Bose QC35 II to rewelacyjne słuchawki. Nie kupujcie ich – recenzja

Artykuł/Technologie 30.11.2018
Bose QC35 II to rewelacyjne słuchawki. Nie kupujcie ich – recenzja

Bose QC35 II to rewelacyjne słuchawki. Nie kupujcie ich – recenzja

Bose QC35 drugiej generacji to znakomity sprzęt. Kapitalne słuchawki, które z pewnością – wzorem poprzednika – zdominują lotniska i dworce na całym świecie. Sęk w tym, że… to za mało.

Technicznie rzecz ujmując, mógłbym tu wkleić recenzję pierwszej generacji słuchawek Bose’a, dodać akapit o nowym kolorze i przycisku wybudzającym Asystenta Google, i robota skończona. Bose QC35 II różnią się bowiem od poprzedniego modelu w tak nieznacznym stopniu, że gdyby nie przycisk na obudowie, nikt nie byłby w stanie ich między sobą rozróżnić.

Ma to swoje dobre strony.

Bose QC35 II

To nadal najwygodniejsze słuchawki bezprzewodowe, jakie można kupić.

„Comfort” nie pojawił się w nazwie słuchawek Bose’a bezpodstawnie. Te puszki są niesłychanie wygodne. Miękkie nauszniki delikatnie okalają małżowiny, wyściełany pałąk nie uciska czaszki, konstrukcja waży zaledwie 240 g, więc jest szalenie lekka. O komforcie użytkowania Bose QC35 II można mówić w samych superlatywach.

Komfort obsługi – podobnie jak w Bose QC35 – również stoi na najwyższym poziomie. Wszystkimi funkcjami sterujemy przy pomocy sporych, ale nadal estetycznie wyglądających przycisków, które łatwo jest „wymacać” mając słuchawki założone na głowę.

Bose QC35 II

Po zdjęciu słuchawek z głowy możemy je złożyć i schować w dołączonym do zestawu futerale, który zajmuje naprawdę niewiele miejsca w torbie czy plecaku.

Rysą na tym obrazku (przynajmniej dla mnie) jest kierunek, w którym obracają się nauszniki po zsunięciu słuchawek na szyję. Zamiast obracać się nausznikami do dołu, jak każde inne słuchawki, Bose QC35 II obracają się nausznikami do góry. Jest to niewygodne, wygląda komicznie, a do tego naraża słuchawki na niepotrzebne zanieczyszczenie.

Na zdjęciu: Bose QC35 I

Ktoś mi tłumaczył przy okazji recenzji pierwszej generacji słuchawek, że nauszniki obracają się w ten sposób, by nie zabrudzić świeżo wypranej koszuli biznesmena. Nie kupuję tego uzasadnienia. Jeśli ktoś boi się, że nausznikami bardziej pobrudzi sobie strój niż zewnętrzną częścią puszek, to może warto… zadbać lepiej o higienę? Tak tylko mówię.

Redukcja hałasu nadal jest wzorowa.

Zakładamy słuchawki na uszy i świat zewnętrzny znika, jakby ktoś rzucił na niego zaklęcie Muffliato. Przez ostatnich kilka tygodni bardzo doceniłem jakość ANC w Bose’ach, i to nie w trakcie podróży, lotu samolotem, czy spacerów po mieście. A po prostu siedząc w domu, próbując się skupić na pracy, podczas gdy obok stukała klawiatura mechaniczna żony, pies powarkiwał na biegające pod blokiem dzieciaki, a koty ganiały się po całym mieszkaniu. Ot, codzienność pracy zdalnej w małym mieszkaniu.

Bose QC35 II

Dobra aktywna redukcja hałasu w takich warunkach to zbawienie. Bose QC35 II idealnie izolują nas od zewnętrznego świata i nie potrzeba do tego żadnych aplikacji w telefonie ani dodatkowych przycisków – ANC działa zawsze, wystarczy założyć słuchawki.

W przeciwieństwie do poprzedniej generacji, natężenie aktywnej redukcji hałasu można regulować przyciskiem na obudowie. Chcąc tego jednak dokonać, musimy zainstalować aplikację Bose Connect i zmienić rolę przycisku bocznego z aktywacji Asystenta (o czym za chwilę) na regulację ANC.

Bose QC35 II

Brzmienie nikogo nie powali, ale też nie rozczaruje.

Bose QC35 nigdy nie były liderem rynkowym, jeśli chodzi o jakość brzmienia i nadal nim nie są. W tej klasie, jeśli mam być szczery, praktycznie każde słuchawki grają lepiej. Nie mówiąc już o słuchawkach marginalnie droższych, jak Bowers and Wilkins PX, które grają o niebo lepiej.

Potencjalnym nabywcom pewnie nie będzie to jednak przeszkadzać, bo Bose QC35 II grają… po prostu OK. Brzmienie jest ładne, ciepłe, dostatecznie szczegółowe. Ja jestem wielkim fanem przesadzonej wręcz selektywności i szczegółowości; lubię być w stanie rozróżnić każdy instrument na nagraniu i przeanalizować jego linię melodyczną, i do tego niestety Bose QC35 II się nie nadają.

Bose QC35 II

Nadają się jednak doskonale do odprężenia się przy muzyce (bez potrzeby jej analizowania), wysłuchania podcastu czy audiobooka. Rewelacyjnie spisują się też w trakcie połączeń telefonicznych, doskonale odcinając nasz głos od szumu otoczenia.

Bardzo lubię te słuchawki. Niestety bycie „dobrym” to już za mało.

W próżni Bose QC35 II zasługują na wszelkie pochwały i ślepą rekomendację. Sęk w tym, że o ile pierwsza generacja legendarnych słuchawek debiutowała niejako „w próżni”, tak Bose QC35 II ma obok siebie rywali, którym zwyczajnie nie daje rady.

Według strony producenta, za Bose QC35 II zapłacimy 1699 zł. W sklepach z elektroniką bez problemu znajdziemy je jednak za 1399 zł. I to jest problem, bo nawet w tej niższej cenie kupimy coś lepszego.

Weźmy arcyrywala Bose’a – Sony. Najnowszy model słuchawek tego producenta, WH-1000XM3, kosztuje katalogowo dokładnie tyle samo, co produkt Bose’a (poprzednia generacja – zaledwie 999 zł!). A rozkłada go na łopatki pod każdym względem.

Redukcja hałasu? Nie tylko lepsza, ale też lepiej kontrolowana – w słuchawkach Sony możemy dobrać charakter redukcji hałasu, określić jej intensywność, a w razie potrzeby błyskawicznie wyłączyć, by np. usłyszeć, jaki komunikat płynie z głośników na dworcu.

Jakość brzmienia? Z nowymi Sony miałem styczność tylko przez moment, ale to wystarczyło, żeby docenić jak zgrabnie nowe puszki emulują zestawy audio napędzane lampami. Przykro mi to mówić, ale pod względem brzmienia Bose wypada naprawdę blado w porównaniu z konkurencją.

I nawet nie zaczynajmy mówić o dodatkowych funkcjach, bo tutaj Bose jest wprost rozjeżdżany przez konkurencję – i to nie tylko przez najnowsze słuchawki Sony, ale też przez inne modele, jak Sennheisery PXC 550 czy konstrukcje Plantronics.

Bose QC35 II

Bose szczyci się, że w nowych QC35 II zintegrował Asystenta Google. I super, bo to naprawdę przydatny bajer (choć nowe słuchawki Sony również go posiadają).

Asystent Google w słuchawkach Bose umie przeczytać powiadomienie. Robi to automatycznie po pojawieniu się powiadomienia, lub po pojedynczym przyciśnięciu przycisku. Przytrzymując przycisk można na nie odpowiedzieć, np. odpisać na wiadomość tekstową, dyktując jej treść.

Możemy przytrzymać dłużej przycisk Asystenta i zapytać go o co chcemy. O pogodę, najnowsze informacje, etc. Jeśli dobrze sformułujemy komendy, Asystent Google otworzy aplikację, odtworzy muzykę i zrobi to, o co go poprosimy (włącz latarkę, ustaw budzik, etc.).

Asystent Google’a w języku polskim to co prawda nadal mocno niedopracowany produkt, o czym możecie przeczytać szerzej w osobnym artykule, ale jako dodatek do słuchawek bardzo się przydaje.

Szkoda tylko, że Asystent to jedyny dodatek, jakim mogą się poszczycić Bose QC35 II. Mamy jedną zaawansowaną funkcję, ale… brakuje absolutnych podstaw. Jak choćby takiej pierdółki jak pauzowanie muzyki po ściągnięciu słuchawek i wznawiania po ich ponownym założeniu. Potrafi to niemal każdy konkurent wśród słuchawek bezprzewodowych od 800 zł wzwyż. A Bose QC35 II nie.

Bose QC35 II

Do tego chcąc regulować ANC wprost ze słuchawek musimy poświęcić przycisk wywołujący Asystenta. To niezbyt przemyślane rozwiązanie.

Jakby tego było mało, Bose nie wyznacza już standardu, jeśli chodzi o czas pracy na jednym ładowaniu. QC35 II mogą pracować maksymalnie 20 godzin. Bezpośrednia konkurencja jest w stanie grać bez kabla o połowę dłużej. I tak, Bose QC35 II nadal ładujemy starym złączem microUSB, ale jakoś mnie to nie dziwi – branża audio od dawna uparcie udaje, że USB-C nie istnieje.

Ach, byłbym zapomniał – jeśli planujecie używać słuchawek bezprzewodowych z komputerem z Windows 10, Bose QC35 II nie są dobrym wyborem. Po podłączeniu grają cicho, regulacja głośności dźwięku z poziomu systemu przestaje działać, a używanie ich jako headsetu do rozmów nierzadko kończy się brzmieniem jak R2D2 po stronie odbiorców.

To oczywiście nie wina Bose’a, a Microsoftu, który od lat nie potrafi ogarnąć sterowników audio w Windowsie, tym niemniej uprzedzam – Bose i Windows nie są dobraną parą.

Bose QC35 II

Bose QC35 II to rewelacyjne słuchawki. Nie kupujcie ich.

Chciałbym móc z czystym sumieniem polecać te słuchawki, bo naprawdę je polubiłem. Są bardzo wygodne, grają OK i redukują hałas na więcej niż satysfakcjonującym poziomie.

Jednak w tej cenie niemal każde słuchawki bezprzewodowe z aktywną redukcją hałasu są lepsze od Bose QC35 II.

I choćbym nie wiem jak próbował, przez gardło mi nie przejdzie, że warto je kupić zamiast porównywalnych Sony czy Sennheiserów. Przykro mi, Bose. Druga generacja QC35 nie będzie legendą.

Dołącz do dyskusji