Encyklopedia będzie funkcjonować tak długo, jak sama cywilizacja. Rozmawiamy z prezesem Wikimedia Polska

Artykuł 14.06.2018
Encyklopedia będzie funkcjonować tak długo, jak sama cywilizacja. Rozmawiamy z prezesem Wikimedia Polska

Encyklopedia będzie funkcjonować tak długo, jak sama cywilizacja. Rozmawiamy z prezesem Wikimedia Polska

Podczas Konferencji Wikimedia Polska w Katowicach rozmawiałem z Michałem Buczyńskim, wikipedystą od 2004 r., nowym prezesem Stowarzyszenia Wikimedia Polska, wybranym właśnie na dwuletnią kadencję. O tym, jaka była Wikipedia i jaka będzie.Jakie były twoje początki przygody z Wikipedią?

Nie wszyscy pamiętają, jak to w 2004 roku bywało: czasy Internetu już nie łupanego, ale wciąż struganego. Zdecydowanie inaczej niż teraz, nie każdy miał w domu dostęp do Internetu. Wszystko zaczęło się od laboratorium komputerowego na studiach, metody optymalizacji liniowych.

Wtedy przypomniałem sobie, że gdzieś przeczytałem o stronie, na której ludzie piszę encyklopedię. Wszedłem, zalogowałem się i faktycznie, miałem do czynienia z encyklopedią. Rzeczywiście mogę ją edytować. Zacząłem na angielskiej wersji. Stworzyłem tam hasło o polskim filmie. Zobaczyłem, że po paru minutach, po odświeżeniu strony, to hasło wygląda już zupełnie inaczej. Jest większe, lepsze i w ogóle.

Zobaczyłem, że ktoś – konkretnie nasz, niestety nieżyjący już, późniejszy rzecznik prasowy Stowarzyszenia – zaczął poprawiać to, co zrobiłem. Mój wkład szybko ulepszono i inkorporowano do istniejącej całości.

Szybka interakcja musiała się podobać…

Zdecydowanie. Zobaczyłem, że po drugiej stronie jest żywy człowiek. Po wejściu na polską Wikipedią od razu powitały mnie dwie osoby. Sprawdziłem, to nie były boty. To działało, to było żywe. Nie mamy do czynienia z żadną wydmuszką. Odwrotnie: mamy siłę i idziemy bić PWN (wydawnictwo naukowe specjalizujące się w wydawaniu encyklopedii papierowych – przyp. red.).

Wtedy walczyliśmy o 50 tysięcy haseł do końca roku – I plan ten zrealizowaliśmy. Tak się zaczęła ta przygoda. Zobaczyłem, że coś mogę robić w wolnym czasie, że to komuś coś daje i odnosi skutek. To znacznie lepsze od jakiejkolwiek gry komputerowej czy czegokolwiek innego, co można robić i gdzie efekt idzie gdzieś w piach. Tutaj zostają hasła, wpisy, dane. Ktoś może to wziąć, przeczytać, skorzystać.

Prawda też jest taka, że wszyscy korzystają z Wikipedii, ale nie wszyscy do tego się przyznają. Nawet w dokumentacji profesjonalistów widuję całe akapity przepisane z Wikipedii – oczywiście bez żadnego cytowania.

Prawie 15 lat temu stałeś się edytorem cyfrowej encyklopedii. Co dalej?

Widzę, piszę, poprawiam. Bardzo szybko zorientowałem się, że nikt nie da studentowi takiej swobody zmieniania reguł gry, jak właśnie Wikipedia. Tu panowała prosta zasada: kierownikiem w danym miejscu była osoba, która najszybciej zaczęła jakąś rzecz robić. Na zasadzie nie kto pierwszy ten lepszy, a bardziej kto lepszy ten lepszy. Jeśli robisz coś dobrze i konsekwentnie, znajdą się uczestnicy, którzy za tym pójdą.

Próbowałeś sam tym bakcylem zarazić znajomych?

To chyba nie jest na zasadzie idei, którą można z powodzeniem poddawać wszystkim wkoło, choć zawsze zachęcamy do dołączenia. Zawsze miałem poczucie, że to jest taka potrzeba, którą albo masz albo nie. Tutaj nie trzeba jakiegoś specjalnego zaproszenia i teoretycznie wszyscy wiedzą, czym jest i jak wygląda Wikipedia.

Mimo to i tej gremialnej wiedzy, i to bardzo zaskakujący fakt, znajomość tego jak to się robi i czy w ogóle można robić – jest jednak rzadka. Co ciągle jakoś zaskakuje… może teraz czytelnicy sami spróbują?

Jak rozumiem w pewnym momencie razem z innymi edytorami stwierdziliście, że w grupie raźniej i postanowiliście stworzyć stowarzyszenie?

Stowarzyszenie powstaje szybko, bo już w 2005 r. Jest czwartym tego typu podmiotem na świecie. Była potrzeba wyjścia na zewnątrz, na zaistnienie. Pokazać, że Wikipedia staje się czymś poważnym. Wtedy poziom zaufania do cyfrowej encyklopedii jest ciągle niewielki. Podważana jest jakość.

Stąd też pomysł na wyjście do instytucji. Taki przykład: chcemy dostarczać na Wikipedię zdjęcia w wysokiej rozdzielczości obrazów eksponowanych w jakiejś poważnej galerii. I my wtedy nie jesteśmy dobrym partnerem do rozmów. Okazało się, że potrzebujesz pieczątki, potrzebujesz instytucjonalnej formy. Potrzebowaliśmy po prostu bytu prawnego. I taką rolę jak najbardziej spełniało i spełnia nasze Stowarzyszenie.

Wikimedia Polska funkcjonuje już od 13 lat. To była wyboista droga, czy raczej stały kierunek do przodu?

Moim zdaniem cały czas idziemy do przodu, chociaż ostatnio mamy do czynienia z spowolnieniem rozwoju. Na przykład nie możemy się porównywać do niemieckich Wikimediów. Tam jest zakorzeniony mechanizm zrzeszania się. Tam ludzie lubią być w stowarzyszeniach Dlatego niemiecka Wikimedia ma 6 tysięcy członków, a u nas jest ich 128.

A co z planami na przyszłość? Już nakreślone?

Moim zdaniem organizacje po pewnym wypłaszczeniu muszą podjąć decyzję, czy idą w górę, czy może w dól. Tak jest w każdej firmie, każdej instytucji. Tak jest też w stowarzyszeniu. Wydaje nam się, że cały czas mamy chęć na rozwój. Wydaje nam się, że znacznie więcej możemy dostarczyć fajnych projektów, programów, inicjatyw w Polsce i nie tylko.

Cały czas pozostaje masa rzeczy do zdigitalizowania i wrzucenia do sieci. Na przykład świetnie współpracuje nam się z Muzeum Narodowym w Warszawie czy Muzeum Narodowym w Krakowie. W tych instytucjach już chcą i widzą potrzebę w udostępnianiu skanów wysokiej rozdzielczości. Z kolei warszawska Galeria Zachęta w kwerendzie sprawdziła, które nabyte do tej pory dzieła, z poszanowaniem praw autorskich, można udostępniać w Internecie. To było duże otwarcie z ich strony.

To się wam przez te kilkanaście lat udało na pewno. Wreszcie instytucje zaczęły was traktować jak najbardziej poważnie?

Tak. To faktycznie nam się udało wywalczyć w tym czasie. Teraz więc możemy nawet trochę narzekać na nadmiar instytucji, które zwracają się do nas z propozycją współpracy – jest ich tak dużo, że po prostu zaczynamy nie nadążać. Pracujemy z muzeami, uczelniami, niedawno z inicjatywą udostępniania swoich informacji wyszły teatry. My mamy jeden cel: to wszystko jak najszybciej pokazać odbiorcom – czytelnikom.

Będą potrzebne jakieś zmiany organizacyjne?

Chyba są nieodzowne. Chcemy przegrupować się organizacyjnie. Po tylu latach trzeba na siebie spojrzeć z boku i obiektywnie ocenić. Jak najpoważniej myślimy o audycie – wewnętrznym i zewnętrznym. To nam pokaże kierunek dalszego rozwoju.

A jest jakaś granica, czy Wikipedia będzie rosnąć w nieskończoność?

Pamiętam, jak ktoś 10 lat temu na angielskiej Wikipedii zrobił szacunek, ile mają jeszcze haseł do napisania. I wyszło mu, że rzekomo mają 98 albo 99 procent biogramów. Teraz, mając trzy razy więcej wpisów, granicy 100 procent wciąż nie osiągnęli… Bo prawda jest taka, że nie ma granicy. Codziennie powstają tysiące encyklopedycznych rzeczy, więc ta wyjątkowa encyklopedia będzie funkcjonować tak długo, jak sama cywilizacja.

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement