Facebook nie spełnił oczekiwań lub spełnił je z nawiązką – zależy, z której strony patrzeć

Artykuł/Social media 26.07.2018
Facebook nie spełnił oczekiwań lub spełnił je z nawiązką – zależy, z której strony patrzeć

Facebook nie spełnił oczekiwań lub spełnił je z nawiązką – zależy, z której strony patrzeć

Dynamika wzrostu przychodów i liczby użytkowników Facebooka okazała się niższa niż oczekiwano. Społecznościowy gigant opublikował swoje wyniki za drugi kwartał.

Afera goni aferę – tak w skrócie można określić ostatnie kilkanaście miesięcy wokół Facebooka. Gdyby policzyć tylko większe wpadki, nie starczyłoby palców u obu rąk. Niewątpliwie największym skandalem ostatnich miesięcy była sprawa Cambridge Analytica. Mark Zuckerberg musiał z tego powodu zeznawać przed senackimi komisjami, jak i europarlamentarzystami.

Choć w obu przypadkach mieliśmy do czynienia ze spektaklem politycznym, z punktu widzenia wizerunkowego to tournee po instytucjach nie służyło Facebookowi. Nawet jeżeli Zuckerberg wypadał w przesłuchaniach relatywnie dobrze (np. w porównaniu z leśnymi dziadkami z amerykańskiego Senatu), cały świat mógł się przyglądać, jak wiele problemów ma jego firma.

W istocie bowiem Cambridge Analytica to czubek góry lodowej. Podczas przesłuchań padało mnóstwo niewygodnych pytań, dotyczących m.in. wykorzystywania Facebooka przez Rosjan podczas kampanii wyborczych, fake newsów, fali nienawiści w Mjanmie (dawnej Birmie), która ujście znalazła za pośrednictwem Facebooka. Zuckerberg odpowiadał lub unikał odpowiedzi, ale można było odnieść wrażenie, że jego przedsiębiorstwo prowadzi bitwy na tylu frontach, że nie jest w stanie wygrać wojny.

Taki jest kontekst wyników kwartalnych, które zostały zaprezentowane wczoraj. Czekali na nie inwestorzy, analitycy i dziennikarze. Ci ostatni najczęściej po to, by móc napisać, że Facebook wreszcie się doigrał za mniejsze lub większe aferki.

Gdy mowa o wynikach Facebooka światowe media używają słowa rozczarowanie.

Facebook nie spełnił oczekiwań lub spełnił je z nawiązką – zależy, z której strony patrzeć. Jeżeli za probierz weźmiemy spadek ceny akcji o ponad 20 proc. po opublikowaniu wyników, można mówić o tym pierwszym przypadku. Ten z kolei wygenerował drugą sytuację. Teraz wielu publicystów może napisać “a nie mówiłem” i może nawet w dalszej perspektywie wieszczyć koniec firmy Zuckerberga.

Warto jednak spojrzeć na twarde dane. Pierwszoplanową sprawą jest dynamiku wzrostu użytkowników. Owszem, serwis nadal rośnie i miesięczna liczba użytkowników 2,234 mld (2,196 mld w pierwszym kwartale), ale przyrost jest najniższy od dwóch lat, choć wyższy o 11 proc. niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Łatwo jednak policzyć, że liczba użytkowników wzrosła tylko o 1,73 proc. wobec 3,14 proc. między I kwartałem 2018 i ostatnim kwartałem 2017.

Facebook wyniki

Przychód w drugim kwartale opiewa na 13,23 mld dol. i również był wyższy niż w poprzednim kwartale (11,966 mld), ale nie tak wysoki jak oczekiwali analitycy. Najwięcej przychodów generują użytkownicy z Ameryki Północnej i Europy. Średni globalny przychód na użytkownika wyniósł w II kwartale 5,97 dol. wobec 4,65 dol. w analogicznym okresie roku ubiegłego. Zysk netto to 5,106 mld dol. (4,988 mld w poprzednim kwartale i 3,894 mld w II kwartale 2017 r.)

Facebook to moloch pędzący z siłą rozpędu.

Zaciekli krytycy Facebooka mogą być bardziej rozczarowani niż inwestorzy i dziennikarze. Oto bowiem Facebook nie stał się z dnia na dzień kolosem na glinianych nogach. Nie grozi mu upadek i rychłe opuszczenie pierwszego miejsca w swojej kategorii. Po prawdzie, serwis można uznać za jedynego przedstawiciela tej kategorii, funkcjonującego poza konkurencją.

Słabsza dynamika wzrostu użytkowników i przychodów to oczywiście sygnał alarmowy dla decydentów Facebooka, ale trudno dziś jednoznacznie ocenić czy zwłaszcza ten pierwszy czynnik ma związek z aferą Cambridge Analytica czy może serwis zbliża się do sufitu. Jedno jest pewne, liczne afery mu nie służą, ale – jak to pięknie ujął Łukasz Kotkowski – Facebook pozostaje takim samym behemotem, jakim był przez ostatnie lata.

Dołącz do dyskusji