Ukończył uniwersytet, rozwija własny startup, prowadzi agencję PR i nigdy się nie poddaje – historia Ukraińca w Polsce

Artykuł/Biznes 29.11.2018
Ukończył uniwersytet, rozwija własny startup, prowadzi agencję PR i nigdy się nie poddaje – historia Ukraińca w Polsce

Ukończył uniwersytet, rozwija własny startup, prowadzi agencję PR i nigdy się nie poddaje – historia Ukraińca w Polsce

Aksen Semak – nie można go inaczej przedstawić, niż jako ambitnego młodego chłopaka, który zawsze idzie do przodu. Trzy lata temu Ukrainiec przeprowadził się z miasta Użhorod do Warszawy. W stolicy podjął studia na uczelni Łazarskiego na kierunku Business Economics. Od tego zaczęła się jego przygoda w Polsce.

Uwaga: Cykl „Z własnego doświadczenia” jest stałym formatem bloga Spider’s Web Ukraina, w ramach którego pokazujemy historie Ukraińców w Polsce. Chcemy przybliżać sylwetki osób, którym udało się w Polsce, rozwijają tutaj swoje kariery, prowadzą własne firmy, itp. Materiały te powstają na bazie długich rozmów z naszymi bohaterami. W tekstach z tej serii oddajemy głos naszym rozmówcom – sami opowiadają swoją historię.

Mam na imię Aksen. Wiem, to dość dziwne imię. Bywa, że gdy się przedstawiam, ludzie odpowiadają mi „na zdrowie”, bo myślą, że kichnąłem. Niedawno skończyłem 20 lat. W Polsce mieszkam ostatnie trzy, a latem tego roku stałem się szczęśliwym człowiekiem, ponieważ ukończyłem uniwersytet i przestałem być niewolnikiem machiny edukacyjnej.

Po przeprowadzce do Polski najbardziej dotknął mnie szok kulturowy. Pochodzę z małego ukraińskiego miasta Użhorod, z liczbą mieszkańców wynoszącą około 100 tys. osób, a Warszawa to całkiem inna skala. Do tego przeprowadzka często jest kojarzona z dużym stresem i strachem, bo jesteś sam, nie znasz nikogo, a ja nawet nie mówiłem po polsku, bo studiowałem w języku angielskim. Jednak to bardzo ciekawe doświadczenie i dobry test dla każdego młodego, ambitnego studenta. Dla mnie przeprowadzka była wyzwaniem. Chciałem udowodnić przede wszystkim sobie, że potrafię stworzyć coś całkowicie nowego – w innym kraju, z innymi ludźmi.

Warsaw Business Game — mój pierwszy poważny projekt w Warszawie.

Na drugim roku studiów szukałem ciekawych konkursów, projektów związanych z biznesem, jednak nic dla siebie nie znalazłem, więc postanowiłem stworzyć własną biznes-grę. Przyszedłem do dziekana, podzieliłem się swoim pomysłem, on go zaakceptował. Tak stworzyłem Warsaw Business Game. Najpierw była to gra Łazarski Business Game, tylko dla naszych studentów. Gdy odniosła sukces, postanowiłem, że przygotuję warszawską wersję.

Pomysł polega na tym, aby z pięciu warszawskich uczelni wybrać po jednej trzyosobowej drużynie. Uczestnicy tych pięciu drużyn spotykają się razem w wielkim finale, otrzymują business case’y i muszą je rozwiązać w ciągu dwóch godzin. Business case składa się z trzech części: strategii, negocjacji, marketingu. W ciągu dwóch godzin uczestnicy przygotowują plany, strategie i potem od razu przedstawiają swoje pomysły przed całą salą publiczności i członkami jury, którzy są menadżerami firm i korporacji.

Po tym, jak zespoły kolejno prezentują swoje rozwiązania, następuje kolejny etap. Na scenę wchodzi jeden przedstawiciel z każdego zespołu, włącza się timer odliczający 60 sekund i w ciągu minuty należy sprzedać członkom jury, czyli potencjalnym inwestorom, ten produkt, nad którym drużyna właśnie pracowała. To bardzo duży stres dla studentów i wydaje mi się, że jest w tym wartość.

Odbyły się już cztery takie gry. Nagrodą w dwóch pierwszych był miesięczny płatny staż. Później nagrodą było 3000 zł. Jednak prawdziwa wartość leżała nie w pieniądzach, a w możliwości zaprezentowania się. Po tych grach dzwonili do mnie przedstawiciele firm, którzy byli w jury, i prosili o kontakt do niektórych studentów, nawet tych, którzy nie wygrali, ale potrafili się dobrze pokazać.

Ciągłe pragnienie, aby coś stworzyć, skłoniło mnie do założenia startupu.

Zawsze chciałem mieć własny biznes. To chyba element osobowości lub geny. Mój tata nigdy w życiu dla nikogo nie pracował. Pracował wyłącznie dla siebie i na siebie. Oficjalnie nasz startup Socium.Media, który rozwijamy razem z Dmytrem Furchakiem, zaczął działać 15 lutego 2018 r.

Socium.Media to platforma dla małych i średnich firm, która łączy biznes z klientami. To marketingowa platforma, która pozwala skutecznie i tanio promować biznes przez własnych klientów. Poprzez analizę rynku doszliśmy do wniosku, że nie istnieje na świecie podobna platforma marketingowa dla małych i średnich przedsiębiorstw. Oczywiście istnieje Facebook, ale ten oferuje reklamy wystawiane tylko w imieniu marki. Natomiast my oferujemy nawet nie reklamę, a rekomendacje wystawiane przez klientów lokalu lub usługi. To się nazywa Influence marketing. Dlaczego to nie jest reklama? Bo nie mówimy tutaj o pieniądzach. Zdecydowaliśmy się zrezygnować z pieniędzy jako wynagrodzenia dla klientów, ponieważ nie chcemy kupować opinii.

Przychodzisz na przykład do ulubionej kawiarni, zamawiasz kawę, odpalasz aplikację Socium.Media i widzisz, że są aktualne oferty od lokalu: zrób zdjęcie, wrzuć na swój Instagram i otrzymaj bonus. Co otrzymujesz? Na przykład voucher o wartości 25 zł. Ten voucher jest ważny tylko w sieci tych konkretnych kawiarni.

Klientem, który chce korzystać z Socium.Media i rekomendować różne usługi, może zostać każdy — kładziemy nacisk na to, że ten człowiek wcale nie musi być gwiazdą, może mieć nawet do 100 znajomych na platformie. Wartość vouchera oczywiście zależy od wartości twojego konta społecznościowego, tak to nazywamy. Kawiarnia może samodzielnie określić, które konta (wiek, płeć, liczba znajomych) ją interesują, lub możemy to zrobić my.

Przed publikacją użytkownik wysyła swój post do akceptacji i tylko po niej może go opublikować i dostać nagrodę. Generujemy również specjalny link i w ten sposób analizujemy, ile osób zareagowało na poradę konkretnej osoby.

Nasza baza zawiera już około 1000 klientów, którzy udzielają porad, i kilka firm. Wkrótce uruchamiamy kampanię dla banku, ale na razie nie mogę zdradzić jego nazwy. Również niebawem rozpocznie się kampania dla ukraińskiego artysty Monatika – będziemy promować jego koncerty w Polsce. Jedną z już działających naszych kampanii jest sieć szybkiego zdrowego odżywiania Soupculture.pl.

Stworzyć udany startup można tylko wtedy, kiedy masz drużynę.

Żeby otworzyć startup, przede wszystkim trzeba mieć dobrą drużynę. Zawsze mam sporo pomysłów, ale właśnie wtedy, kiedy dzielę się nimi ze swoim zespołem, rozpoczyna się proces modyfikacji i poprawy początkowej idei.

Fundament startupu może składać się z trzech osób: tego, kto sprzedaje, młodego wizjonera i programisty. Jeśli nie uda się znaleźć programisty, który zgodzi się pracować za udział w startupie, trzeba będzie kogoś outsourcować, a to sporo kosztuje.

Następnie należy zarejestrować startup. Jest to proces dość czasochłonny i trudny, ale też od razu chcę powiedzieć, że robiłem to z wizą – w przypadku posiadania karty pobytu warunki mogą się różnić. Najpierw trzeba zrozumieć, jakiej formy prawnej potrzebujemy: spółki czy działalności jednoosobowej. Zarejestrować firmę można przez internet lub na miejscu w sądzie. Do rejestracji wymagany jest PESEL i NIP. Po rejestracji około miesiąca czekałem na decyzję KRS (Krajowego Rejestru Sądowego).

Co do pieniędzy, to na początku wydałem około 1000 dol., jednak to wszystko zależy od specyfiki firmy. Teraz rozumiem, że można było znacznie obniżyć koszty.

Teraz posiadanie strony internetowej w ogóle nie jest obowiązkowe.

Najwięcej pieniędzy pochłonął rozwój strony internetowej. To była moja najgłupsza decyzja finansowa w tamtym czasie. Były to po prostu bez sensu wydane pieniądze. Teraz można spokojnie działać za pośrednictwem strony na Facebooku czy Instagramie. Istnieje wskaźnik ROI, który świadczy o tym, ile pieniędzy udało się odzyskać z początkowej inwestycji. ROI wspomnianej strony internetowej, wynosi już chyba minus miliard, bo zarobić na tej inwestycji w ogóle się nie udało. Teraz zarabiamy za pośrednictwem strony na Facebooku, w której tworzenie zainwestowaliśmy 0 zł.

Jestem zdania, że obecnie nie trzeba mieć strony internetowej. Istnieją wspaniałe platformy, jak Instagram i Facebook, gdzie nie trzeba mieć pieniędzy. Zupełnie nic nie kosztuje założenie tam konta i kreatywne pozycjonowanie.

Chcemy wejść na światowy poziom.

W 2019 r. chcemy już w pełni uruchomić naszą aplikację – teraz jest jeszcze w fazie rozwoju, więc chwilowo pracujemy przez stronę na Facebooku.

Nasz plan to znaleźć inwestorów. Złożyliśmy wnioski o udział w kilku programach akceleracyjnych, takich jak Poland Prize, Huge Thing i Kyiv tech hub. Będziemy brać w nich udział, wygrywać i otrzymywać finansowanie. Nasz cel to stabilna działalność w Warszawie, a potem w całej Polsce, dalej już chcemy wejść na rynek światowy.

Największym naszym wyzwaniem na dziś jest tworzenie waluty – nazywamy ją V-money (Voucher money). Chcemy, by w każdym lokalu, na przykład restauracji, nie było różnicy, czy klient płaci kartą kredytową lub V-money. To będzie dość skomplikowana platforma technologiczna, która wymaga innowacyjnych rozwiązań właśnie w sferze fintech.

Stworzyłem Warsaw Business Youth, aby zebrać wszystkie kontakty biznesowe w jednym miejscu.

Poprzez analizę rynku zdałem sobie sprawę, że nie ma organizacji właśnie dla młodych ludzi, którzy odkrywają firmy. Podjęto strategiczną decyzję, aby stworzyć klub, który gromadziłby młodych, ambitnych przedsiębiorców z całej Warszawy – Warsaw Business Youth (WBY).

Organizacja istnieje od sierpnia 2018 r. i przewiduje dwa podstawowe kierunki działań. Pierwszy to Warsaw Business Youth Club, w jego skład wchodzą działający przedsiębiorcy, dla których organizujemy zamknięte spotkania, podczas których każdy znajdzie przydatne dla siebie kontakty, przedyskutuje aktualne wyzwania. Na przykład wkrótce odbędzie się takie zamknięte śniadanie dla członków klubu w restauracji AÏOLI, która jest naszym partnerem.

Drugi to organizacyjny zespół, składający się ze studentów, którzy zbierają się i organizują różne wydarzenia. Praca tego zespołu się monetyzuje, czyli uczestnicy otrzymują wynagrodzenie. Na przykład mamy 15 tys. zł na prowadzenie wydarzenia od sponsorów, 5 tys. przeznaczamy na organizację, 10 tys. dzielimy między członkami organizacyjnego zespołu.

6 października odbył się nasz pierwszy #WBYFORUM. Bardzo miło mi o nim wspominać, bo w ciągu miesiąca znaleźliśmy takiego partnera jak Microsoft — zaprosili znanych biznesmenów. W sumie w imprezie wzięło udział 150 osób.

Każdy początkujący przedsiębiorca lub student, który ma fajny pomysł na startup, może przyjść do nas, a my pomożemy w realizacji, podzielimy się wartościowymi kontaktami.

Nie istniała agencja PR, która zajmowałaby się tworzeniem treści dla Ukraińców w Polsce, więc ją założyliśmy.

Wiele ukraińskich firm, które funkcjonują w Polsce, zwraca się do polskich agencji PR, jednak takie agencje nie zawsze wiedzą, jak tworzyć treści i gdzie je rozprzestrzeniać właśnie dla Ukraińców. Natalia Panchenko, Dmytro Furchak i ja postanowiliśmy stworzyć PR-agencję, której przekaz jest skierowany stricte do Ukraińców w Polsce, uwzględniając wszystkie cechy mentalności.

Bandura PR Group istnieje całkiem od niedawna, pierwszym wydarzeniem, które organizowaliśmy, było Aftermath VR: Euromaidan, które odbyło się 28 listopada w Warszawie. Jednym z partnerów jest firma Microsoft – udostępniła nam salę dla organizacji wydarzenia. Drugim partnerem jest UIA (Ukrainian International Airlines) – to właśnie oni są przewoźnikiem twórców projektu z Kijowa do Warszawy. W imprezie wzięło udział około 100 osób, w tym Ambasador Ukrainy w Polsce, Andrij Deshchyca.

Pomagam z reklamą Konkursu Młody Ekonomista.

W Polsce już ósmy rok z rzędu prowadzony jest Konkurs Młody Ekonomista. To ogólnopolski konkurs, przygotowywany przez organizację Towarzystwo Ekonomistów Polskich (TEP). Założycielem tego stowarzyszenia jest Leszek Balcerowicz – właśnie jemu zawdzięczamy fakt, że podczas kryzysu w 2008 r. Polska była w stanie wyjść na pozytywną dynamikę PKB. Teraz przewodniczącą TEP jest Julia Patorska, która zajmuje jedno z najwyższych stanowisk w Deloitte Polska.

Zwrócił się do mnie jeden z członków TEP, który jest również Dziekanem Uniwersytetu Łazarskiego, i poprosił, abym przeczytał plan przeprowadzenia Konkursu Młody Ekonomista. Przeczytałem plan i powiedziałem, że mi się nie podoba, a tak jak nie lubię ludzi, którzy krytykują i nic nie oferują w zamian, tak zaproponowałem swoją wizję. W odpowiedź otrzymał prośbę o pomoc z promocją konkursu. W ramach WBY już stworzyliśmy dwa informacyjne filmiki i w pełni zajmujemy się promocją #KME2019.

Szczerze mówiąc, jestem introwertykiem.

Jeśli chodzi o moje projekty, to o tym mogę mówić w nieskończoność. Jednak w sprawach społecznych, jak na przykład podejść do kogoś i poznać, już nie czuję się komfortowo. Trochę jak szewc bez butów — organizuję spotkania networkingowe, ale nie biorę w nich udziału, bo to w ogóle coś, co nie jest dla mnie.

Warto prowadzić tyle projektów, ile tylko jesteś w stanie udźwignąć.

Teraz jednocześnie prowadzę 4 projekty, staram się wszędzie utrzymać wysoki poziom. Zawsze wydawało mi się, że to takie fajne, kiedy masz 140 telefonów, 140 spotkań, tam projekt i tam jeszcze jeden projekt. Teraz rozumiem, że czasami to w ogóle nie jest fajne. Chyba bardziej by opłacało skupić się na jednym projekcie.

Jednak, jak mówi mój ojciec, z drugiej strony masz też plus w prowadzeniu kilku projektów jednocześnie. Istnieje takie pojęcie jak dywersyfikacja — nawet jeśli trzy projekty nie zadziałają, to czwarty może nadal wypalić. Mówią, że nie warto wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka. Prowadzenie czterech projektów jest dla mnie normalne, nawet nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej.

Po prostu nie umiem siedzieć na miejscu, podobno jestem taki po tacie, a może to jakaś psychologia rywalizacji. Jeśli siedzę, to ktoś na pewno się rozwija. Dlaczego on do cholery się rozwija, a ja siedzę? Jednak gdy ktoś siedzi, a ja pracuję – to uczucie bardzo mi się podoba. Dlatego lubię pracować w niedzielę, w sobotę, bo rozumiem, że wszyscy wtedy odpoczywają.

Otrzymałem odpowiedź „nie” już chyba miliard razy.

Bardzo ważne jest, aby się nie poddawać, bo kiedy tworzysz swój projekt, na przykład startup, to wiele osób powie ci, że twój pomysł jest beznadziejny, bardzo zły i na pewno się nie wypali. Jednak właśnie to buduje twój biznesowy układ odpornościowy lub, jak mówi ojciec, średnicę pręta.

Kiedy coś tworzę, nawet nie zakładam takiej opcji, że coś może się nie udać. Zawsze stawiam sobie poprzeczkę tak wysoko, że nawet jeśli nie osiągnę swojego maksimum, a tylko 50 proc. to i tak będzie to dobry poziom.

I żeby nie było… nie uważam, że mam jakieś wielkie osiągnięcia.

Wszystkie te moje osiągnięcia nie są niczym specjalnym. Oczywiście zależy, z czym je porównywać, ale uważam, że to jeszcze nie jest nawet połowa tego, co chcę zrobić. Jestem bardzo niezadowolony z obecnej sytuacji. Na przykład po #WBYFORUM, gdy robiłem analizę wydarzenia, to na dwóch stronach A4 zmieściły się wszystkie punkty, z których nie jestem zadowolony co do organizacji. Bardzo wiele rzeczy można było zrobić lepiej i nie wiem, dlaczego tak nie zrobiłem. W startupie również było bardzo dużo głupich decyzji, tylko dlatego, że się spieszyłem. Tutaj ważne jest, aby nie zacząć się chwalić, bo to jest bardzo wciągające, a poza tym, zupełnie nieefektywne.

Dla mnie największym osiągnięciem tego roku jest ten fakt, że mój brat zajął pierwsze miejsce w szkolnej olimpiadzie z języka angielskiego.

Czekam na nowe wyzwania, czekam na nie każdego dnia z niecierpliwością.

Dla mnie najcenniejsze w tworzeniu projektów to nawet nie wynik, a właśnie droga. Jest na niej bardzo dużo stresu, przeszkód, jednak przez ten okres lepiej poznajesz sam siebie jako osobę. Czekam na nowe wyzwania, bardzo czekam, bo chcę zobaczyć, co życie dla mnie przygotowało, i czy będę w stanie wyjść z tych sytuacji.

Dołącz do dyskusji

Advertisement