Inbox wygaszony. Google dał mi pół roku na to, żeby przyzwyczaić się do Gmaila

Artykuł/Technologie 13.09.2018
Inbox wygaszony. Google dał mi pół roku na to, żeby przyzwyczaić się do Gmaila

Inbox wygaszony. Google dał mi pół roku na to, żeby przyzwyczaić się do Gmaila

A żeby was tak… Ech. Inbox by Gmail oficjalnie zwija manatki, a Google’owi nawet nie jest przykro.

Nie ma co przyzwyczajać się do aplikacji. Nawet tych tworzonych przez największego giganta świata technologii. Od trzech lat jestem wiernym użytkownikiem Inboksa – klienta pocztowego od Google’a, który rozpoczął swoje życie jako eksperyment, a z biegiem czasu przekształcił się w piękną, minimalistyczną i użyteczną do bólu skrzynkę odbiorczą.

Gmaila od zawsze nie znosiłem, a korzystałem z niego wyłącznie z konieczności. Nie znoszę go do dziś. Pomimo nowych funkcji i zmian wizualnych wciąż sprawia wrażenie ociężałego, przestarzałego kombajnu tylko delikatnie mniej odpychającego od Outlooka. Inbox przy Gmailu jest jak piękne wnętrze domu estety w porównaniu z zagraconym, ciasnym mieszkaniem patologicznego zbieracza.

Cóż, Google jednak nie dał mi żadnego wyboru i z Gmailem będę się musiał polubić. Inbox otrzymał właśnie ostateczną datę przydatności do spożycia.

Inbox zwija manatki. Masz pół roku na przywyknięcie do Gmaila.

Taki komunikat widnieje właśnie na oficjalnym blogu Google. Obecni użytkownicy Inboksa mają czas do marca 2019 – po tym terminie Inbox straci wsparcie, a co za tym idzie, przestanie być użyteczny.

W komunikacie nie czytamy, że Google’owi jest przykro. Nie czytamy, że przepraszają za tę zmianę. Czytamy tylko, że Google chce skupić wszystkie swoje wysiłki na jednym kliencie poczty; że Google wie, że taka zmiana nie jest łatwa, więc przygotował dla użytkowników Inboksa poradnik, jak wrócić do Gmaila. No dzięki wielkie.

Mówiąc szczerze, pomimo oburzenia, spodziewałem się tego. W kwietniu tego roku, po tym, jak Gmail otrzymał żywcem wyjęte z Inboksa funkcje, pisałem, że lepiej przygotować się na pożegnanie. Ostatecznie… Inbox był eksperymentem. Poligonem do testowania nowych funkcji, takich jak przekładanie maili na później, inteligentne odpowiedzi czy grupowanie wiadomości dotyczących podróży w jedną, zgrabną kartę.

Jak widać, choć mogłoby się wydawać, że Inbox to już pełnoprawny program, poczta nigdy nie przestała być eksperymentem. I jak każdy eksperyment, również ten musiał kiedyś dobiec końca.

Żegnaj, Inboksie. Będę tęsknił.

Na dobrą sprawę wracając do Gmaila nie tracimy żadnej z funkcji Inboxa. Inteligentne odpowiedzi, przekładanie wiadomości na później czy grupowanie maili już tam są. Pojawiły się wraz z kwietniową aktualizacją.

Inbox miał w sobie jednak prostotę, której Gmailowi, nawet z nowym wyglądem, brakuje. Inbox był skrzynką nastawioną na produktywność i regularne osiąganie stanu „inbox zero” – pustej skrzynki. Wizualny układ maili i sposób ich segregowania zachęcał do tego, żeby codziennie czyścić skrzynkę do zera.

Gmail natomiast to… po prostu skrzynka. Prawdopodobnie najlepsza z obecnie dostępnych, ale w gruncie rzeczy zwyczajna. Co gorsza, jeśli ktoś nie posiada urządzeń od Apple’a, to nie ma dla Gmaila sensownej alternatywy. Bo co zostaje?

Desktopowy Outlook nadal straszy korporacyjnym rodowodem i przysięgam, że gdybym zaczął wysyłać emaile z „J” zamiast uśmieszka (Outlook automatycznie dokonuje takiej konwersji) zacząłbym wyć do księżyca.

Poniekąd udana i ładna aplikacja „Poczta” na Windows 10 jest z kolei zbyt prosta i zbyt wykastrowana z funkcji, żeby móc w ogóle stanąć w szranki z Gmailem.

Aplikacje pocztowe niezależnych producentów padają zaś jak muchy. Strach korzystać, bo może się okazać, że po kilku miesiącach trzeba będzie znów zmieniać przyzwyczajenia. Taki los spotkał użytkowników doskonałego Mailboksa (którego Inbox był najlepszym zastępstwem), a ostatnio nawet bardzo popularną, piękną i szalenie użyteczną aplikację Newton Mail.

Nie pozostaje więc nic innego, jak polubić się z Gmailem. Cóż… nie mogę powiedzieć, żeby to była dobra zmiana, ale jak mus, to mus.

Szkoda tylko, że to kolejny przypadek, w którym okazuje się, że w świecie usług i aplikacji nie warto się do niczego przyzwyczajać. Nawet do produktów oferowanych przez hegemonów rynku.

Dołącz do dyskusji

Advertisement