Miłość jest bezcenna, ale Tinder wie, jak ją monetyzować. Przychody serwisu przekroczyły najśmielsze oczekiwania

News/Social media 07.11.2018
Miłość jest bezcenna, ale Tinder wie, jak ją monetyzować. Przychody serwisu przekroczyły najśmielsze oczekiwania

Miłość jest bezcenna, ale Tinder wie, jak ją monetyzować. Przychody serwisu przekroczyły najśmielsze oczekiwania

Przychody Tindera za trzeci kwartał roku przerosły oczekiwania inwestorów. Już teraz na rynku aplikacji randkowych jest bardzo dobrze, a przecież ten cały czas się rozwija. 

Warto inwestować w miłość. Dowodzi tego cała masa romansów, pod którymi uginają się półki mojej osiedlowej biblioteki, sentymentalne romantyczne komedie, w których wszyscy pod koniec się całują i przychody Tindera. Może nawet przede wszystkim przychody Tindera.

Ile zarabia Tinder? Dużo. Bardzo dużo

Przychody Match, korporacji, która jest właścicielem nie tylko Tindera, ale także PlentyOfFIsh i popularnego w Stanach Zjednoczonych Ok, Cupid, przerosły wszelkie oczekiwania inwestorów. Zanotowała ona w trzecim kwartale tego roku aż 444 mln dol. przychodu. To aż 29-procentowy wzrost rok do roku Niedoceniający mocy miłości inwestorzy spodziewali się sumy rzędu 437 mln dol.

Tymczasem firma zapowiada, że w czwartym kwartale uda jej się powtórzyć ten wynik i w ostateczności 2018 rok zamknie z przychodem wynoszącym około 1,72 mld dol. Z tego 800 mln dol. ma być zdobyte dzięki Tinderowi. Tak dobra sytuacja finansowa giganta randkowego to przede wszystkim zasługa płatnych abonamentów w tej aplikacji. Liczba użytkowników korzystających z wersji Gold wzrosła w minionym kwartale o 300 tys.

Aplikacje randkowe przeżywają złoty okres, a wydaje się, że jeszcze nie osiągnęły wyżyn popularności.

To ciekawe czasy dla wszystkich randkowiczów. Samotny, a poszukujący, ma na wyciągnięcie kciuka pełną paletę aplikacji, które są dostosowane do jego potrzeb i preferencji. Bez względu na to, czy interesuje go jednorandkowa relacja, czy platoniczne pisanie do siebie miesiącami, będzie aplikacja, która mu to umożliwi. Nieważne, czy jest edukacyjnym snobem, który chce się umawiać tylko z absolwentami najlepszych zagranicznych uczelni, czy może zależy mu tylko na wyglądzie współrandkowicza – na pewno znajdzie coś dla siebie.

A rynek się rozwija. Hinge, odkąd został kupiony przez Match, zanotował pięciokrotny wzrost liczby pobrań. Do tego już niedługo do gry wejdzie Facebook. Firma, która także nie może narzekać na wyniki finansowe, testuje w Ameryce Południowej swoją własną aplikację do randkowania w ramach największego na świecie serwisu społecznościowego. Choć jego specyfika daleka będzie od Tinderowej, gigant może zagrozić innym produktom ze stajni firmy Match już samą wielkością i łatwym dojściem do milionów potencjalnych klientów. Na razie inwestorzy obu firm mają sporo powodów do zadowolenia. Zobaczymy, jak długo to potrwa.

Dołącz do dyskusji

Advertisement