Smutna prawda o Black Friday w Polsce + poradnik, jak nie dać się nabrać na cudowne wyprzedaże

Felieton/Media 20.11.2018
Smutna prawda o Black Friday w Polsce + poradnik, jak nie dać się nabrać na cudowne wyprzedaże

Smutna prawda o Black Friday w Polsce + poradnik, jak nie dać się nabrać na cudowne wyprzedaże

Black Friday tuż za rogiem i pewnie wielu z was już zaciera ręce na nadchodzące obniżki i promocje. Mam złą wiadomość – kupując cokolwiek w promocji na Czarny Piątek, bardzo często dajecie się zwyczajnie wykiwać.

Chyba żadne „święto” nie rodzi we mnie tak mieszanych uczuć jak Czarny Piątek. Zwyczaj, o którego historii możecie przeczytać tutaj, to z jednej strony świetna okazja, by (z reguły) zrobić zakupy w nieco bardziej sensownych cenach, a z drugiej – wielkie święto pazerności koncernów i głupoty kupujących.

Wszyscy znamy nagrania dantejskich scen z amerykańskich Wallmartów, gdzie ludzie dosłownie wyrywają sobie z rąk ostatnie sztuki towaru. Myślicie, że jesteśmy lepsi? To przypomnijcie sobie (nie)sławną bitwę o karpia…

Niestety, międzynarodowe święto kapitalistycznej rozpusty wyzwala w konsumentach najgorsze instynkty. A w biznesach – najgorsze praktyki.

Black Friday 2018 – jak to jest z tymi wyprzedażami?

Zanim zacząłem pisać dla Spider’s Web, ponad 3 lata spędziłem pracując w handlu. Wtedy tradycja Czarnego Piątku dopiero do Polski wchodziła; sam pamiętam, jak wieszając na sklepie pierwsze banerki nie wierzyliśmy, żeby ktokolwiek dał się na to złapać. Idea Czarnego Piątku na dobrą sprawę nigdy zresztą nie stała się w Polsce tym, czym jest w Stanach, ale o tym za chwilę.

Wspominam o tym, bo w Polsce Black Friday absolutnie niczym się nie różni od innych akcji promocyjnych. Niestety, wliczając w to także nieuczciwe zagrania sklepów, które robią, co mogą, by na wyprzedażach za wiele nie stracić.

Powszechną praktyką wielu sklepów jest… podnoszenie cen tuż przed wyprzedażą, by obniżyć ją albo do poprzedniego, albo minimalnie niższego pułapu w dniu promocji.

Dla przykładu: gadżet X kosztuje w normalnej sprzedaży 419 zł. Więc sklep – dajmy na to – na tydzień przed promocją podnosi jego cenę do 499 zł, by następnie w dniu wyprzedaży nakleić cenówkę z kwotą 399 zł dodać wielki czerwony napis PROMOCJA – 100 zł!

Klient patrzy na to i myśli „wow, ale przecena, 100 zł taniej!”. Podczas gdy w istocie… zapłacił ledwie 20 zł mniej. O ile w ogóle zapłacił mniej, bo w myśl tej samej praktyki nierzadko podnosi się cenę z 419 zł do 499 zł, by w dniu wyprzedaży znów ją opuścić do… 419 zł. Ależ promocja.

Ten rak toczy przede wszystkim branżę modową, ale nie tylko. Niecne praktyki sklepów znajdziemy w zasadzie w każdej branży, od technologicznej po księgarską. I nie dotyczy to wyłącznie Black Friday, a w zasadzie każdej promocji.

Sklepy istnieją tylko w jednym celu – żeby zarabiać.

Nikt tam nie uprawia działalności filantropijnej. A że konsumenci oczekują obniżek, do których jednocześnie dystrybutorzy nie są zbyt skłonni, sklepy muszą sobie radzić opisanymi wyżej sztuczkami, żeby na dzień wyprzedaży nie obniżać marży aż tak, jak chcieliby to widzieć klienci.

W efekcie jest duże prawdopodobieństwo, że kupując cokolwiek na wyprzedaży, dajemy się – kolokwialnie mówiąc – zrobić w konia.

Że też nie wspomnę o sytuacjach, kiedy nagle okazuje się, że promocja się kończy, a „przeceniony” produkt nadal utrzymuje swoją „promocyjną” cenę… to się zdarza! Dodajmy do tego wszystkie inne zagrywki psychologiczne, które sklepy stosują każdego dnia, by wymóc na nas zakupy zarówno w placówkach stacjonarnych (układy wysp z produktami, promocje „kup teraz, bo jutro nie będzie”, zakupy impulsowe przy kasie, etc.) jak i internetowych (pop-upy, śledzenie zainteresowań, layouty zachęcające do odwiedzania kolejnych kategorii typu „jeśli polubiłeś produkt X polubisz produkt Y”), i mamy przepis na to, by w dniu wyprzedaży nabyć tonę – nie bójmy się tego powiedzieć – śmieci, które w ogóle nie są nam potrzebne.

Polskie sklepy nie umieją w Black Friday.

Czarny Piątek jest z nami tak naprawdę od góra 6-7 lat, a już dokumentnie wypaczyliśmy sens tego „święta”. Otóż cała idea Black Friday czy Cyber Monday polega na tym, że… jest to jeden dzień. Jeden dzień, w czasie którego sklepy mogą sobie pozwolić na znaczące obniżki, bo zrekompensuje je im efekt skali. Innymi słowy – towar kupi tylu klientów, że sklepom opłaca się na ten jeden dzień w roku obniżyć ceny niemalże do poziomu cen hurtowych.

Sytuacja wygląda zgoła inaczej, gdy z Czarnego Piątku robi się Czarny Tydzień. Z dwóch dni wyprzedaży – miesiąc promocji. Efekt skali wtedy kompletnie przestaje istnieć. Parodie Black Friday stają się kolejnymi, zwyczajnymi wyprzedażami, a konsumenci, zamiast dostać jeden dzień naprawdę ekstra obniżek, dostają kilkanaście dni, wybaczcie mi, 💩-promocji.

Przy czym muszę zaznaczyć, że Polska jest tu tylko jednym z przykładów, najbardziej dla nas wyraźnym. W praktyce jednak większość krajów (w tym nawet Stany) coraz bardziej wypaczają ideę jednego dnia wyprzedaży. Pazerność sklepów doprowadza do tego, że Czarny Piątek nie służy już konsumentom, a niebawem przestanie też służyć sklepom, bo konsumenci nie są aż tak głupi – w końcu zawsze zdają sobie sprawę, że są nabijani w butelkę.

Dlatego ogromnie szanuję zagrania takich sklepów, jak np. REI, który w Black Friday… po prostu nie sprzedaje. Zamyka się, a do tego wypłaca pełną stawkę ponad 12 tys. pracowników, zachęcając ich, żeby spędzili ten dzień na zewnątrz. Inna słynna marka outdoorowa – Patagonia – cały przychód z Czarnego Piątku przeznacza na akcje charytatywne.

Bodajże najbardziej znany (za sprawą fenomenalnego kanału na YouTubie) europejski sklep muzyczny – Andertons.co.uk – podchodzi do kwestii wyprzedaży czarnopiątkowych jeszcze inaczej. Zamiast na siłę wciskać pseudo-obniżki przez cały miesiąc, oferuje… zwrot różnicy w cenie, jeśli towar zakupiony w listopadzie znajdzie się na wyprzedaży w Czarny Piątek.

Jak widać, nadal można zorganizować czarnopiątkowe promocje tak, by służyły nie tylko sklepowi, ale także klientom. I absolutnie nie twierdzę, że u nas nie ma sklepów, które to robią. Smutny obrazek Black Friday w Polsce jest jednak taki, że częściej to próba podpięcia się pod międzynarodowy, marketingowy trend, niż dzień rzeczywistych korzyści dla konsumenta.

Jak nie dać się oszukać w Czarny Piątek 2018?

Napisałbym najchętniej – nie kupując w Czarny Piątek. Ale byłbym wtedy hipokrytą, bo sam wstrzymuję się od kilku tygodni z kilkoma zakupami, właśnie ze względu na to, że liczę na korzystniejszą cenę w Black Friday.

Wynika to jednak z prostego faktu – w Czarny Piątek kupię to, co tak czy inaczej bym kupił. I nic ponadto. Żadnych zakupów impulsowych. Żadnego „nie potrzebuję tego, ale jest przecenione o 20 zł, muszę to kupić!”.

Polecam tę strategię wszystkim. Kupujcie w Black Friday tylko to, co i tak mieliście zamiar kupić. Od pół roku nosicie się z zamiarem zakupu nowego telewizora, orientujecie się w cenach i modelach – super, Black Friday jest doskonałym momentem na to, żeby dokonać zakupu i nie dać się złapać na pseudo-promocję.

Wchodzicie do sklepu, nie wiedząc w zasadzie po co, a tu z wystawy atakuje „super obniżka!” na gadżet, którego posiadanie nigdy wcześniej nie przemknęło wam przez myśl – lepiej odpuścić. Bo raz, że obniżka może wcale nie być taka „super”, a dwa, że… skoro wcześniej o czymś nie myśleliście, to raczej na pewno nie jest to wam potrzebne.

Jeśli jednak coś już wpadnie wam w oko, to wiedzcie, że porównywarki cen takie jak Skąpiec i Ceneo (funkcja tylko dla zalogowanych) pozwalają sprawdzić historię ceny. Warto tam zajrzeć przed dokonaniem zakupu, żeby się upewnić, na ile „promocja” faktycznie jest promocją.

jak sprawdzić historię ceny

Wszystko sprowadza się zatem do intencjonalnych, przemyślanych zakupów.

Mój wewnętrzny idealista każe mi dodać, że jeśli wszyscy będziemy podchodzić racjonalnie do wyprzedaży w Black Friday, to sklepy w końcu zorientują się, że nie można konsumentów wyzyskiwać w nieskończoność.

Praktyka mówi jednak, że to wszystko krew w piach. Tym niemniej dobrze jest nie dokładać do tego swoich własnych kropli. I po prostu kupować z głową.

Dołącz do dyskusji

Advertisement