Przepraszam, to telezakupy Mango czy system Windows? Microsofcie, coś ci się chyba pomyliło

Przepraszam, to telezakupy Mango czy system Windows? Microsofcie, coś ci się chyba pomyliło

Przepraszam, to telezakupy Mango czy system Windows? Microsofcie, coś ci się chyba pomyliło

To nie pierwszy raz, kiedy słyszymy o powiadomieniu systemowym promującym jakieś aplikacje Microsoftu. Po raz wtóry reklamowana jest przeglądarka Edge. Przykro mi, ale nie przyjmuję wytłumaczenia, że „inni robią to samo”.

Pracujesz sobie jak gdyby nigdy nic, aż tu nagle wyskakuje ci nowe powiadomienie z Centrum Akcji. Hej, czy wiesz, że Edge jest również dostępny na twój telefon? Synchronizacja haseł i zakładek – pobierz jeszcze dziś! Albo Przechowuj swoje zdjęcia na OneDrive. Tudzież Czy wiesz, że Edge zużywa mniej energii od twojej domyślnej przeglądarki? Wybaczcie nieścisłości, cytuję z pamięci. Najgorsze jest to, że zacząłem to już traktować jako codzienność. Spowszedniały mi te powiadomienia. Trzeba przyznać, rzadko serwowane, na dodatek można je łatwo wyłączyć.

Zostawiłem je włączone, by przekonać się, jak daleko posuną się twórcy w mojej ocenie najwygodniejszego desktopowego systemu operacyjnego na rynku. Narzędzia, które ja oraz setki milionów innych ludzi używają codziennie, by jak najefektywniej wykonać służbowe obowiązki. I może wieczorem dzięki niemu w coś pograć. Granica przyzwoitości jeszcze nie została przekroczona, ale sam fakt, że to rozważam, przyprawia mnie o zażenowanie.

Październikowa aktualizacja Windows 10 wykona kolejny drobny krok. Ponownie w niewłaściwą stronę.

Windows Central jako pierwszy zauważył nowy moduł reklamowy podczas testowania wersji beta październikowej aktualizacji Windows 10. Uaktywnia się on przy uruchomieniu instalatora przeglądarki Firefox lub Chrome. Małe okienko informuje o tym, że przeglądarka Edge jest rzekomo szybsza i bezpieczniejsza. Otrzymujemy wybór uruchomienia tegoż Edge’a, kontynuowania instalacji alternatywnej przeglądarki lub wyłączenia takich reklam w przyszłości.

Windows 10 reklamy
(źródło: Windows Central)

Przyjmując nowoczesne standardy, takie zachowanie mieści się w granicach dobrego smaku. Przycisk do wyłączania reklam jest relatywnie widoczny. Możemy po jego kliknięciu wybrać, czy 1) chcemy być informowani o alternatywach od Microsoftu oraz 2) czy mamy być ostrzegani przed instalacją aplikacji spoza Microsoft Store. Ustawienie ma charakter permanentny.

Tyle że ja nie godzę się na takie standardy.

Używam usług i produktów Microsoftu, bo prawie zawsze czuję się szanowany jako klient.

Argumentem, jaki niektórzy podniosą na obronę działań Microsoftu, jest na pewno zachowanie konkurencji. Apple nie reklamuje się w ten sposób, bo nie musi – jego zamknięty ekosystem powoduje, że to gracz nieco innej kategorii. Google jednak robi dokładnie to samo, od dawna. Oto, co pojawia mi się za każdym razem, gdy włączę jakąś usługę Google pod przeglądarką Edge:

Windows 10 reklamy

Na pewno zwykłe zignorowanie propozycji nie pomaga. Często zamiast ustawiania Wyszukiwarki Google jako strony domowej widzę sugestię zainstalowania przeglądarki Chrome. Wybaczcie, ale to google’owskie standardy. Firmy, która za nic ma dobro swoich użytkowników czy ochronę ich interesów. Która tak balansuje na granicy prawa, że agresywny i nieetyczny monopolista za rządów Billa Gatesa wydaje się przy nim aniołkiem. To nie jest standard, do którego Microsoft powinien równać.

Ten system reklam w Windows 10 tylko pogłębi dół, z którego Edge nigdy nie zdołał się wydostać.

Czym się różni firma oferująca produkty luksusowe, taka jak Apple i – powiedzmy – Microsoft, od tej oferującej nam usługi i produkty cyfrowe w zamian za dziwną, bezgotówkową opłatę? W przypadku tej drugiej sugerowanych linków i aplikacji wyłączyć się nie da i są zawsze domyślnie włączone. Po Microsofcie spodziewałbym się, że reklamy proponujące mi dodatkowe aplikacje mogę sobie co najwyżej na życzenie włączyć. Bo sam jestem zainteresowany, co jeszcze ma w ofercie.

Nie po to włączam Windows na moim świeżo zakupionym Surface, by zacząć pracę od mozolnego odpinania z Menu Start proponowanych mi Candy Crush Saga i aplikacji do kolorowania zwierzątek. Nie po to uruchamiam Edge’a, by ściągnąć Chrome’a, by następnie mi tegoż Edge’a proponowano. Windows ma być platformą dla tak zwanych prosumerów, tymczasem ja czuję się traktowany jak zidiociały fan telezakupów Mango.

Windows 10 ma na chwilę obecną 700 mln aktywnych użytkowników.

Jego przeglądarka Edge dostępna jest również na systemy Android i iOS. Jest proponowana na większości witryn Microsoftu. Tymczasem nadal kontroluje raptem 4,29 proc. rynku desktopowych przeglądarek (w zeszłym roku: 3,71 proc.). To katastrofa.

Jedyną szansą na poprawę sytuacji jest utrzymanie wyższego standardu. Zaproponowanie świata bez reklam, wyskakujących okienek i sugerowanych linków. Gdybym miał ochotę na pracę na cyfrowym bazarze, już dawno zamieniłbym Office’a 365 na Google Apps i pracowałbym w Chrome. Nikt więc w Microsofcie nie powinien się dziwić, że skoro ten bazar wprowadzany jest do Windows, to z dwojga złego użytkownicy wybierają firmę, która prowadzi go lepiej.

Dołącz do dyskusji

Advertisement