Smartfon czy zapałki – zastanawiam się, co jest gorsze dla dziecka

Felieton/Technologie 24.08.2018
Smartfon czy zapałki – zastanawiam się, co jest gorsze dla dziecka

Smartfon czy zapałki – zastanawiam się, co jest gorsze dla dziecka

Dziecko plus zapałki równa się pożar – grafiki z takim ostrzeżeniem zdobiły pudełka z zapałkami w ubiegłym wieku. Dziś w podobny sposób można przestrzegać przed kontaktem dziecka ze smartfonem.

Dziewięciolatka zaaferowana powiadomieniem, które ożywiło smartfona, ledwie usłyszała zadane jej pytanie. – Kto do ciebie pisze? – padło. – Kolega – odpowiedziała po dłuższej chwili dziewczynka, wpatrując się w ekran. – Ile lat ma ten kolega? – dociekała pytająca. – Dwadzieścia dwa – odrzekło dziecko.

Kilka dni temu byłem świadkiem takiej sceny. Wydarzyła się domu moich znajomych. W głowach jej świadków zawyły syreny alarmowe. Oczywiście nie każdy kontakt dziecka i dorosłego musi oznaczać coś złego, ale większość rodziców zaniepokoi prawdopodobnie fakt, że kilkuletnia dziewczynka nazywa kolegą ponad dwa razy starszego mężczyznę.

Scenariusz, jakich wiele: dziecko otrzymało smartfon na komunię.

Szybko poradziło sobie z założeniem kont w serwisach społecznościowych. Nie kto inny, jak matka podpowiedziała małoletniej, że ograniczenie wiekowe można ominąć, podając fałszywy rok urodzenia. Liczenie w zakresie do stu w trzeciej klasie szkoły podstawowej nie jest dużym wyczynem, dlatego dziewczynka potrafiła skorzystać z rady.

Gdy rodzicielka małej usłyszała opowieść o ponad dwudziestoletnim facecie kontaktującym się poprzez komunikator z jej córką, poprosiła o gruntowny przegląd aktywności dziecka na urządzeniu mobilnym. Sama korzysta z sieci, ma smartfona, ale jak się wyraziła “nie orientuje się dobrze”.

Co zobaczyłem? Na pierwszy rzut oka nic strasznego – sporo nieszkodliwych gier, zdjęcia kotków i selfie. Niewinne zabawy na TikToku (wcześniej Musical.ly). Po przejrzeniu historii YouTube’a odetchnąłem z ulgą, nie znalazłem bowiem w niej śladów patostreamerów. Zamiast nich zauważyłem, sporo dziecięcych kanałów, głównie poświęconych rysowaniu, zdobieniu itp.

Ten na pozór niestraszny obraz mógł mylić, a nawet uśpić czujność matki. Nie wiedziała na przykład, że Instagram nie tylko służy do oglądania zdjęć czy krótkich filmów, ale ma też komunikator. Nie zgadłaby więc, że jej małoletnia córka kontaktuje się z dorosłym mężczyzną właśnie za pomocą tej platformy. Nie pomyślała również, że dziecko samo próbuje nawiązać kontakty z innymi – przede wszystkim gwiazdkami social mediów. W większości przypadków nieskutecznie.

Po przedstawieniu jej sytuacji, matka dziewczynki wpadła w złość. – Zabiorę jej ten telefon – krzyczała. Zadałem wówczas pytanie, dlaczego chce ograniczać dostęp w atmosferze kary. Przecież dziecko właściwie nie zrobiło niczego złego.

Po prostu nie miało świadomości, że w sieci istnieją niebezpieczeństwa. Nie było w stanie wyobrazić sobie zagrożenia w postaci pedofilów, stalkerów, patostreamerów itp. Naiwnie i z otwartym serduszkiem zaczęło wykorzystywać komunijny prezent do zabawy, ale też nawiązywania nowych znajomości. Czyniło to pełne dobrych intencji.

Poruszając się komunikacją publiczną coraz częściej widzę kilkuletnie dzieci wpatrzone w ekrany smartfonów.

Rodzice dostrzegli w urządzeniach mobilnych potencjał do ujarzmiania dzieci. Dają im smartfony i… mają święty spokój. Berbeć zainteresowany filmem czy grą jest grzeczny, nie krzyczy, nie tupie. Bardzo szybko okazuje, że ta czarodziejska niania staje się wręcz niezbędna, by pobyć trochę w krainie ciszy. Dziecko domaga się smartfona. Pokazuje swą najciemniejszą stronę, gdy odmawia mu się tej przyjemności.

Przychodzi komunia, a może urodziny. Rodzice ulegają, kupują małoletniemu telefon. Wmawiają sobie przy tym, że dzięki niemu będą mieli ciągły kontakt z dzieckiem. Sami ledwo sobie radzą z obsługą urządzenia. Owszem, potrafią skorzystać z przeglądarki, aplikacji Facebooka czy komunikatora, ale nie ma mowy o bardziej zaawansowanych funkcjach. Trudno im nadążyć za tym, co na urządzeniu robi ich pociecha.

Nie może dziwić fakt, że kilkulatek, dla którego interfejs dotykowy jest po prostu naturalny, łatwo odnajduje się w obsłudze smartfonu. Jeszcze nie potrafi czytać, a już jest w stanie pobrać aplikację ze sklepu. Gdy już posiądzie umiejętność składania liter, ma potencjał przegonić rodzica w biegłości obsługi.

Opisana na początku historia ma dobre zakończenie. Na szczęście nic się nie stało, a dziecko i rodzice zostali uświadomieni na temat zagrożeń. Zanim zatem osądzicie w komentarzach kogokolwiek lub wyrazicie dezaprobatę, postawcie sobie pytanie: jak często wasze dziecko korzysta ze smartfona? I czy jest przy tym bezpieczne?

Dołącz do dyskusji