Wielokulturowa mekka startupów przyciąga Polaków. Jak pracuje się w Berlinie?

Artykuł/Biznes 20.12.2018
Wielokulturowa mekka startupów przyciąga Polaków. Jak pracuje się w Berlinie?

Wielokulturowa mekka startupów przyciąga Polaków. Jak pracuje się w Berlinie?

Berlin jest bardzo często naturalnym miejscem dla osób chcących pracować w startupach. Gwarantuje większe możliwości rozwoju i dostęp do szerszego rynku niż w Polsce. To właśnie w Berlinie powstało wiele znanych firm internetowych, jak Zalando (sprzedaż przez internet), Idealo (porównywarka cenowa) czy GoEuro (sprzedaż biletów).

Dlatego postanowiłem porozmawiać z Polakami, którzy poświęcili karierę w ojczyźnie na rzecz rozwijania się za zachodnią granicą. Na pierwszy ogień idzie historia Izabeli Wiśniewskiej, która złożyła wypowiedzenie w McKinsey & Company, aby przenieść się do Greatcontent AG – niemieckiego startupu, który zajmuje się przygotowywaniem treści w 32 językach.

Izabela Wisniewska, Head of Customer Success and Operations w greatcontent AG.

Karol Kopańko: Jak bardzo twoje życie jest teraz związane ze słowem „startup”?

Izabela Wiśniewska, greatcontent AG: Pracuję w startupie, który współpracuje z innymi startupami (ale też z korporacjami). No i… obok mojego mieszkania niedawno wprowadził się trzyosobowy startup (śmiech).

Dlaczego Berlin?

Od dziecka mieszkałam w Wiedniu i wychowałam się dwujęzycznie. Po powrocie do Polski zawsze chciałam zamieszkać w niemieckojęzycznym kraju. Z drugiej strony, chciałam też nie być za daleko od Polski, więc Berlin był idealnym rozwiązaniem, a że znalazłam tu pracę praktycznie od razu na stanowisku lepszym niż w Poznaniu…

… gdzie pracowałaś w korporacji.

To przejście było dla mnie początkowo szokiem kulturowym. Ze zorganizowanego środowiska, z jasno określonymi zadaniami i odpowiedzialnościami, trafiłam do firmy, w której nad wieloma rzeczami trzeba było popracować. Przykładowo, wszystko było organizowane przez maila i nie było żadnego narzędzia do kontroli postępów projektów. Dodatkowo pod koniec pierwszego roku nastąpiła zmiana szefostwa.

Hasztag zmiany. Startupowa codzienność.

To prawda. Musieliśmy przeorganizować team dwukrotnie i dużo pracować z ludźmi nad ich kompetencjami. Ale udało się. Z firmy, która zaczynała w zwykłym mieszkaniu, jesteśmy teraz profesjonalną agencją tworzącą teksty dla wielu dużych firm.

W korpo odpowiadasz za swój mały wycinek firmowej rzeczywistości, a w startupie często musisz przełączać się pomiędzy różnymi polami.

Nie tylko to. W startupie dużą odpowiedzialność dostaje się na stanowisku menedżerskim od pierwszego dnia. Nie ma struktur i brak mentorów z długim stażem. Więc wielu rzeczy uczysz się na bazie własnych błędów, a decyzje podejmujesz często na podstawie intuicji, ponieważ brakuje osób z długim doświadczeniem.

Czujesz satysfakcję z tego, że uczestniczysz w budowaniu czegoś od zera?

Pewnie! I że moje zdanie się liczy. Widzę efekty mojej pracy i jak zmieniają się opinie o nas wśród klientów – daje to dużą satysfakcję. Dzięki pracy w startupie mogę się szybko wszechstronnie rozwijać, zaczynając od odpowiedzialności za kierowanie działami Operations i Customer Success. Mój szef mówi, że czas przepracowany w startupie można liczyć podwójnie. W startupie szybko rynek weryfikuje, czy podjąłeś dobrą czy złą decyzję. W dużej firmie nie czujesz tak bezpośrednio własnego wkładu w sukces firmy.

Kto powiedział, że startupowe biuro nie może być ładne?

Przejdźmy teraz do samego środowiska. Wydaje mi się, że Berlin jest wymarzonym domem dla europejskich startupów.

Berlin jest bardzo międzynarodowy. Od czasu kiedy tutaj pracuję miałam tylko jednego współpracownika, który wychował się w Berlinie. Owszem moja branża jest dość specyficzna, bo tworzymy teksty w ok. 30 językach, więc potrzebujemy międzynarodowego zespołu. Dla nas to naturalnie rozmawiać ze sobą po angielsku, a oprócz mojego szefa, który jest Niemcem, w mojej firmie pracuje tylko jedna Niemka, a reszta to osoby z bardzo różnym pochodzeniem. Nasz management składa się z mojego szefa (Niemca), mnie (Polki) i mojego kolegi (Włocha). I znam wiele przykładów takich zespołów, tutaj, w berlińskich startupach.

A kiedy porównujesz świat zawodowy w Berlinie, Polsce i Austrii to, co rzuca ci się w oczy?

Tutaj jest luźniej. Zarówno pod względem ubioru, jak i sposobu w jakim ludzie się do siebie odnoszą. Praktycznie z każdym klientem jestem tutaj na „ty”. Łatwiej nawiązuje się w ten sposób kontakty. W Austrii na przykład bardzo dba się o używanie tytułów, adresując kogoś i komunikacja jest dość formalna. Oprócz tego w startupie nadgodziny w normalnym wymiarze są normą, ponieważ dużo problemów musimy rozwiązywać sami. Ale ludzie przychodzą do pracy też, aby spędzić czas z innymi, którzy chcą osiągnąć ten sam cel. Dość często spędzamy też czas rozrywkowo po godzinach. Godziny pracy są elastyczne.

A czy Polacy mają jakieś szczególne „łatki” wśród berlińskich startupowców?

Raczej nie. Jak dotychczas mam tylko pozytywne doświadczenia w związku z moją narodowością. Polacy są uważani tutaj za otwartych i pracowitych. To drugie, to powiedzmy „łatka”, która nie jest nowa. Co do otwartości, to myślę, że bliskość Polski z Berlina ma swój pozytywny efekt. Wiele osób z mojego otoczenia było już przynajmniej raz w Polsce i wypowiada się o tych wyjazdach bardzo pozytywnie. Jesteśmy uważani za bardzo gościnnych i otwartych ludzi.

Czy masz jakieś rady dla osób, które chciałyby zacząć karierę w Berlinie?

Ważna jest otwartość i chęć dania z siebie czegoś więcej. W zależności oczywiście od tego, w jakim zakresie szukamy pracy i jakie są nasze cele. Braki w języku niemieckim nie są moim zdaniem przeszkodą do przeprowadzenia się do Berlina, jeśli ktoś włada biegle językiem angielskim. Oczywiście życiorys przynajmniej w języku angielskim i list motywacyjny są obowiązkowe. Radzę jeszcze zadbać zawczasu o mieszkanie, bo z tym jest aktualnie dość trudno.

Dołącz do dyskusji