To najlepsza FIFA od lat – pisze to wielki fan PES – recenzja FIFA 19

Recenzja/Gry 29.09.2018
To najlepsza FIFA od lat – pisze to wielki fan PES – recenzja FIFA 19

To najlepsza FIFA od lat – pisze to wielki fan PES – recenzja FIFA 19

Nie jest dużą tajemnicą, że preferuję serię Pro Evolution Soccer. W 2019 roku dostaliśmy jednak najgorszego PES-a od lat i zarazem FIFA jest najlepsza od dawna. Czy to wystarczy, bym porzucił Konami dla EA Sports? Nie mówię „tak”, nie mówię też „nie”.

Jeżeli Pro Evolution Soccer 2019 jest ponury jak ostatnia część Harry’ego Pottera, FIFA 19 jest radosnym festynem splendoru na miarę gali rozdania Oscarów, połączonej z karnawałem w Rio. EA Sports przejęło od konkurenta ostatnią istotną licencję – na Ligę Mistrzów – a to nawet nie jest najważniejsza nowość w najnowszej części gry.

Jest otoczka Champions League i – jak zawsze – jest ona niesamowita. To trochę taki biznesowy samograj. Bo wiecie – puścicie w tle hymn, popularną „Kaszankę” i fan futbolu już ma ciarki na plecach. Potem wystarczy tego kompletnie nie schrzanić. EA Sports może jest koniunkturalne, do bólu komercyjne, składa się z pozbawionych Iskry Bożej rzemieślników, ale do opędzlowania kaszanki to już całkowicie wystarczy.

EA Sports zrobiło to, bo mogło

EA Sports stworzyło kiedyś jedną z najbardziej wciągających gier w historii wirtualnego futbolu. Nie mam tu jednak na myśli serii FIFA, a Premier League Stars 2001. Piłka i realizm jako takie, były tam na drugim miejscu. Za granie konkretnymi piłkarzami dostawaliśmy gwiazdki, im efektowniej, tym więcej. I te gwiazdki potem można było inwestować w rozwój zawodników. Pewnie grałbym w nią do dziś, gdyby pewnego dnia płyta nie popękała mi w napędzie (co tylko dowodzi jak dynamiczna to była rozgrywka, a także raz na zawsze wyleczyło mnie z pożyczania pirackich gier od kolegów).

Ok – spróbujmy dla bezpieczeństwa mniej egzotycznie. FIFA 98 na hali. Zarumieniły się wam trochę policzki, prawda? Albo reklamy Nike z 2002 roku, gdy w takt muzyki Elvisa zamykano Figo i Roberto Carlosa w klatce.

I moim zdaniem troszkę (acz bardzo luźno) do tamtej produkcji nawiązuje tryb “Własne zasady”. Trochę narzekałem, że Pro Evolution Soccer 2019 zaczyna nie mieć zbyt wielu interesujących trybów rozgrywki. Jeśli Konami zaczęło sobie kopać grób, to FIFA w tym roku wkopuje go do środka i zalewa betonowym sarkofagiem, ponieważ tylko tryb “szybkiego meczu” zawiera więcej opcji rozgrywki od całego PES 2019. A przecież nawet nie zająknąłem się jeszcze o normalnej karierze, wirtualnej gwieździe, sezonach online, FUT czy męczeniu buły Alexem Hunterem, że już poniżej pasa (choć w tym wypadku bez bolesnych konsekwencji) o futbolu kobiet nie wspomnę.

Mamy tryb, w którym gole z dystansu liczą się podwójnie. Mamy rosyjską ruletkę, w której po strzeleniu gola tracimy jednego zawodnika, mecz z bramkami uznawanymi tylko w drodze strzelenia głową lub z woleja. Albo mecz… bez żadnych zasad – coś dla fanów Wrestlingu. Nie jest to AŻ TAK fajne, żeby spędzić przy tym cały rok, ale to właśnie jest całe EA Sports. Zrobili to, bo mogli. Bo są tak wielcy, że bawią się konwencją bez konsekwencji.

Również gameplay jest lepszy

Sporo zmieniło się też w sposobie rozrywki. Jako zadeklarowany PES-owicz mam zawsze nawet i przez kilka tygodni spore problemy z przestawieniem się na sposób gry w FIFA – z góry przepraszam, że tak okrutnie kaleczę w filmiku poniżej, ale chciałem pokazać wam namiastkę gameplayu i oprawy Ligi Mistrzów. Obiecuję, że do listopada wskoczę na właściwy poziom.

Uważam, że gameplay FIFA 19 wygląda bardzo dobrze na tle ostatnich edycji gry od EA Sports. Jest żywiej, jest szybciej, strzały i podania dają więcej frajdy. Nie będę ukrywał, że gameplay FIFY na tle PES wydaje mi się dość prymitywny, jednak w tym roku różnica poziomów nie jest aż tak widoczna. Pewne rzeczy EA Sports robi nawet lepiej. Przede wszystkim zdecydowanie lepiej wygląda zaangażowanie nie-napastników w akcje ofensywne. Pomocnicy włączają się do ataku, wymieniają pozycjami, nie jest rzadkością bramka skrzydłowego czy środkowego pomocnika. W PES od lat głównymi egzekutorami są “9”, a pozostali zawodnicy na boisku strzelają okazjonalnie.

Lepiej, niż w grze Konami, wygląda też gra w środku pola. Tutaj zawodnicy fantastycznie wymieniają krótkie podania, robi się taka swoista tiki-taka, gdy tuż po podaniu pomocnik szuka sobie wolnego pola, by mógł odzyskać piłkę od swojego kolegi. Wymienianie krótkich podań to w FIFA 19 prawdziwa uczta. Za to gra skrzydłami to zdecydowany atut PES-a, ale mam wrażenie, że mecz jest bardziej “zbilansowany” poprzez możliwości stwarzane w FIFA 19.

Jeśli chodzi o grę defensywną, to nie mam jasnego zdania. Uważam, że zarówno model przyjęty przez PES, jak i ten w FIFA 19 jest interesujący i grywalny. FIFA jest w tym aspekcie nieco bardziej zręcznościowa, zaś PES taktyczny, ale oba rozwiązania bawią. Z kolei gra bramkarzy to już zdecydowana przewaga PES-a.

Podobnie, niestety dla EA Sports, ma się z grą napastników. O ile nowa FIFA 19 zrobiła wiele dobrego dla strzałów z dystansu, tak niestety 80 proc. strzelanych bramek wygląda w ten sam sposób. Tracę bramki praktycznie zawsze tą samą drogą i strzelam je też praktycznie zawsze tą samą drogą. Za to kocham PES-a – na 30 bramek po wrzutkach, 28 z nich ma w sobie coś unikalnego. Po 3 meczach w FIFA trudno oprzeć się wrażeniu, że widzieliśmy praktycznie wszystko, co silnik ma do zaoferowania. I ta „schematyczność” jest niestety dla mnie takim swoistym języczkiem u wagi, który od lat przechyla szalę w kierunku gry Konami. Na obronę EA Sports dodam jednak, że w FIFA 19 piłka lubi czasem skozłować, odbić się nieporadnie, a zawodnik nie trafi w piłkę – to dobry krok, ale dalej nie niweluje schematów w polu karnym przeciwnika.

Jest jeszcze jeden duży atut nowej edycji FIFA, a mianowicie rozbudowane opcje taktyczne. Po pierwsze – przez wiele lat to Konami dominowało w tej materii, ale obecnie uważam, że nowa edycja FIFY serwuje je lepiej, a po drugie – nie mogę się oprzeć wrażeniu, że polecenia taktyczne w większym stopniu przekładają się na grę naszych zawodników na boisku.

FIFA bryluje i błyszczy

Oprawa graficzna FIFA 19 jest jednym z jej najsłabszych punktów. Ale nie jest zła. Uważam jednak, że seria od paru lat się pod tym względem nie rozwija. Może i rośnie, ale nie rozwija. O ile jeszcze wygląd twarzy czy fenomenalne oprawy można zaliczyć na plus serii (chociaż bardzo wybiórczo potraktowano graczy nawet drużyn grających w Lidze Mistrzów – część z nich niemal nie przypomina swoich rzeczywistych odpowiedników), tak widok “murawy” woła już o pomstę do nieba i na tle takiego choćby PES 2019 wygląda dość mizernie.

Mógłbym też wspomnieć, że nawet wielka FIFA nie ma wszystkich licencji, ale jestem PES-istą, takie rzeczy mają dla mnie drugorzędne znaczenie.

FIFA 19 jest najlepszą odsłoną serii od wielu lat. I choć oprawa graficzna mogłaby być jeszcze lepsza, a gra w ataku nadal nudzi swoją bylejakością i strzelaniem banalnych goli w papierowych bramkarzy, to jednak postęp najnowszej edycji jest zauważalny. Do tego mamy jeden gigantyczny, wirtualno-piłkarski show, który sprawia, że będziemy mieli tutaj zabawę na następnych 12 miesięcy.

Jakkolwiek z ciężkim sercem przychodzi mi to pisać i to w dużej mierze zasługa Konami, które kompletnie oddaje inicjatywę, a do tego położyło balans gameplayu w tegorocznej edycji PES, po raz pierwszy od 2002 roku jestem zdania, że to FIFA będzie moją piłką pierwszego wyboru w nadchodzącym sezonie. Jest to o tyle zdumiewające, że przez ostatnie dwa lata EA Sports było dość mocno w defensywie. Najwyraźniej jednak, gdy Liga Mistrzów powróciła do FIFY, to FIFA powróciła do Ligi Mistrzów.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji