Coś we mnie pękło – Laura Reiss mówi nam, dlaczego wyznaczyła aż 100 tys. zł za wskazanie swojego hejtera

Coś we mnie pękło – Laura Reiss mówi nam, dlaczego wyznaczyła aż 100 tys. zł za wskazanie swojego hejtera

Coś we mnie pękło – Laura Reiss mówi nam, dlaczego wyznaczyła aż 100 tys. zł za wskazanie swojego hejtera

Laura Reiss, która wyznaczyła nagrodę w wysokości 100 tys. zł za pomoc w schwytaniu swojego internetowego prześladowcy nie traci nadziei. Zauważa jednak, że hejter dba o swoją anonimowość, a doprowadzić go na salę sądową z pomocą Facebooka wcale nie będzie łatwo.

Problem walki z hejtem w internecie nie słabnie. W ciągu kilku ostatnich lat z hejterami zmagali się m.in. Jarosław Kuźniar czy Filip Chajzer. Ten ostatni postanowił nakręcić medialną nagonkę na swoich prześladowców, publikując ich personalia w sieci. Spotkał się za to z zasłużona krytyką swojej społeczności, która sugerowała, że podobne sprawy załatwić można o wiele lepiej.

Za przykład idealnego ukarania hejtera podaje się zwykle Michała Karmowskiego, który sam wytropił założyciela prześmiewczego profilu na Facebooku. Nagrał z nim wideo i uzgodnił z jego rodzicami, że młody internauta przepracuje charytatywnie 400 godzin.

Nie wszyscy mają jednak tyle szczęścia. Zdarzały się przypadki, kiedy hejterzy doprowadzali swoje ofiary do samobójstwa. W bardzo trudnej sytuacji znalazła się również polska modelka, Laura Reiss, która z prześladowcą zmaga się od 2 lat.

Nabrałam dzięki niemu dystansu do tego rodzaju działalności, ostatnio jednak coś we mnie pękło i postanowiłam doprowadzić sprawę do końca – pisze Laura Reiss w mailu do Spider’s Web.

Laura wyznaczyła 100 tys. zł nagrody za pomoc w schwytaniu i doprowadzeniu do skazania swojego hejtera.

Nie jest tak, jak sugerowała część komentujących, że instagramerka sama nie podejmowała zdecydowanych kroków na rzecz znalezienia prześladowcy, który na cel obrał sobie jej dziecko. W informacji przesłanej do Spider’s Web Laura wymienia kolejność podejmowanych działań:

  1. Sprawę zgłasza się na policji lub w prokuraturze.
  2. Jednostki te zwracają się do usługodawcy (np. Instagrama) celem uzyskania adresu IP użytkownika.
  3. Posiadając adres IP zwracają się dalej do dostawcy internetu celem uzyskania danych osobowych.
  4. Młyny sprawiedliwości zaczynają mielić.

Niestety na każdym z tych etapów możemy zderzyć się ze ścianą.

Już w momencie zgłaszania internetowego prześladowania możemy spotkać się z obojętnością organów ścigania.

W przeszłości przy próbie zgłoszenia sprawy spotkała mnie niechęć policjantów do jej przyjęcia oraz zniechęcanie już na początku, sugerując, że i tak nic nie uda się z tym zrobić – pisze Laura.

Kłopoty mogą pojawić się także przy próbie uzyskania adresu IP. Google odrzuca bowiem 60-70 proc. wniosków, a Facebook połowę. Oczywiście można założyć, że część z nich była bezzasadna lub źle skonstruowana, ale i tak są do pokaźne liczby.

Można powątpiewać w sukces, skoro według Facebooka absolutnie nic złego się nie dzieje, gdy ktoś zakłada konto ze zdjęciem mojej córki ustawionym jako profilowe, nazywa profil „niechciany_brzydki_bachor” i publikuje tam skrajnie negatywne i obraźliwe treści – pisze Laura.

O komentarz poprosiliśmy biuro prasowe Facebooka:

 Nasze zasady dotyczące zorganizowanych grup i osób posługujących się mową nienawiści są jednoznaczne. Na Instagramie nie ma miejsca na mowę nienawiści lub obraźliwe komentarze i jesteśmy zdeterminowani, aby zagwarantować, że platforma jest miejscem, w którym ludzie mogą wyrażać siebie i czuć się bezpiecznie. Wiemy, że komentarze publikowane przez inne osoby mogą wywoływać silne odczucia i dlatego bardzo mocno inwestujemy w nowe technologie, dzięki którym Instagram może być bezpiecznym i przyjaznym miejscem.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to standardowa odpowiedź na wszelkie zło jakie pojawia się na Instagramie. Opcją nie jest przecież całościowe wyłączenie komentarzy pod zdjęciem czy poleganie jedynie na zgłaszaniu nieodpowiednich treści przez społeczność.

Powyższe metody leczą objawy, a nie źródło choroby. Zwłaszcza jeśli mówimy o człowieku, który za każdym razem zakłada nowe konta i łączy się z internetem w sposób zapewniający anonimowość( adres IP wskazujący na zagranicznego dostawcę internetu, server proxy/vpn czy też sieć TOR).

Laura wierzy, że uda się jej jeszcze spotkać z prześladowcą na sali sądowej.

Wierzę w to, że (…) popełnił jakiś błąd np. logując się na tym samym telefonie nie tylko na konta służące do obrażania mnie i mojej córki, ale także na swoje prywatne konto społecznościowe i będzie można skorelować dane – pisze Laura.

Smutku całej sprawie dodaje fakt, że nieuchwytny pozostaje hejter, który na cel objął sobie niewinną dziewczynkę.

Celowo wyznaczyłam wysoką nagrodę za dostarczenie dowodów, licząc na to, że nawet najbliższa osoba z otoczenia tego hejtera ostatecznie potępi jego działalność i pomoże w prawomocnym jej skazaniu – kończy maila Laura.

Dołącz do dyskusji

Advertisement