Przy Dark Souls Remastered zajrzałem śmierci w oczy wiele razy, ale gra jest żywsza niż kiedykolwiek – recenzja

Recenzja/Gry 07.06.2018
Przy Dark Souls Remastered zajrzałem śmierci w oczy wiele razy, ale gra jest żywsza niż kiedykolwiek – recenzja

Przy Dark Souls Remastered zajrzałem śmierci w oczy wiele razy, ale gra jest żywsza niż kiedykolwiek – recenzja

Lenistwo wydawcy czy szacunek dla kultowego materiału źródłowego? Trudno jednoznacznie powiedzieć dlaczego Dark Souls Remastered wprowadza tak mało zmian względem oryginału z 2011 roku. Paradoksalnie to bardzo dobra decyzja. Polskie studio QLOC zrobiło grę, jaka była niespełnionym marzeniem japońskich producentów przez siedem ostatnich lat.

Konsolowi fani czekali naprawdę długo na powrót do zepsutego, ogarniętego mrokiem królestwa Lordran. To pierwszy raz, kiedy oryginalne Dark Souls jest możliwe do ogrania na ósmej generacji sprzętu. Dla wielu będzie to jedyny kontakt z hitem 2011 roku, który na stałe zmienił branżę gier wideo. Nowi turyści uwielbiający gry souls-like szybko przekonają się, dlaczego to właśnie pierwsze DS uznano za najlepszą odsłonę całej serii. Pomimo siedmiu lat na karku, gra dalej jest nie do pobicia, a wersja Remastered jedynie przytwierdza koronę stalowymi śrubami.

Główna zmiana w Dark Souls Remastered to tylko i aż 60 klatek na sekundę.

Są gry, w których naprawdę nie trzeba 60 fps-ów. Na przykład filmowe Detroit: Become Human. Istnieją jednak gatunki, dla których wysoka płynność animacji ma kluczowe znaczenie. Liczba klatek na sekundę bywa sprężona z silnikiem fizycznym, punktami kolizji, a nawet markerami obrażeń. Bijatyki czy gry wyścigowe są rozpisane pod równe 60 klatek, a zmiana tej wartości potrafi wysypać cały program na łopatki. Dark Souls rownież jest tytułem typowo pod wysoką płynność animacji. Niestety, producentom nigdy nie udało się jej okiełznać.

From Software to świetni twórcy, ale optymalizacja ich gier zawsze była znacznie poniżej oczekiwań. Konsolowy DS z 2011 r. działał miedzy 20 i 30 klatkami, regularnie łapiąc zadyszkę. To gigantyczna kula u nogi dla tytułu, w którym o życiu lub śmierci decydują wirtualne centymetry. Bez cienia przesady. Odporne na skrypty animacji strefy obrażeń zostały tak kapitalnie docięte, że strzała przelatującą milimetr obok policzka nie zadawała cienia obrażeń. Ostrze wchodzące między rękę i klatkę piersiową rywala spotykała jedynie pustka. Cięcie wymierzone w przestrzeń miedzy nogami wroga stającego na schodach przecinało jedynie powietrze. Hitbox porn w najlepszym wydaniu.

Spadki płynności i szarpanie klatkami zabijało precyzyjny taniec na smierć i życie. Dokładna szermierka z pierwszego Dark Souls miejscami zamieniała się w nieporadną barową bitkę, bo efekty ognia i wybuchów pochłaniały prawie połowę zbyt małego klatkarzu. Dopiero teraz, w siedem lat od premiery, gra działa dokładnie tak jak powinna. Dark Souls nareszcie jest takie, jak wymarzyli sobie twórcy. Technologiczne bariery zostały wyburzone. Wchodząc do Blighttown program nie zaserwował mi czkawki i pokazu slajdów. Nareszcie.

Do tego podbito rozdzielczość Dark Souls Remastered, ale nie spodziewajcie się wodotrysków.

Gra jest dla mnie piękna, ale to specyficzne piękno wynikające z surowego klimatu doskonale znanych lokacji. Miejsc, w których nic nie jest przypadkowe, a architektura opowiada wspaniałą historię wszystkim tym, którzy mają oczy i uszy, by jej słuchać. Młodsi gracze mogą rozczarować się warstwą wizualną. Starsi będą za to zachwyceni, że wszystko zostało na swoim miejscu. Niegościnne krainy stały się za to ostrzejsze, dzięki rozdzielczości 1800p/1080p w zależności od konsoli. Początkowo miałem wrażenie, że tak duża klarowność i czytelność DS-a jest aż nienaturalna.

Tak naprawdę Dark Souls Remastered nie jest dokładnie takie samo. Polacy zmienili na lepsze wiele małych detali. Przykładowo, flora porastająca zamki, miasta i ruiny stała się bardziej naturalna, bujna i żywa. To jednak kosmetyka, którą trudno dostrzec bez zestawiania obok siebie obu edycji. Zapomnijcie o kompletnym remoncie w stylu Scholar of the First Sin z Dark Souls 2. Wszyscy przeciwnicy zostali na swoich miejscach. Tak samo (prawie) wszystkie skarby, sekrety oraz niedoskonałości. Łącznie z fatalnym balansem postaci magicznych. Remaster nie zaskakuje w ten sposób co przebudowane DS2 sprzed kilku lat. Dla wielu będzie to gigantyczna wada, ale dla innych spora zaleta.

Inne zmiany w Dark Souls Remastered to typowe poprawki Quality of Life.

Fani wieloosobowej rozgrywki będą zachwyceni. Do gry trafiły dedykowane serwery. W internetowych starciach może teraz wziąć udział sześciu graczy jednocześnie. Nowa infrastruktura sieciowa bardziej przypomina to, co pamiętamy z Dark Souls 3 – stała się nieco bardziej przyjazna i łatwiejsza w obsłudze. Polacy usunęli z trybu PvP dodatkowe przedmioty leczące poza flaszkami, których liczbę tną o połowę. Dzięki temu starcia graczy będą krótsze, bardziej dynamiczne i bardziej kontaktowe. Powracają również hasła, za pośrednictwem których łatwiej znaleźć się ze znajomymi.

Interfejs stał się wyraźniejszy i łatwiejszy do przeczytania. Kowal Vamos doczekał się własnego ogniska do rozpalenia. Będąc przy ogniskach, od teraz można za ich pomocą zmieniać przynależność do Bractw. Goście pomagający w trybie PvE nareszcie mogą się samodzielnie leczyć. To wszystko malutkie, ale poprawiające jakość zabawy zmiany. Polacy z QLOC nie wywrócili systemu do góry nogami, lecz każda wprowadzona przez nich nowość ma korzystny wpływ na rozgrywkę.

Dzwony Przebudzenia jeszcze nigdy nie biły tak często. Serca weteranów zabiły z gorliwą radością.

Najbardziej cieszy mnie, że pierwsze Dark Souls znowu stało się żywe. Znowu kipi od ruchu i nieumarłych turystów. Społeczność skupiona wokół tej gry pd lat organizuje coroczne powroty do tytułu, ale nawet podczas ich trwania Lordran nigdy nie był tak pełen życia co w Dark Souls Remastered. Premiera programu sprawiła, że korytarze Undead Burga na nowo wypełniły się plamami krwi, duchami graczy oraz podpowiedziami. Chętnych do kooperacji jest więcej niż kiedykolwiek, a areny PvP pękają w szwach. Nigdy nie widziałem pierwszego Dark Souls w takiej kondycji. Nigdy nie widziałem go tak… żywego.

Największe zalety:

  • 60 fps-ów to coś więcej niż większa płynność. To Soulsy takie, jakie powinny być od początku
  • Wyższa rozdzielczość robi różnicę
  • Wspaniałe zmiany dla fanów sieciowego PvP
  • Polacy z QLOC nie wywrócili klasyka do góry nogami na modłę SotFS
  • Najlepsze Soulsy w historii powracają. Tę grę trzeba znać i trzeba jej skosztować

Największe wady:

  • Polacy z QLOC nie wywrócili klasyka do góry nogami na modłę SotFS
  • Gra potężnie odstaje od dzisiejszych standardów w warstwie grafiki i infrastruktury sieciowej
  • Jeżeli masz ulepszone Dark Souls PC z modami, trudno racjonalnie wytłumaczyć zakup Remastera
  • Gdzie moja edycja dla Nintendo Switcha?!

Dla fana serii to naprawdę rozczulający widok, widzieć te wszystkie znaki przywołania przed pojedynkiem z Orsteinem i Smoughem. Serce mocniej bije z radości. Dzięki wierności względem oryginału Remaster pozwala przeżyć dokładnie tę samą wyjątkową przygodę co w 2011 roku. Nie mam żadnego argumentu dla fanów, którzy podbili do 4K wersję na PC, korzystając z nieoficjalnych łatek i aktualizacji. Jeśli jednak ominęła cię przygoda z pierwszym Dark Souls, a teraz masz ochotę nadrobić tego klasyka na nowej konsoli – ależ ci zazdroszczę! To niesamowita przygoda, od której lepsze jest tylko Bloodborne.

Dołącz do dyskusji