Tak, słuchawki przewodowe grają lepiej od słuchawek Bluetooth. Nie, nie ma to żadnego znaczenia

Felieton/Technologie 30.10.2018
Tak, słuchawki przewodowe grają lepiej od słuchawek Bluetooth. Nie, nie ma to żadnego znaczenia

Tak, słuchawki przewodowe grają lepiej od słuchawek Bluetooth. Nie, nie ma to żadnego znaczenia

Znani i cenieni eksperci z SoundGuys przeprowadzili rozbudowane porównanie jakości audio granego przez Bluetooth, by dojść do jedynej słusznej konkluzji – słuchawki przewodowe grają lepiej. I wiecie co? Pewnie, że grają lepiej. Tylko że nie ma to żadnego znaczenia.

Szczególnie od momentu ubicia przez Apple’a złącza słuchawkowego w iPhonie 7, w środowisku technologicznym i audiofilskim trwa gorąca debata nad tym, czy lepsze są słuchawki przewodowe, czy słuchawki bezprzewodowe.

Koronne argumenty obydwu stron wyglądają mniej więcej tak:

Słuchawki przewodowe:

– Są z reguły tańsze
– Grają lepiej od słuchawek BT w tej samej cenie
– Nie trzeba ich ładować

Słuchawki Bluetooth:

– Są wygodniejsze, bo kabel się nie plącze
– Mają dodatkowe funkcje, jak np. ANC, asystentów głosowych
– I tak nikt nie usłyszy ewentualnej różnicy w jakości

I ja z każdym z tych argumentów się zgadzam. Ekipa z SoundGuys postanowiła jednak dodać tym argumentom nieco laboratoryjnego podparcia. Streszczając metodologię, fachowcy wykorzystali cztery smartfony: LG V30, Huawei P20 Pro, Samsunga Galaxy Note 8 oraz iPhone’a 7, by przetestować jakość dźwięku z wykorzystaniem różnych kodeków audio.

Wnioski potwierdzają to, co wszyscy wiemy: słuchawki Bluetooth grają gorzej.

Co gorsza, różnica w jakości brzmienia przez Bluetooth drastycznie różni się od urządzenia do urządzenia, od kodeku do kodeku. Najlepiej brzmiącym przez Bluetooth smartfonem okazał się, a jakże, iPhone 7, gdyż w przypadku transmisji bezprzewodowej pliku AAC nie dochodziło do niewyjaśnionego pogorszenia jakości sygnału.

Nawet wykorzystując kodek LDAC na smartfonach z Androidem, który – teoretycznie – powinien oferować prawdziwie bezstratną jakość dźwięku z próbkowaniem 990 kbps, dochodziło do opóźnień lub przerw w transmisji, nie wspominając już o ogromnych ilościach szumów własnych w słuchawkach Bluetooth.

Są to problemy nieistniejące po stronie słuchawek przewodowych. Nawet napędzane z reguły słabymi gniazdami słuchawkowymi w telefonach, reprodukują one dźwięk wyższej jakości, a – co ważniejsze – robią to bez artefaktów czy przerw wynikających z niestabilności połączenia bezprzewodowego.

To wszystko mocne i trafne argumenty.

Aż przykro patrzeć, jak audio staje się kolejnym obszarem, w którym świat Androida okazuje się być okrutnie pofragmentowany. Nawet zestawiając ze sobą sprzęty o – wydawać by się mogło – identycznych (na papierze) właściwościach bezprzewodowego audio, okazuje się, że różnią się one między sobą w sposób znaczący.

Prawdą jest też, że połączenie bezprzewodowe nie jest niezawodne. Sam wielokrotnie irytowałem się, gdy leżący 15 cm od konsoli środkowej samochodu telefon tracił połączenie Bluetooth, bo np. przejeżdżałem w pobliżu anten zakłócających sygnał.

I znowuż prawdą jest finalny wniosek badania SoundGuys, w którym eksperci podają, że za znacznie niższą kwotę można kupić znacznie lepiej grające słuchawki przewodowe.

Sęk w tym, że te argumenty nie mają żadnego znaczenia, bo przyszłość i tak jest bezprzewodowa.

Różnice w jakości dźwięku, jakkolwiek słyszalne dla ludzi umiejących słuchać, są bez znaczenia dla znakomitej większości konsumentów. A nawet dla tych, którzy słyszą różnicę, minimalne pogorszenie brzmienia będzie w pełni akceptowalnym kompromisem w zamian za wygodę życia bez kabli, aktywną redukcję szumów i – coraz częściej – brak konieczności używania adapterów do smartfona.

Pisząc te słowa mam na uszach słuchawki Bose QC35II, kosztujące ponad 1500 zł. Tuż obok leżą przewodowe ATH M40X, za niespełna 500 zł. Wiecie, które z nich grają lepiej? Oczywiście, że trzykrotnie tańsze Audio-Techniki.

Ale to Bose’y wolę założyć na głowę w trakcie pracy, bo jest mi po prostu wygodniej, a do tego zakładając je na uszy odcinam się od świata i mogę skupić na pracy. Przewodowe słuchawki za 500 zł tego nie potrafią. A że Bose QC35II brzmią nieco gorzej? Tak naprawdę różnicę da się odczuć dopiero porównując jedno z drugim bezpośrednio. W odosobnieniu jakość brzmienia Bose’ów jest na tyle dobra, że nie mam najmniejszych powodów do narzekań.

Dziś możemy się jeszcze sprzeczać o pozornej wyższości kabla nad Bluetoothem. Jutro nie będzie o co.

Prawda jest taka, że porównujemy ze sobą technologię, która ma wiele dekad, z technologią, która tak naprawdę dopiero 10 lat temu osiągnęła poziom pozwalający na jej komfortowy użytek. A w sferze audio można by rzec, że dopiero się rozkręca.

Patrząc jednak na tempo, w jakim jakość bezprzewodowego audio rośnie (zarówno po stronie urządzeń odtwarzających jak i słuchawek czy głośników), za kilka lat w ogóle przestaniemy rozmawiać o różnicach między kablem a Bluetoothem. Bo kabel po prostu zniknie ze świata elektroniki użytkowej.

Pozostanie tam, gdzie stabilność połączenia i najwyższa możliwa jakość są kluczowe – w studiach nagraniowych i na scenach. A my wszyscy będziemy używać słuchawek bezprzewodowych, czy to łączonych przez Bluetooth, czy też przez inną sieć bezprzewodową, i będziemy się zastanawiać, jak kiedykolwiek mogliśmy uważać, że sterczący ze słuchawek przewód jest lepszym rozwiązaniem.

Dołącz do dyskusji

Advertisement