Mamy w domu ciche dni, bo wygrałem w Super Mario Party. Imprezowa gra niszczy przyjaźnie – recenzja

Recenzja/Gry 12.10.2018
Mamy w domu ciche dni, bo wygrałem w Super Mario Party. Imprezowa gra niszczy przyjaźnie – recenzja

Mamy w domu ciche dni, bo wygrałem w Super Mario Party. Imprezowa gra niszczy przyjaźnie – recenzja

Przyznaję, taniec zwycięstwa przed telewizorem w salonie był zbędny. Zwłaszcza w połączeniu z okrzykami godowymi. Bo tak między nami, to wcale nie czułem się zwycięzcą. Super Mario Party nagrodziło mnie pierwszym miejscem mimo gorszych wyników na arenie planszowej. Nintendo odważnie namieszało w zasadach.

Mario Party to seria gier kooperacyjno-rywalizacyjnych dla jednego (nie polecam), dwóch, trzech lub czterech graczy. Tytuły z tego miotu są tworzone z myślą o domówkach, odwiedzinach znajomych czy rodzinnej zabawie przed telewizorem. Mario Party jest jak Wormsy. Jak Overcooked, FIFA czy Tekken – odpalasz konsolę, rozdajesz pady znajomym i nim się obejrzycie mija godzina. Albo kilka. W tym czasie macie ochotę skoczyć sobie do gardeł, bo seria działa niczym Monopoly. Niszczy przyjaźnie. Kończy związki. Wystawia rodzicielską miłość na próbę.

Wygrana w Super Mario Party to połowa sukcesu. Druga to powstrzymanie się od uduszenia rywali.

Główna rozgrywka w Super Mario Party to połączenie gry planszowej oraz zręcznościowych mini-gier. Bohaterowie Nintendo zamieniają się na interaktywne pionki, którymi poruszamy po uprzednich rzutach wirtualną kostką. Większość pól na planszy powoduje implikacje, jak aktywacja mini-gier, kary do punktów, różnej maści dopalacze czy teleportery. Celem rozgrywki nie jest jednak przekroczenie mety jako pierwszy, a zdobywanie gwiazdek losowo pojawiających się na planszy.

Kto ma gwiazdki, ten… ma przechlapane. Jeśli chwilowo prowadzisz w tabeli, to rywale, zasady, sama gra jest przeciwko tobie. W Super Mario Party panuje gigantyczna zmienność. Większa niż kiedykolwiek wcześniej. Z ciągu zaledwie jednego rzutu udało mi się zdobyć aż trzy gwiazdy, przejść szesnaście pól, kupić dopalacz, zdobyć kilkanaście monet oraz wziąć udział w mini-grze. Turę potem straciłem dwie z gwiazdek, a także pierwsze miejsce w tabeli. Tutaj nic nie jest pewne. Skrzętne budowanie stanu posiadania wcale nie gwarantuje sukcesu.

Najlepiej pokazuje to końcowa sekwencja, już po upłynięciu 10, 15 lub 20 tur. Po zaciętej walce z moją dziewczyną, ta wygrała w pięknym stylu. Cztery gwiazdki do czterech gwiazdek. Zadecydowała większość posiadanych monet. Przewagę zdobyła dosłownie rzutem na taśmę, przy wielkich emocjach podczas rywalizacyjnej mini-gry o decydujące monety. Przyznaję, byłem z niej dumny. Jednak potem, podczas ceremonii wręczania nagród, organizatorzy z ekipy Mario nagle zaczęli przyznawać dodatkowe gwiazdki. Za styl. Za zwycięstwa w mini-grach. Za pokonane pola.

Dzięki temu to ja stanąłem na szczycie podium. Osoba spadająca na drugie miejsce ma pełne prawo się zdenerwować. To tak, jak gdyby podczas mistrzostw świata w piłce nożnej zabierano puchar zwycięzcom i dano go tej drużynie, w której zawodnik zyskał miano MVP. Kiedy rozpocząłem prowokacyjny taniec zwycięstwa naprawdę brałem pod uwagę, że lepsza połówka rzuci mi się do gardła. Ja bym tak postąpił. Wielka szkoda, że dodatkowych nagród po właściwej rozgrywce nie da się wyłączyć w opcjach.

Super Mario Party to pierwsza odsłona na Nintendo Switch. Ależ ta gra robi użytek z Joy-Conów!

Tytuł obsługuje się wyłącznie za pomocą połówki Joy-Cona. Oznacza to, że już na starcie w SMP mogą grać przynajmniej dwie osoby. Niestety, gra nie wspiera Pro Controllera, co ma swoje logiczne uzasadnienie. Większość mini-gier została oparta na sensorach ruchowych. Dlatego tak ważne było, aby każdy z uczestników miał dokładnie te same szanse oraz pełną funkcjonalność trzymanego w dłoniach kontrolera.

Muszę przyznać, że Joy-Cony spisują się rewelacyjnie. Znacznie lepiej niż w rozczarowującym 1-2 Switch wydanym na premierę konsoli. Małe połówki padów zamieniają się w patelnie, wiosła, miecze, butelki, piłki… zastosowań kontrolerów jest masa. Zarówno w pionie, jak i poziomie. Do tego gra posiada kapitalne plansze informacyjne, dzięki czemu zawsze wiemy jak trzymać kontroler, w jakiej pozycji będzie prowadzona rozgrywka i z jakich przycisków trzeba korzystać w danej mini-grze.

Co ważne, mini-gry z Super Mario Party to zbiór zupełnie nowych zręcznościowych oraz logicznych wyzwań. Robi to wrażenie, gdy weźmiemy pod uwagę, że jest ich aż 80. Nintendo wpadło na kilka absolutnie rewelacyjnych pomysłów. Na przykład smażenie steku na czas, z Joy-Conem udającym rączkę patelni. Musimy tak ruszać dłonią, aby mięso podskakiwało i obracało się w powietrzu. Mini-gra wymaga by kawałek wołowiny był przysmażony z każdej strony.

Zdecydowana większość gier jest naprawdę udana. Jak wyścigi na małych rowerkach, obracając Joy-Conem niczym pedałami. Albo muzyczne wystukiwanie rytmu. Potencjał kontrolerów pokazuje wyrzucanie cukierków ze słoika oraz rzucanie piłką do celu. Zdarzają się również wyzwania mniej satysfakcjonujące, ale tych jest zdecydowana mniejszość. Co ważne, każdą z mini-gier możemy rozegrać indywidualnie, z poziomu specjalnego trybu. Do tego wyzwania dzielimy na rywalizacyjne – klasyczne, rywalizacyjne 1 vs 3, kooperacyjne 2 vs 2, a także własną listę ulubionych gier.

Nintendo wyciągnęło wnioski z odsłony na Wii U. Dlatego Super Mario Party ugina się od zawartości.

Chociaż rozgrywka na planszach wciąż stanowi sedno gry, Japończykom zależało, aby poszerzyć ofertę trybów i mechanizmów. Dzięki temu Super Mario Party naprawdę jest super. Na jednym kartridżu znajduje się wiele trybów rywalizacyjnych, jak i kooperacyjnych:

Mario Party – wcześniej wspomniana rozgrywka na arenie planszowej, przy użyciu kostek oraz interaktywnych pionków. Najkrótsza potyczka trwa godzinę. Najdłuższa dwa razy tyle. Do czterech graczy jednocześnie, wyłącznie tryb offline na jednym ekranie. Co świetne, gra zachowuje postępy na planszy, a zawodnicy mogą w każdej chwili wrócić do swoich postępów. Niestety, w SMP znajdują się tylko cztery plansze do rozgrywki. Chcę więcej!

Partner Party – wariacja planszowego Mario Party, w której gracze dzielą się na dwie drużyny. Zawodnicy mogą się poruszać swobodnie, bez wyznaczonego uprzednio kierunku. Do tego rywale potrafią skakać sobie po głowie przejmując w ten sposób monety. Część aktywności na planszy wymaga kooperacji, a podczas mini-gier dominuje drużynowa rywalizacja 2 vs 2.

River Survival – zupełnie nowy tryb przygotowany dla tych, którzy wolą kooperację od rywalizacji. Rozgrywka opiera się na wspólnym spływie rwącym potokiem do jego ujścia, przy wykonywaniu kooperacyjnych mini-gier po drodze. Im więcej gier wykonamy, tym więcej czasu dostajemy na spływ. Który wcale nie jest łatwy, ponieważ każdy z czterech graczy odpowiada za jedno wiosło. Świetna odskocznia od tradycyjnego Super Mario, po którym masz ochotę pozabijać pozostałych uczestników zabawy.

Sound Stage – osobny tryb rywalizacyjny skupiony wokół gier rytmicznych. Gracze zostają gwiazdami koncertu, na który składa się kilka losowych, opartych na słuchu oraz rytmie aktywności. Im lepsze wyczucie, tym więcej fanów na widowni. Wygrywa ten, kto podczas występu zbierze jak najwięcej owacji od publiczności. Ciekawy pomysł na szybką rozgrywkę, ale tylko 10 gier muzycznych sprawia, że szybko się nudzi.

Minigames – bezpośredni dostęp do 80 mini-gier Super Mario Party. Część z nich jest początkowo zablokowana i trzeba je zdobyć. Poza rozgrywaniem pojedynczych wyzwań możemy wziąć udział w Mariothonie, czyli zestawieniu pięciu mini-gier z łączną punktacją dla wszystkich dyscyplin. Alternatywą jest tryb Square Off, w którym wygrywanie mini-gier pozwala zajmować bloki na specjalnej planszy. Kto zdobędzie ich najwięcej, ten wygrywa.

Toad’s Rec Room – osobny zbiór mini-gier, które nie pojawiają się nigdzie indziej i które zostały podzielone na wiele poziomów. Ich przejście jest ciekawym urozmaiceniem dla dwóch, trzech i więcej graczy, lecz dla samotnego posiadacza Switcha to katorga.

To również pierwszy raz, kiedy do serii Super Mario trafia rozgrywka online z obcymi graczami.

Na szczęście Nintendo przewidziało, że przynajmniej godzinna rozgrywka na planszy średnio nadaje się do trybu wieloosobowego. Zwłaszcza, gdy wyjście jednego z czterech zawodników rozkłada cały balans rozgrywki na łopatki. Ten już i tak jest przerażająco rozchwiany. Dlatego w Super Mario Party online są wyłącznie Mariothony; turnieje oparte na szeregu mini-gier następujących jedna po drugiej. Pięć pojedynków to łącznie od kilku do kilkunastu minut zabawy. W sam raz na szybką sesję multiplayer.

Rozgrywka online to ciekawe, chociaż nieco przerażajace doświadczenie. Sieciowa rywalizacja uświadamia, jak uzdolnieni weterani serii grasują na serwerach. Na szczęście system ligowy próbuje dobierać zawodników o podobnych umiejętnościach. Niestety, do zabawy po sieci wymagany jest abonament Nintendo Switch Online, do czego trzeba powoli się już przyzwyczajać. To koniec darmowego grania online na platformie Japończyków. Skoro jednak muszę płacić, mogę też wymagać. Podczas rozgrywki online zdarzają się zacięcia, które nie powinny mieć miejsca w usłudze abonamentowej.

Super Mario Party to długo oczekiwany powiew świeżości w skostniałej serii.

Nie sądzę, aby ta gra stała się hitem na miarę Super Mario Kart 8 Deluxe czy The Legend of Zelda: Breath of The Wild. Jeśli jednak na Switchu grasz głównie ze znajomymi oraz rodziną, SMP wyrasta na pozycję niemal obowiązkową. Zwłaszcza, gdy masz pod dachem małego gracza. Odciągnij go na moment od Fortnite i pokaż, że rodzinna zabawa przed konsolą również jest możliwa. Ta gra jest świetną wymówką, by spędzić z najbliższymi nieco czasu podczas ich „godzinki na gry wideo”.

Fani serii również powinni być zadowoleni. Super Mario Party wprowadza 80 nowych gier, alternatywne kostki dla każdej grywalnej postaci z unikalnymi właściwościami, kooperacyjne River Run, raczkujący tryb wieloosobowy, a także niesamowity tryb współpracy dwóch tabletów, dzięki któremu można powiększać grywalne areny. Z perspektywy „zastanej” serii imprezowej to naprawdę sporo ciekawych nowości.

Mam tylko problem z ceną. Jako gra głównie imprezowa, Super Mario Party mogłoby mieścić się w barierze kosztowej do 169 zł. Niestety, Nintendo chce za tytuł tyle, co za każdą flagową produkcję. Przez to wielu potencjalnych klientów może się zniechęcić, bo nie zapłacą 250 zł za „głupią planszówkę”. To krzywdzący termin dla SMP, ale gdy w tym samym czasie premiery ma Shadow of The Tomb Raider, Assassin’s Creed Odyssey czy Forza Horizon 4, ekipa hydraulika w naturalny sposób wypada blado. Bardziej atrakcyjna cena mogłaby zmienić percepcję niezdecydowanych.

Największe zalety:

  • Kapitalne wykorzystanie ruchowych kontrolerów
  • Świetna rodzinna alternatywa dla Fortnite czy League of Legends
  • Zerowy recykling – same nowe mini-gry oraz plansze
  • Błyskawiczne czasy ładowania
  • Bardzo czytelne wyjaśnienie zasad oraz testowy tryb podglądowy
  • Fani kooperacji dostali wiele alternatywnych modułów
  • Po raz pierwszy tryb wieloosobowy online

Największe wady:

  • Bardzo zmienna, rozchwiana, aż za bardzo chaotyczna walka o pierwsze miejsce
  • Brakuje mi trybu Classic z tradycyjną metą na planszy
  • Zacięcia i brak płynności podczas rozgrywki online
  • Wysoka cena. Jej usprawiedliwieniem mogłyby być napisy po polsku

Super Mario Party zjada na śniadanie imprezowe odsłony z Wii U. Posiada masę nowej zawartości, swietnie wykorzystuje ruchowe kontrolery, doskonale tłumaczy zasady wszystkich wyzwań i trybów, a do tego ugina się od alternatywnych sposobów rozgrywki. To zdecydowanie najlepsza cześć serii od kilku lat.

Dołącz do dyskusji