Na Geralcie w bijatyce nie zarabiają ani grosza, a Henry Cavill to świetny wybór – rozmawiamy z CDP RED o tym, jak Wiedźmin trafił do SoulCalibur VI

Artykuł/Gry 07.09.2018
Na Geralcie w bijatyce nie zarabiają ani grosza, a Henry Cavill to świetny wybór – rozmawiamy z CDP RED o tym, jak Wiedźmin trafił do SoulCalibur VI

Na Geralcie w bijatyce nie zarabiają ani grosza, a Henry Cavill to świetny wybór – rozmawiamy z CDP RED o tym, jak Wiedźmin trafił do SoulCalibur VI

Wiedźmin w SoulCalibur VI! Miałem przyjemność zagrania Geraltem w azjatyckiej bijatyce, która niebawem trafi do sklepów. Na turnieju zorganizowanym dla mediów pojawili się również przedstawiciele CD Projekt RED. Czerwoni chcieli zobaczyć, jak ich bohater radzi sobie na tle pozostałych wojowników. Marcin Momot z CDP RED zgodził się porozmawiać, jak to właściwie się stało, że Geralt trafił do popularnej japońskiej serii.

Szymon Radzewicz, Spider’s Web: Wiedźmin w SoulCalibur VI – kto by pomyślał. Jak do tego właściwie doszło?

Marcin Momot, Community Lead, CD PROJEKT RED: Współpracowaliśmy z Bandai Namco przy okazji Wiedźmina 2 i Wiedźmina 3. Byli naszym dystrybutorem i wydawcą na wybranych rynkach. Przez lata zdążyliśmy się naprawdę dobrze poznać. Na jednym ze spotkań padł taki pomysł gościnnego występu Wiedźmina w SoulCalibur VI. Podobno nastąpiła chwila ciszy, trybiki w głowach wszystkich zaczęły się kręcić i *puff*- zaskoczyło. Geralt w bijatyce! Od słowa do słowa nasz zespół deweloperski zaczął pracować z zespołem deweloperskim z Japonii. Efekty niedługo będzie można zobaczyć na ekranie.

Okej, ale która strona wpadła na to pierwsza? Od kogo wyszła inicjatywa?

Szczerze mówiąc to nawet nie wiem, z której strony dokładnie to się zaczęło. Nie pamiętam, naprawdę. Znamy się z Bandai Namco już od dłuższego czasu, a współpraca bardzo dobrze przebiegała. Daliśmy im materiały źródłowe. Oni zaczęli dziergać i tworzyć. Potem wysyłali nam gotowe albo prawie gotowe elementy do zaopiniowania. Nasi animatorzy, scenarzyści i artyści dawali swoje uwagi. W ten sposób Wiedźmin stał się wojownikiem w japońskiej bijatyce.

A jak przyjęliście to w samym CDP RED?

Bardzo pozytywnie to przyjęliśmy. Też z tego tytułu, że w CD PROJEKT RED całkiem sporo osób gra w bijatyki. Organizujemy nawet firmowe turnieje co jakiś czas. Także mieliśmy wiele frajdy. Z drugiej strony nie mamy w zwyczaju wysyłać Geralta na gościnne występy. Dobrze, że dla SoulCalibur VI zrobiliśmy wyjątek, bo wyszło to naprawdę fajnie. Efekt końcowy jest wspaniały. Grasz po prostu Geraltem. Jasne, jest inny silnik, ale Igni, piruety, nawet muzyka – wszystko to rzeczy znane z naszych gier.

Geraltem można grać w trybie PvP. Ale czy jest częścią historii i kampanii?

Właśnie tak! Jak najbardziej. I to było największe pole do popisu dla Bandai Namco oraz naszych scenarzystów. Polska i japońska drużyna razem pracowały nad tym, żeby historia Geralta w SoulCalibur miała sens. Nie chcę rzucać spoilerami, ale Wiedźmin pojawia się w świecie i jest pełnoprawnym uczestnikiem wydarzeń, które są częścią kampanii. Wchodzi w interakcje z innymi bohaterami.

Wiedźmin, jakiego poznajemy w SoulCaliburze, to jaki Geralt? Z W1? W2? W3? Może jeszcze inny?

To zdecydowanie jest Geralt z trzeciej części. Do tego wiąże się z jego obecnością ciekawa historia. Wszakże Geralt podczas swoich przygód podróżował po różnych wymiarach. Nie jest powiedziane, że w jednym z nich nie mógł spotkać Sophitii, Nightmare’a i innych postaci SoulCalibura. Mogło to mieć miejsce. Jest to bardziej prawdopodobne, niż się początkowo wydaje.

Nasi scenarzyści pracujący z Bandai Namco dbali o to, żeby ta historia w bijatyce była koherentna. No i żeby Geralt był Geraltem. Musiało to mieć ręce i nogi, żeby wypaliło.

Jak dokładnie wygląda współpraca z Bandai Namco?

Głównie mailowo. Drogą internetową otrzymywaliśmy konkretne elementy gry i je ocenialiśmy. Na samym początku wysyłaliśmy potrzebne materiały źródłowe. Oni robili z tym co mogli, a my albo dawaliśmy zielone światło albo prosiliśmy o jakieś poprawki i sugerowaliśmy inne rozwiązania. Współpraca była bardzo intensywna. Do tego do Japonii został wysłany aktor, który odpowiadał za sesje mo-cap Geralta w grze Wiedźmin 3. Nadzorował tam sesje mo-cap Geralta w grze SoulCalibur VI.

Na Gamescom mijałem stoisko Bandai Namco. Geralt stanowił dobre 50 proc. materiałów reklamowych SCVI! Twarz okładkowa.

Patrząc na historię SoulCalibur to goście z innych gier na okładkach wcale nie są czymś nadzwyczajnym. W poprzednich częściach mieliśmy Lorda Vadera, mieliśmy Yodę, nawet Ezio z Assassin’s Creed. Oni również trafiali na pudełka. Byli równoprawnymi bohaterami obok tych klasycznych wojowników SC. Także jest to coś, czego od początku byliśmy świadomi. Z czym się liczyliśmy. Dlatego zdążyliśmy się już przyzwyczaić do Geralta na plakatach japońskiej bijatyki. 

Mieliście momenty „nie, to jest za grube“ albo „nie, to nie przejdzie“?

Nie znam skrajnych sytuacji tego typu. Nie doszło nigdy do czegoś takiego, że odrzuciliśmy cały moduł, całą mechanikę zaproponowaną przez Bandai Namco. Jednak podczas współpracy z Japończykami moi koledzy z działu animacji sugerowali drobne zmiany. Ale to bardziej dbałość o szczegóły niż sytuacja, gdy dawaliśmy zdecydowane czerwone światło.

Współpraca przebiegała w pełnym zrozumieniu. Mamy tutaj grę przed sobą i widzisz, że to jest Wiedźmin z naszej gry. Tak samo się porusza. Nawet brzmi tak samo, ponieważ w angielskiej oraz japońskiej wersji głos pod Geralta podkładają aktorzy, którzy zostali zatrudnieni przy Dzikim Gonie.

Będzie nie tylko Wiedźmin, ale też Kaer Morhen.

Arenę również wykonał zespół Bandai Namco. W przypadku lokacji obowiązywały dokładnie te same zasady co w przypadku bohatera. Podesłaliśmy Japończykom Kaer Morhen prosto z naszej gry. Na tej podstawie Bandai Namco opracowało arenę. Do tego w grze pojawia się oficjalny kawałek z Dzikiego Gonu, który przygrywa podczas walki.

Wiesz o co muszę zapytać, w kontekście ostatnich medialnych doniesień…

(śmiech). O Henry’ego Cavilla oczywiście! Jako fani Sagi, fani Geralta i miłośnicy seriali wszyscy czekamy na Wiedźmina Netfliksa. Jesteśmy bardzo ciekawi tego projektu. Prywatnie jestem również fanem Cavilla, podobają mi się jego kreacje, więc cieszę się podwójnie. Natomiast nie jesteśmy w żaden sposób zaangażowani w produkcję serialu. Także przyglądamy mu się wyłącznie z perspektywy widzów i fanów.

Tak między nami, wiedzieliście wcześniej o tym, kto dostał główną rolę?

Zupełnie szczerze, dowiedzieliśmy się w tym samym czasie, co cały świat.

Śliski temat – pieniążki. Bandai Namco musiało od was „odkupić“ Geralta? Macie jakieś korzyści finansowe?

To jest występ gościnny. Nie wiążą się z nim żadne zobowiązania finansowe. Wszystko odbywa się na zasadzie przyjacielskiej współpracy.

 

Czytaj również: SoulCalibur VI ocieka magią automatu. Ograłem bijatykę i czuję w kościach, że to najlepsza odsłona od lat

Dołącz do dyskusji