Wczoraj o godzinie 18:33 Twitter zakomunikował mi, że 8f64d52977344d6a9df34430dce13547: 0. 

News/Technologie 17.10.2018
Wczoraj o godzinie 18:33 Twitter zakomunikował mi, że 8f64d52977344d6a9df34430dce13547: 0. 

Wczoraj o godzinie 18:33 Twitter zakomunikował mi, że 8f64d52977344d6a9df34430dce13547: 0. 

W pierwszej chwili pomyślałem sobie, że to znowu jakaś ameba wciąga mnie w swoje polityczne wojenki. Ale musiałem po chwili przyznać przed sobą i przed światem, że nawet jak na twitterowe ameby nie miało to zbyt wiele sensu.

Gdybym był programistą i znał się na tych wszystkich programistycznych sztuczkach, po takim komunikacie z Twittera mógłbym pomyśleć sobie wiele. Ponieważ o programowaniu generalnie pojęcia nie mam kompletnie, pomyślałem sobie – co logiczne – jeszcze więcej.

Zaczęło się. Po wycieku z Facebooka i Google+, przyszła kryska na matyska. Mają moje konto. Sowiety, hackerzy lub – co gorsza – młodzieżówka partii Razem. A było się zabezpieczać, starannie raz w tygodniu zmieniać hasło, podczepić dwuetapową weryfikację, a może nawet authenticator. Na co mi ten Twitter, z drugiej strony. Nie pamiętam, kiedy ostatnio wydarzyło się tam coś istotnego.

Instynktownie wpisałem jednak do wyszukiwarki serwisu Twitter pierwszą frazę, która w związku z zaistniałą sytuacją przyszła mi do głowy: weird twitter. I okazało się, że nie jestem sam. Że globalny internet generalnie z mieszaniną zaciekawienia i przerażenia komentował komunikat, który wysyła im Twitter. Atak, awaria. „W całej Polsce się zaczęło” perorował Krzysztof Bosak (a może mi się tylko wydaje?) sugerując, że to ostateczny sygnał, by przegonić hinduskich dostawców Uber Eats.

Twitter wprawdzie nie płonął w panice, globalne rynki nie stawały w płomieniach, maklerzy nie skakali z okna. Ale wielu użytkowników, również w redakcji Spider’s Web, mówiło sobie pod nosem: dziwne.

Jak twierdzi obsługa serwisu: nie ma powodu do paniki. Komunikaty, które mogliśmy obserwować na naszych iPhone’ach, to elementy kodu serwisu, które są odpowiedzialne za powiadomienia w postaci czerwonych bąbelków przy ikonie aplikacji. Tym razem użytkownicy otrzymywali je w postaci powiadomień o nowych aktywnościach, których treść nie miała sensu, albo wręcz nakazywała nabrać podejrzeń.

Na szczęście Twitter wyjaśnił, na czym polegał błąd i wszystko dobrze się skończyło.

Tak przynajmniej nam mówią.

Dołącz do dyskusji