Nie kupuj MacBooka Pro 15 z Intel Core i9. No chyba, że planujesz trzymać go w lodówce

Artykuł/Technologie 18.07.2018
Nie kupuj MacBooka Pro 15 z Intel Core i9. No chyba, że planujesz trzymać go w lodówce

Nie kupuj MacBooka Pro 15 z Intel Core i9. No chyba, że planujesz trzymać go w lodówce

W klasycznym stylu Cupertino, premiera nowego produktu Apple’a nie mogła obyć się bez kardynalnej wpadki. Nowy MacBook Pro 15 miał potencjał być najpotężniejszym laptopem w swojej kategorii, ale… nie jest. No chyba, że będziesz go trzymać w lodówce.

Pomijając abstrakcyjne ceny napędów SSD, które potrafią wywindować cenę nowego MBP 15 do blisko 40 tys. zł, najnowsza stacja robocza Apple’a doczekała się solidnej aktualizacji od strony osprzętu. Takiej, dla której naprawdę warto wymienić stary komputer na nowy.

Po pierwsze – w końcu możemy skonfigurować MacBooka Pro z 32 GB RAM-u. To duża rzecz.

Po drugie – sercem nowych laptopów są nie cztero-, ale sześciordzeniowe procesory Intela 8. Generacji, Intel Core i7 oraz Intel Core i9.

Co ciekawe, dopłata do najpotężniejszego procesora jest relatywnie niewielka. Wystarczy 1360 zł, aby komputer napędzał potężny układ Intela. To mniej, niż kosztuje dopłata do 32 GB RAM-u czy 1 TB napędu SSD, które kosztują 1920 zł.

Sęk w tym, że nikt o zdrowych zmysłach nie powinien dopłacać do MacBooka Pro 15 z procesorem Intel Core i9.

Już tłumaczę. Wbrew powszechnemu przekonaniu wielu użytkowników sprzętu Apple’a, komputera nie napędza magiczny pył z rogu jednorożca. A włożone do obudowy podzespoły trzeba nie tylko tam zmieścić, ale też efektywnie schłodzić.

Design termiczny MacBooków Pro to majstersztyk, nie zrozummy się źle. Jednak tym razem w Cupertino definitywnie przecenili swoje możliwości. Albo nie docenili możliwości Intel Core i9.

Jak zauważył YouTuber Dave2D, MacBook Pro 15 2018 z procesorem Intel Core i9… jest wolniejszy od MacBooka Pro 15 z procesorem Intel Core i7.

Wszystkiemu winien jest thermal throttling, czyli spowolnienie pracy spowodowane wzrostem temperatury:

Okazuje się, że pod obciążeniem Intel Core i9 w MacBooku nie jest w stanie utrzymać nawet bazowej częstotliwości taktowania! Po ledwie kilku sekundach procesor, którego bazowe taktowanie powinno wynosić 2,9 GHz (i 4,8 GHz w trybie turbo), pracuje ze średnią prędkością… 2,2 GHz. Czyli taką, jak bazowy Core i7 w nowym MacBooku Pro 15.

Dla przypomnienia – mówimy o potężnym, sześciordzeniowym, odblokowanym procesorze, który teoretycznie powinno dać się podkręcić do jeszcze szybszej pracy. Ten sam procesor w nowym MacBooku 15 zachowuje się gorzej od słabszych układów.

To oczywista wina designu termicznego laptopa Apple, który po prostu nie jest w stanie odprowadzić nadwyżki temperatury.

Dodajmy też, że komputery z nadgryzionym jabłkiem na obudowie zawsze faworyzują ciszę nad kulturę pracy. Wentylatory włączają się więc dopiero wtedy, kiedy nie ma innego wyjścia. W efekcie procesor zawsze pracuje w zawyżonej temperaturze, a co za tym idzie, nie może rozwinąć pełnej mocy obliczeniowej pod obciążeniem.

Co to oznacza w praktyce?

Ano tyle, że gdy używamy komputera do długotrwałych zadań wymagających sporej mocy obliczeniowej (np. renderowania wideo, obróbki graficznej, kompilowania, etc.) wydajność jest – co najmniej – niezadowalająca.

W teście eksportowania klipu w Adobe Premiere nowy MacBook Pro z procesorem Intel Core i9 jest wolniejszy nie tylko od konkurencyjnej maszyny z Windowsem (choć tam pewnie większą rolę gra lepsze GPU), ale nawet od… ubiegłorocznego MacBooka Pro 15 z czterordzeniowym procesorem.

Sytuacja zmienia się diametralnie po włożeniu laptopa do zamrażarki. Dopiero wtedy Intel Core i9 wewnątrz notebooka pracuje z należytą kulturą i wydajnością.

Tyle że… nikt przecież nie będzie wkładał wartego minimum 15 tys. zł laptopa do zamrażarki za każdym razem, gdy będzie potrzebował porządnej wydajności, prawda?

I zanim ktoś napisze w komentarzu, że test trzeba było przeprowadzić w Final Cut Pro X, a nie w programie Adobe, bo optymalizacja (bla, bla, bla…) – nie ma to żadnego znaczenia. Fizyka jest fizyką, a procesor nagrzeje się tak samo, niezależnie od tego, o jakim programie mówimy. I tak samo zwolni.

Nie kupuj MacBooka Pro 15 z Intel Core i9.

Wniosek jest prosty – jeśli chcesz kupić nowego MacBooka Pro 15, nie ulegaj pokusie relatywnie niewielkiej dopłaty do najmocniejszego procesora. Bo nie ma ona najmniejszego sensu.

Lepiej zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na więcej RAM-u, który przełoży się na płynniejszą pracę urządzenia w zaawansowanych aplikacjach. Albo włożyć te pieniądze w zakup eGPU od BlackMagic, który wpłynie na wydajność komputera wielokrotnie bardziej niż teoretycznie mocniejszy procesor.

Miało być pięknie, wyszło jak zawsze.

Na papierze nowy MacBook Pro 15 to bestia. Nie tylko jak na standardy Apple’a, ale po prostu. Niestety pierwsze testy wyraźnie pokazały, że po raz kolejny MBP 15 nie przystaje wydajnością do porównywalnych komputerów z Windowsem na pokładzie.

A wpadka z Core i9 to już zwyczajnie absurd. Tym bardziej, że – jestem tego pewien – MacBooka Pro 15 z tym procesorem kupi mnóstwo osób, nawet nie zdając sobie sprawy, że ich komputer jest znacznie wolniejszy, niż być powinien. Do tego wolniejszy od tańszych wersji tego samego komputera.

Brawo, Apple. Brawo.

Dołącz do dyskusji