Mark Zuckerberg zapomniał, że Facebook to nie Pokemon GO. Tu nie chodzi o to, żeby złapać wszystkich

Artykuł/Social media 27.08.2018
Mark Zuckerberg zapomniał, że Facebook to nie Pokemon GO. Tu nie chodzi o to, żeby złapać wszystkich

Mark Zuckerberg zapomniał, że Facebook to nie Pokemon GO. Tu nie chodzi o to, żeby złapać wszystkich

Znam ludzi, którzy kolekcjonują znajomych na Facebooku niczym filatelista znaczki. Funkcja testowana przez serwis może znacznie powiększyć ich kolekcję.

Ilu masz znajomych na Facebooku? Stu, dwustu, tysiąc? A może więcej? Ja staram się nie przekraczać 300, a i tak nie opuszcza mnie poczucie, że to nadal zbyt wiele. Cyklicznie robię unfriending, dlatego na mojej liście coraz trudniej znaleźć ludzi, których nie znam, a zaprosili mnie w przypływie kolekcjonerskiego szału.

Piszę o tym nieprzypadkowo, by podkreślić mój całkowity brak potrzeby posiadania wielu znajomych na Facebooku. Ba, świadomie ukryłem ich listę, utrudniając tym samym życie zbieraczom pokemonów miłośnikom nawiązywania kontaktów. Nie chwaliłbym się tym bez okazji, bo nie jest to powód do chluby. Zachęcił mnie do tego Facebook przy okazji testów funkcji, która doskonale pokazuje, że już dawno powinienem opuścić tę krypę, jaką jest największy serwis społecznościowy świata.

Facebook chce, byś miał więcej znajomych.

Mark Zuckerberg nieustannie powtarza, że misją jego serwisu jest łączenie ludzi. Mówi o tym tak często, że powoli z mojej świadomości wypiera skojarzenie z Nokią i jej mocną kampanią marketingową ze sloganem „connecting people”.

Filozofia ta nie ogranicza się do banałów z wpisów szefa firmy czy wywiadów z nim. Na początku roku ogłoszono fundamentalną zmianę algorytmu. Dzięki niej pierwszeństwo w aktualnościach miały uzyskać wpisy znajomych. Larum wówczas podnieśli właściciele Stron na Facebooku. Taka reakcja nie może dziwić, bo serwis przyznał otwarcie, że to strony stracą najwięcej na tej małej rewolucji.

Facebook rozpoczął właśnie testy funkcji mającej na celu… łączenie ludzi na podstawie ich wspólnych cech. Nazwano ją roboczo things in common. Na czym polega? Załóżmy, że uczestniczymy w publicznej dyskusji. Na szczycie dymku komentarza serwis wyświetli nam informacje o tym, co łączy nas z zupełnie obcymi uczestnikami rozmowy. Może być to miejsce zamieszkania, wspólna uczelnia, pracodawca itp. Mechanizm pokazuje dobrze poniższy zrzut ekranu.

Facebook rzeczy wspólne
Facebook testuje funkcję rzeczy wspólne. Źródło obrazka CNET.com

Facebook testuje wiele funkcji, ale nie wszystkie ostatecznie zostaną upublicznione.

Powyższa została udostępniona wybranej grupie na terenie Stanów Zjednoczonych. Warto jednak o niej wspomnieć, bo pokazuje kierunek rozwoju serwisu.

Przyjrzyjmy się zatem obrazkowi i zastanówmy się co widzimy. Oto obcy nam człowiek skomentował jakiś wpis czy link. Komentarz nam się spodobał, polubiliśmy go. Przy okazji zobaczyliśmy, że autor pochodzi z tego samego miasta. Phoenix w Arizonie jest tu doskonałym przykładem, bo co wynika z faktu, że ktoś również mieszka w mieście, które liczy blisko 1,5 mln mieszkańców? Niewiele, prawda?

Nawet jeżeli zawęzimy kryteria i komentujący pracuje w tej same firmie czy należy do tej samej grupy na Facebooku, to ciągle zbyt mało, by skłonić zwykłego użytkownika, który nie jest wspomnianym kolekcjonerem znajomych do wejścia w głębszą interakcję z nieznajomą osobą. Poza lajkiem czy serduszkiem, rzecz jasna.

Najwyraźniej serwis jest innego zdania. Na szczęście nie jest przesądzone, że opisywana funkcja zostanie wdrożona. Z drugiej strony może być równie dobrze pretekstem do testowania mechanizmu dopasowania, a ubrano ją w nieudolną i nieprzydatną formę, wybaczcie kolokwializm, dla zmyły.

Wróćmy na chwilę do kierunku rozwoju Facebooka.

Mark Zuckerberg od dawna dąży do tego, by nazwa jego firmy była synonimem słowa internet. Liczne afery związane z prywatnością, co prawda nie skutkują masowym odpływem użytkowników (a szkoda!), ale ostatnie wyniki kwartalne firmy komentowane były jako rozczarowujące. Dlaczego? Bo serwis traci impet, a dynamika wzrostu nie zachwyca inwestorów.

Facebook nadal jest gigantem o liczbie użytkowników, która jest nieosiągalna dla konkurencji, ale można zaobserwować wiele symptomów tego, że zbliża się dla firmy trudniejszy okres. Przypuszczalnie pozostanie ona jeszcze długo dochodowa, ale wolno rosnąca lub, co gorsza, spadająca liczba użytkowników nie będzie dobrze wyglądać w raportach kwartalnych.

Dołącz do dyskusji