To nie GTA V i nawet nie World of Warcraft są najlepiej zarabiającymi grami wszech czasów

Felieton/Gry 05.05.2018
To nie GTA V i nawet nie World of Warcraft są najlepiej zarabiającymi grami wszech czasów

To nie GTA V i nawet nie World of Warcraft są najlepiej zarabiającymi grami wszech czasów

Niedawno Internet obiegła informacja, że Grand Theft Auto V jest najlepiej zarabiającą grą wszechczasów. Miała ona zarobić więcej niż jakikolwiek inny produkt rozrywkowy.

Osiągnięcie Grand Theft Auto V jest imponujące, choć po trosze z własnego doświadczenia wiem, jak to się stało. Rockstar nie wypuszcza swoich gier od razu na wszystkie dostępne platformy. A gdy już udostępnia grę na kolejną, to dodaje coś unikalnego, czego nie było poprzednio – tym samym zachęcając do zakupu gry ponownie.

Sprzedać to samo kilka razy

Tak było właśnie z Grand Theft Auto V: w rok po premierze gry na, wtedy, aktualną generację konsol Playstation 3 oraz Xbox 360, firma wypuściła grę ponownie: tym razem na nową generację (Xbox One oraz Playstation 4). Aby zachęcić do ponownego zakupu, wprowadzono usprawnienia graficzne oraz nowy tryb z widokiem w pierwszej osobie. Tym sposobem produkcja ponownie się sprzedała. Kupowali ją również gracze, którzy w międzyczasie wymienili sprzęt do grania.

W kolejnym roku premiery doczekali się gracze korzystający z PC. Specyfika grania na PC gwarantowała najlepsze możliwe efekty specjalne oraz wsparcie dla modów umożliwiających modyfikowanie gry przez fanów. I co? Kolejny sukces sprzedażowy.

Zauważcie że ten sam schemat powtarzał się również z Grand Theft Auto IV, i częściowo również w przypadku poprzednich odsłon. W podobny sposób potraktowano również inne tytuły studia: Red Dead Redemption, oraz LA Noire, wzbogacając gry o efekty z nowych konsol, łącznie ze wsparciem dla 4K.

A jednak nie najlepiej zarabiająca

Kilka dni po tym, jak prawie wszyscy napisali o Grand Theft Auto V jako o najlepiej zarabiającej grze, w sieci zaczęły pojawiać się sprostowania. Szybko doliczono się, że najlepiej zarabiającą grą może być jednak World Of Warcraft. W porównaniu do 6 miliardów dolarów, jakie przyniósł produkt Rockstara, MMORPG od Blizzarda wypada lepiej ze swoimi 10 miliardami przychodu.

Istnieją też inne produkty rozrywkowe, które potrafią osiągnąć całkiem niezłe przychody – na przykład szacuje się, że League Of Legends może przynosić nawet dwa miliardy rocznie!

Jednak poszukując informacji na ten temat, natrafiłem na coś jeszcze bardziej zaskakującego. Otóż najlepiej zarabiającą grą okazał się być Space Invaders! Tak, ta gra, sprzed 40 lat, która, co prawda wychodzi na każdą kolejną platformę, ale nie bije rekordów sprzedaży. Jednak na oryginalnych maszynach arcade, czyli na tzw. automatach, miała zarobić (po uwzględnieniu inflacji) aż 13,9 miliardów dolarów.

Jak to możliwe? Najmłodszym czytelnikom muszę przypomnieć w jaki sposób ten produkt od Midwaya zarobił aż tyle.

Otóż w tamtych czasach powszechne były… mikropłatności.

Tak, nie są one wcale plagą ostatnich la! Wtedy właśnie by kontynuować grę po prawie każdej porażce, musieliśmy wrzucić kolejną monetę (ćwierć dolara w USA, oraz odpowiednik w lokalnych walutach – w Polsce w latach PRL było to 20 złotych). Tym sposobem gra tak wciągająca jak Space Invaders, mimo że sprzedawana raz jako automat, mogła zarobić miliardy na rzeczywistych mikropłatnościach.

Sorry, Rockstarze. Mam jednak nadzieję ze nie wbudujesz do kolejnego GTA mikropłatności w stylu Invaders…

Dołącz do dyskusji

Advertisement