Składane smartfony nie mają sensu. Przekonaj mnie do zmiany zdania

Felieton/Sprzęt 08.11.2018
Składane smartfony nie mają sensu. Przekonaj mnie do zmiany zdania

Składane smartfony nie mają sensu. Przekonaj mnie do zmiany zdania

O składanych smartfonach sporo mówi się od kilku miesięcy. Przez ten czas byłem bardzo sceptyczny i uważałem próbę włożenia do smartfona składanego ekranu za skok na kasę klientów. W ostatnich tygodniach dowiedzieliśmy się w końcu, jak producenci sprzętu chcą wykorzystać tę technologię. Teraz mogę już ze pełnym przekonaniem powiedzieć, że składane smartfony to bzdura.

Żeby była jasność – wiem, że to, co pokazał wczoraj Samsung, to dopiero prototyp. Wiem, że finalny produkt nie będzie takim topornym klocem, jaki zaprezentowano na scenie.

Na składany smartfon Samsunga patrzę oczami wyobraźni – z wczorajszego potworka wyciągam dwa ekrany (w tym jeden składany) w wrzucam je sobie w coś o stylistyce zbliżonej do najnowszego smartfona Galaxy S lub Note.

Tak go widzę, tak go oceniam. Mimo tego nadal nie jestem przekonany.

Składane smartfony nie mają sensu. Przekonaj mnie do zmiany zdania

Patrząc na składane konstrukcje smartfonów jestem pełen obaw.

Grzech #1: to bez sensu

Na dobrą sprawę ani Chińczycy odpowiedzialni za FlexPie, ani Samsung pokazujący smartfona ze zginanym ekranem nie potrafili mnie przekonać do sensowności tego rozwiązania. Nie zaprezentowano żadnych przełomowych funkcji, nie nakreślono realnych scenariuszy użycia, które powalałyby na kolana.

Oczywiście dzięki rozkładanemu smartfonowi dostajemy do dyspozycji trochę trochę więcej miejsca – ekran jest zauważalnie większy. Jednak nadal mniejszy niż w iPadach – tabletach, które sprzedają się najlepiej na świecie.

Możliwość uruchomienia trzech aplikacji jest średnim wabikiem. Już dzisiaj mogę robić to na iPadzie – mogę podzielić ekran na dwie części, dodatkowo z jednej krawędzi wysuwać trzecią aplikację, a na dokładkę odpalić pływające wideo jako czwarty element na ekranie. Tyle, że chyba nikt tak nie korzysta z tabletów. Smartfony i tablety – ze względu na szereg ograniczeń – to jednak urządzenia do pracy na jednej lub maksymalnie na dwóch aplikacjach jedocześnie.

Nie odbieram tego nawet za ich wadę. W mojej ocenie nie da się wydajnie pracować z wieloma aplikacjami jednocześnie na tak małym ekranie – a mówię tu w sumie o ekranie iPada, który jest większy od ekranów składanych smartfonów.

Także wiadomość o tym, że Samsung Flex pozwoli upchnąć w rogu ekranu małą trzecią appkę przyjąłem z rozbawieniem (nie mylić z radością).

Inne atuty? W zasadzie brak.

Widzę tutaj raczej szereg potencjalnych problemów – różne składane ekrany będą miały różne proporcje po rozłożeniu. A to oznacza, że aplikacje będą musiały w sensowny sposób wykorzystać dostępną przestrzeń. Tymczasem przypominam, że do dzisiaj większość apek na tablety z Androidem to po prostu rozciągnięte do granic przyzwoitości aplikacje mobilne ze smartfonów.

Na iPadzie jest już lepiej. Tablety Apple są bardzo popularne i twórcy aplikacji widzą sens w tym, żeby dostosować lub wręcz zupełnie przeprojektować apki pod iPady. 

Jednak nawet magia Apple nie zawsze działa – wraz z rosnącymi iPhone’ami oraz wraz ze zmianą proporcji ekranów w iPadach twórcy aplikacji muszą dostosować je do nowych urządzeń. I – co tu dużo mówić – robią to bardzo niechętnie, powolnie lub… nawet wcale.

W przypadku Androida i składanych smartfonów nie liczyłbym na jakiś cud w tym zakresie. Szansa, że aplikacje, z których korzystasz, będą dobrze wykorzystywały potencjał nowych ekranów o dziwnych wymiarach, jest niewielka.

Grzech #2: to będzie za drogie

Dla przypomnienia: Samsung Galaxy SII kosztował w momencie premiery w Polsce około 2300 zł. Jego następca kosztował 2900 zł – tyle samo, co kolejny model, Galaxy S4. Póżniej było tylko gorzej. Galaxy S5 kosztował 3000 zł. Dwa kolejne modele – S6 Edge i S7 Edge – kosztowały 3600 zł. Samsung Galaxy S8+ dobił do granicy 4000 zł.

Najnowsze sztandarowe Samsungi – modele Galaxy S9+ oraz Galaxy Note 9 – w momencie premiery kosztowały odpowiednio 4000 zł i 4300 zł. I mówimy tu o najtańszych wersjach tych smartfonów. Note’a 9 w topowej specyfikacji wyceniono na 5400 zł.

Ceny u konkurencji nie wyglądają lepiej. Zeszłoroczny iPhone X przekroczył cenę 5000 zł. Tegoroczny iPhone XS Max z największą pamięcią kosztuje ponad 7200 zł.

Te kwoty są absurdalne. I nawet nie mam na myśli średnich polskich zarobków, choć te nie są bez znaczenia. Już sam fakt, jak szybko producenci elektroniki przekraczali kolejne granice, sprawia, że coś we mnie krzyczy: DOŚĆ, TO SIĘ MUSI KIEDYŚ SKOŃCZYĆ.

Wprowadzenie na rynek składanych smartfonów pozwoli producentom przekroczyć kolejne progi cenowe. Ekran smartfona jest przecież jednym z droższych elementów urzadzenia. Jego wymiana w iPhonie X kosztowała swego czasu 1500 zł. Ile kosztuje w XS Max? Boję się sprawdzać. Ile będzie kosztowała w Samsungu Flex? Boję się myśleć.

Ten sprzęt może być absurdalnie drogi. Co tam może?! Na pewno będzie! Już cena Note’a 9 (5400 zł za najlepszą wersję) była porąbana. Galaxy Flex bez wątpienia ją przebije.

Grzech #3: ucierpi akumulator

Konieczność upchnięcia do smartfona nadprogramowych elementów rodzi nowe problemy. Przekonało się o tym chińskie Xiaomi, które za wszelką cenę chcąc pozbyć się notcha zdecydowało się na dodanie do telefonu ruchomego elementu w postaci slidera.

Zmiana ta skutkowała tym, że w smartfonie znalazło się miejsce tylko na akumulator o pojemności 3200 mAh. Dla porównania konkurencja w topowych urządzeniach daje ogniwa o pojemności 4000 – 4200 mAh.

Istnieje realne ryzyko, że składane smartfony będą miały ten sam problem. Konieczność upchnięcia w urządzeniu ruchomych mechanizmów oraz np. dodatkowego ekranu może oznaczać cięcia w rozmiarach akumulatorów, a co za tym idzie w ich pojemności.

A przecież taki rozłożony składany smartfon ma pełnić funkcję tabletu. Zaś jedną z podstawowych zalet tabletów jest to, że ich akumulator pozwala nawet na 10 godzin ciągłej pracy.

Bez wątpienia składane smartfony nie zbliżą się pod tym względem do wyniku tabletów. Pytanie raczej brzmi: czy i o ile będą pod względem czasu pracy na jednym ładowaniu gorsze od obecnych smartfonów.

Grzech #4: nie ufam ruchomym elementom

Przez kilka lat pracowałem w autoryzowanych serwisach. Naprawiałem wiele różnych modeli. I najbardziej zapamiętałem właśnie wszelkie konstrukcje, które były wyposażone w ruchome mechanizmy: telefony z klapką, telefony rozsuwane, telefony składane, telefony z obracanymi elementami.

Nie powiem, są to efekciarskie elementy i trochę żałuję, że umarły. Dzisiaj niemal każdy smartfon wygląda tak samo. Myślę, że takie zmiany nie nastąpiły jednak bez powodu. Ruchome konstrukcje są narażone na usterki mechaniczne i im częściej z nich korzystamy, tym częściej się psują.

Serwisowe doświadczenia mam bardzo złe. A trzeba pamiętać, że dotyczą one ruchomych konstrukcji sprzed kilku lat – wtedy trochę mniej razy dziennie braliśmy telefon/smartfon do ręki niż dzisiaj. Nie było przecież Messengera, Instagrama, Snapa, Slacka itd.

Obawiam się, że składane smartfony będą oznaczały większą awaryjność urządzeń. I coś mi mówi, że wiele z tych uszkodzeń nie zostanie uznana w ramach gwarancji producenta.

Przesadzam? No to zobaczcie na to:

Wzbudza to wasze zaufanie? Mojego ani trochę.

Nie dzisiaj, nie jutro, może za kilka lat

Nie jestem zupełnym pesymistą, jeśli chodzi o składane smartfony. Podejrzewam, że za parę ładnych lat uda się wypracować rozwiązania, które zliżą nas do urządzeń mobilnych, jakie mogliśmy oglądać w HBO w serialu WestWorld.

To niesłychanie kusząca wizja.

Zanim jednak zbliżymy się do tego poziomu Samsung będzie musiał wydać kilka generacji swoich urządzeń, a Android zaliczyć kilka dużych aktualizacji. Do tego dochodzi potrzeba dostosowania milionów popularnych aplikacji.

Niby nie ma tragedii. Możemy przecież poczekać.

Tylko, żeby ta wizja wypaliła, to ktoś musi kupić pierwsze wersje składanych Samsungów i innych zginanych smartfonów. Potrzeba sporej liczby królików doświadczalnych z grubymi portfelami, którzy zapłacą za bycie beta testerami technologii, która na początku nie będzie miała wiele sensu – patrz grzech #1, #2, #3 i #4.

Konkluzja

Zapowiada się na to, że dostępne w najbliższym czasie składane smartfony będą absurdalnie drogie i narażone na szereg zagrożeń i uszkodzeń, ich zakup i zastosowanie nie będą miały większego sensu, a akumulator będzie rozczarowywał.

Sorry, ale ja wysiadam.

Dołącz do dyskusji

Advertisement