5G w Polsce? Są co najmniej dwa powody, dla których jeszcze sobie poczekamy

Artykuł/Technologie 15.10.2018
5G w Polsce? Są co najmniej dwa powody, dla których jeszcze sobie poczekamy

5G w Polsce? Są co najmniej dwa powody, dla których jeszcze sobie poczekamy

Niemcy są już gotowi na 5G, a Deutsche Telekom inwestuje w nową infrastrukturę potężne pieniądze. To świetna wiadomość dla Polaków, bo my też jesteśmy gotowi na 5G. Tak jakby. To raczej 5G jest gotowe na nas.

Z konferencji, na której Deutsche Telekom ogłosił swój ośmiopunktowy program dla wdrożenia 5G w Niemczech, płynął jasny przekaz – mamy pieniądze, chcemy je zainwestować, 5G to dla nas priorytet.

A plany Deutsche Telekom istotnie ma ambitne: do 2025 r. 99 proc. populacji Niemiec ma być w zasięgu sieci 5G. W tym celu na przestrzeni ostatnich 18 miesięcy aż 22 tys. stacji bazowych zostały dostosowane do rozgłaszania sieci 5G, a docelowo nowe anteny mają zostać zainstalowane we wszystkich 27 tys. stacji. Co więcej, do 2021 roku stacji obsługujących 5G ma być łącznie aż 36 tys.

Prezes Deutsche Telekom, Tim Hottges, po wielokroć podkreślał ze sceny, że szybki rozwój sieci 5G jest kluczowy dla rozwoju gospodarki, dlatego spółka-matka naszego T-Mobile nie waha się przed wykładaniem potężnych pieniędzy na jak najszybsze rozprzestrzenienie nowego standardu.

Tak wygląda antena 5G. 64 odbiorniki i 64 nadajniki.

5G w Polsce? Jeszcze sobie poczekamy i to nie z winy operatorów.

Z perspektywy Polaka ambitne plany niemieckiego operatora nie mają większego znaczenia. Nas interesuje to, jak szybko 5G zagości nad Wisłą, a nie za zachodnią granicą.

Zapytałem o to przedstawicieli polskiego T-Mobile, chcąc się dowiedzieć, co jest główną przyczyną tego, że o rozwoju 5G w Polsce mówi się nadal w sposób mocno zachowawczy.

Jak tłumaczy Andreas Maierhofer, prezes zarządu T-Mobile Polska:

Niezwykle istotne dla możliwości budowania sieci 5G, ale również podniesienia jakości i dostępności usług oferowanych na obecnie zbudowanych sieciach jest ponowne uporządkowanie norm emisji pól elektromagnetycznych.

 

Dziś musimy stosować się do przepisów wymyślonych ponad 30 lat temu, gdy nikt nie słyszał nie tylko o augmented reality czy edge computingu, ale o smartfonach, czy powszechnie dostępnym internecie. Prawo obowiązujące w Polsce nie odpowiada na potrzeby i wymagania stawiane dzisiaj przez klientów.

 

W efekcie mamy 100 razy bardziej restrykcyjne warunki niż w innych krajach europejskich, więc nasze możliwości inwestowania są dużo mniejsze niż byśmy sobie tego życzyli. Polskie normy skazują wielu klientów na ograniczenia w jakości dostępnych dla nich usług, co już teraz bywa widoczne np. w obszarach mocno zalesionych czy np. podróżując pociągami.

Pierwszą barierą jest zatem… legislacja, która nie nadąża za rozwojem technologii.

Jest też druga strona medalu, o której niewiele się mówi – o utrudnieniach w stawianiu nowych stacji bazowych. Poniekąd wynikają one z opisanego powyżej problemu z normami emisji a także z braku stosownej edukacji wśród naszych rodaków.

Nadal pokutuje przeświadczenie, że maszty operatorów wydzielają zabójcze promieniowanie, które wpływa na nasze zdrowie, a nawet życie. W efekcie regularnie dochodzi do protestów wokół powstawania nowych stacji bazowych (wystarczy przypomnieć ostatnie dantejskie sceny związane z postawieniem nadajnika Play), a w Google Trends wciąż wysoko widnieją zapytania w stylu „jak udowodnić szkodliwość masztu”.

5G ważne jest także dla gamingu.

„Zabójcze promieniowanie” masztów to oczywiście mit. Jak wyjaśnia Hubert Taler:

Badano oddziaływanie masztów na populację ludzką. Można to łatwo przeprowadzić – gdy wiadomo gdzie ktoś mieszkał, znając położenie masztów, możemy nałożyć te dane na dane o zachorowalności na nowotwory i inne choroby.

Przykładowo, w jednym z dużych badań brytyjskich zbadano rodziny około tysiąca dzieci chorych na nowotwory, porównując je z podobno grupą rodzin zdrowych dzieci. Brano pod uwagę miejsce zamieszkania zarówno rodzin z dziećmi jak i matek w ciąży. Nie znaleziono statystycznie znaczącej zależności pomiędzy zachorowaniem a odległością od masztu, a rodziny z obu grup mieszkały w podobnych średnich odległościach od nadajników.

Istnieje również możliwość oddziaływania samego MASZTU na samopoczucie człowieka. Zdarzały się udokumentowane sytuacje, gdy mieszkańcy okolicy, gdzie stał maszt, skarżyli się na gorsze samopoczucie – mimo że nie był one jeszcze podłączony do źródła zasilania i nie nadawał fal radiowych. Jest to tzw. efekt nocebo – spowodowany wiarą, że coś nam szkodzi.

Podobnie, mniej skarg na złe samopoczucie zdarzało się, gdy maszt był umieszczony np. w nieużywanym kominie lub kościelnej wieży – w niektórych krajach europejskich na porządku dziennym stosuje się takie metody, aby nie psuć krajobrazu.

Piotr Grabiec poczynił obszerny materiał o rozmaitych obawach przed rozbudową sieci masztów w Polsce, zachęcam do lektury:

Tak wygląda różnica między 4G a 5G na wykresie.

5G w Polsce to nadal pieśń przyszłości.

W Niemczech już teraz wdrażane jest 5G na szeroką skalę. W Polsce natomiast jedynym oficjalnym planem, jaki póki co poznaliśmy, jest Strategia 5G dla Polski, ogłoszona przez Ministerstwo Cyfryzacji.

Zakłada ona, że pierwsze miasto „w zasięgu” sieci 5G znajdzie się już w 2020 r. Będzie to Łódź, gdzie mają zostać przeprowadzone pilotażowe testy wdrożenia nowego standardu dla Polski. Do 2025 r. „w zasięgu” sieci 5G ma się znaleźć „większość miast”. Celowo wstawiam te wszystkie zapewnienia w cudzysłowy, gdyż do ziszczenia strategii potrzebne będą ogromne nakłady sił i środków, a użyta przez Ministerstwo nomenklatura nie napawa optymizmem co do skali przedsięwzięcia.

Na ten moment pierwszym – obok legislacji – problemem, z którym zmierzą się operatorzy, jest rozdysponowanie częstotliwości. Jak mówi Andreas Maierhofer:

Rozdysponowanie częstotliwości niezbędnych do zbudowania nowych sieci jest sprawą kluczową. W pierwszej kolejności chodzi o zakresy od 3,4 do 3,8 GHz a później 700 MHz. Ogromne znaczenie ma nie tylko jak szybko, ale i na jak długo zostaną przydzielone licencje. Trzeba pamiętać, że budowa infrastruktury dla 5G pochłonie ogromne środki, dlatego częstotliwości powinny być przyznane na maksymalnie długi okres.

Po co nam w ogóle to całe 5G?

Fani nowych technologii mają już pewnie tego terminu po uszy. Słychać go zewsząd i w każdym kontekście – i nie bez przyczyny, bo wdrożenie nowego standardu wpłynie na niemal każdy obszar życia we współczesności: od rozwoju Internetu Rzeczy, poprzez inteligentne miasta, aż po rozwój gospodarki czy tak prozaiczną kwestię jak… szybkość transmisji danych w smartfonach.

Andreas Maierhofer podkreślił, dlaczego tak istotne jest jak najszybsze rozpoczęcie inwestycji w 5G:

Budowa sieci 5G jest ogromna szansą gospodarczą dla krajów, które to zrobią jako pierwsze. Dzięki temu powstaną nowe branże i gałęzie przemysłu oraz miejsca pracy. Zwiększy się także potencjał inwestycyjny kraju.

Wszystko, co tak naprawdę musimy wiedzieć o 5G, zebrał w jeden obszerny materiał Maciej Gajewski. Zapraszam do lektury:

Zostaje jeszcze jedna, istotna kwestia – kiedy 5G w smartfonach?

Choć pierwsze podrygi i opcje „5G ready” zaprezentowała już Motorola ze swoim modułem Moto Mod, na modele rzeczywiście wyposażone w 5G przyjdzie nam jeszcze poczekać minimum 2 lata.

Inżynierowie Deutsche Telekom w czasie konferencji w Berlinie nie pozostawiali złudzeń: smartfony nie są jeszcze gotowe na 5G. Według techników problemem pozostaje miniaturyzacja, której jeszcze nie osiągnięto na satysfakcjonującym poziomie. Wystarczy zresztą spojrzeć na najmniejszy istniejący modem 5G, wyprodukowany przez Huawei – jest wielokrotnie większy od modemów 4G:

Z tego względu eksperci przewidują, że pierwszy wysyp smartfonów 5G czeka nas dopiero w 2020 roku. A to znaczy, że miną jeszcze 2 lata, nim doczekamy się rzeczywistego przełomu w świecie smartfonów, na który tak bardzo czekamy.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement