPU i GPU komputera, dzięki czemu Edge jest akcelerowany sprzętowo, co zapewnia mu lekkość i sprawność działania. Microsoft na razie nie chce się na ten temat wypowiadać.

O przyszłości sieci Web decydować będzie Google.

Przeglądarka Chrome jest wyraźnym liderem we wszystkich istotnych rankingach popularności. Co więcej, już tylko Mozilla i Apple nie wykorzystują jej mechanizmów renderujących. Przy czym twórcy Safari wykorzystują WebKita, a więc silnik renderujący, z którego wykorzystywany przez Chromium silnik Blink pochodzi. A Mozilla ma już na rynku coraz mniej do powiedzenia w jakiejkolwiek kwestii.

edge chrome rozszerzenia
Firefox i Safari to ostatnie z istotnych dla rynku przeglądarek, które nie wykorzystują rozwiązań Google’a. Przy czym Safari wykorzystuje niemal to samo rozwiązanie

Edge znajdował się i tak na marginesie, więc jego przesiadka na Chromium akurat nic nie zmieni w wykresach popularności technologii webowych. Nie zapominajmy jednak, że stoi za nim Microsoft. A więc firma, której moc sprawczą pamiętają co starsi programiści – zwłaszcza ci, którzy musieli walczyć z beznadzieją mającej niemal monopolistyczną pozycję przeglądarki Internet Explorer. Teraz przedstawiciele tej samej firmy składają broń i nie zamierzają już walczyć z idącym po monopol Google’em.

Dominacji Chromium nie można jednak zestawiać z dominacją Internet Explorera. Przynajmniej w teorii.

Internet Explorer był własnością jednej firmy. Jego kod źródłowy był niejawny. Wszelkie decyzje związane z jego rozwojem czy dostępnością na inne platformy zależały od kaprysów Billa Gatesa. Tymczasem Chromium to otwartoźródłowy projekt, na który każdy może mieć wpływ. Można wręcz go sobie rozbudowywać po swojemu („forkowanie”), jeżeli nie spodoba nam się jakaś decyzja skupionej wokół niego społeczności twórców.

Nie miejmy jednak żadnych złudzeń: to projekt sterowany przede wszystkim przez Google’a. I choć z przyczyn prawno-licencyjnych nigdy go nie zamknie i nie odbierze społeczności, to i tak to właśnie Google odpowiada za rozwój otwartej i wolnej sieci Web. Microsoft, Opera czy inni członkowie społeczności Chromium są zbyt mało istotnymi partnerami, by przesadnie liczyć się z ich opiniami. Wątpliwym jest też, by stworzyli własnego „forka” projektu: wszak nie po to porzucili autorskie rozwiązania, by znowu wysyłać się na marginesy udziałów rynkowych.

Czas pokaże czy jeden silnik webowy dla wszystkich przeglądarek i wszystkich doń rozszerzeń to zbawienie czy przekleństwo. Na krótką metę skorzystamy na tym wszyscy, użytkownicy i programiści: niezależnie od przeglądarki jakiej używamy, wszystko i zawsze będzie nam działać. Nie jestem jednak pewien, czy podoba mi się myśl, że za rozwój otwartej sieci Web będzie odpowiadać potężna firma, której niemal jedynym źródłem zarobku jest śledzenie i profilowanie internautów. Nawet jeśli narzędziem kontroli ma być „standard” w open-source.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji