Rak polskiego biznesu

Felieton/Biznes 30.04.2018
Rak polskiego biznesu

Rak polskiego biznesu

30 kwietnia 2018 r. to dzień, w którym udało nam się wyegzekwować ostatnią płatność za fakturę z 2017 r. 5 miesięcy po terminie płatności, bo wystawiona była w listopadzie.

Przyjmijmy na poczet łatwości tego wyliczenia, iż była to faktura na kwotę 10 tys. zł netto. Jako przedsiębiorca, przez 5 długich miesięcy praktycznie kredytowałem tę fakturę na kwotę… 4,2 tys. zł. Skąd taka suma? Otóż do 20 grudnia musiałem od niej zapłacić 19-proc. podatek dochodowy, czyli 1,9 tys zł (jestem osobą fizyczną prowadzącą działalność gospodarczą na liniowym podatku dochodowym) oraz do 25 grudnia 23 proc. podatek VAT, czyli 2,3 tys. zł. Nie dość więc, że nie zarobiłem 10 tys. zł, to jeszcze sam musiałem wyłożyć 4,2 tys., by księgowo obsłużyć ten wirtualny przychód.

Mówimy tu tylko o zaledwie jednej zaległej fakturze. Prawda jest jednak taka, że grubo ponad połowa faktur nie jest płacona w terminie, a 1/3 z nich to zaległości ponad 3-miesięczne. Kwota “kredytowania” swoich własnych przychodów w wielu miesiącach robi się więc naprawdę niebagatelna.

Czy to normalne? Nie, to prawdziwy rak polskiego biznesu, który potrafi zabić nawet najlepiej prowadzone przedsiębiorstwa

Wyobraźmy sobie bowiem sytuację, w której w grę wchodzą milionowe faktury przychodowe. Tak jest na przykład w przemyśle ciężkim, który zazwyczaj operuje na gigantycznych kwotach, ale niskich marżach, więc obsługa kilkumilionowych podatków VAT i dochodowych z niezapłaconych faktur przychodowych może być zabójcza dla płynności organizacji. No bo spółka może nie mieć wolnych środków na zabezpieczenie podatków od przychodów.

A urzędy skarbowe bezwzględnie oczekują płatności podatków na czas. Spóźnisz się o dzień z przelewem podatku dochodowego – masz problem. Nie odprowadzisz należnego VAT-u przez miesiąc, czy dwa – masz problem gigantyczny. Wpadasz w spiralę odsetek, upomnień, kar. Niszczysz sobie reputację, w przyszłości będziesz miał wielki problem, by uzyskać jakiekolwiek finansowanie pomocnicze, na przykład w postaci kredytu. Urząd nie pyta, czy otrzymałeś płatność za swoją fakturę przychodową. Urząd wymaga przelewu. Natychmiast.

Skąd bierze się problem?

W większości przypadków – ale nie we wszystkich, o czym za moment – tworzy się spirala zaległości.

Weźmy przykład z medialnego podwórka, na którym działa Spider’s Web. Naszymi klientami są głównie domy mediowe i agencje reklamowe, które obsługują lokalne oddziały globalnych firm technologicznych (oczywiście to dość daleko idące uogólnieniem, ale dobre na poczet niniejszego wywodu). Dom mediowy może podpisywać z nami umowy w dobrej wierze, obiecując na piśmie, że zapłaci w 14, czy 21 dni po terminie wystawienia faktury. Jednak potem okazuje się, że dom mediowy nie dostał przelewu transzy zadeklarowanego budżetu od lokalnego przedstawiciela globalnej firmy. Z kolei ten polski oddział twierdzi, że nie dostał na czas funduszy od swojej lokalnej europejskiej centrali, a ta europejska centrala nie dostała od spółki-matki z Azji.

Nie ma wtedy znaczenia, że naszym klientem jest de facto dom mediowy i nie powinno nas obchodzić, jakie problemy ma z wyegzekwowaniem przelewu zadeklarowanego budżetu od producenta. To samo może bowiem powiedzieć dom mediowy o europejskiej centrali danego producenta… Jeden tryb w spirali nie zadziała i cały łańcuch pokarmowy się wysypuje.

Niestety zdarzają się też sytuacje patologiczne innego typu

Są bowiem takie podmioty na rynku medialnym, które… nie płacą swoim kontrahentom na czas specjalnie. Pomyślmy – wygrywając budżety reklamowe danego producenta, agencje często dysponują dziesiątkami milionów złotych. Zamiast przelewać je wydawcom, oczywiście po odtrąceniu swojej marży, wolą obracać dużą kwotą na rynku finansowym, by na niej zarabiać. Każdy miesiąc opóźnienia w przelewach do podmiotów końcowych może oznaczać grube setki tysięcy złotych dodatkowego zysku.

A wydawcy, czyli podmioty na samym dole łańcucha pokarmowego, nie powiedzą takiej agencji: gdzie jest moja kasa, wy skurw…., bo boją się, że utracą ewentualne kontrakty w przyszłości. Godzą się więc po cichu na to, że będą kredytować swoje przychody przez długie miesiące, modląc się, żeby w końcu wszystkie zaległe płatności zostały opłacone.

Od lat słyszymy o tym, że kolejne rządy próbują jakoś rozwiązać problem zatorów płatniczych

Że zmieni się moment konieczności zapłaty podatku VAT z daty wystawienia faktury na datę otrzymania przelewu. Że urzędy skarbowe łagodniej będą traktować przedsiębiorców, którzy nie otrzymują płatności na czas. Tymczasem nic się nie dzieje i problem jest coraz poważniejszy. I to taki, który dotyka wszystkie firmy, niezależnie od wielkości.

Jednak najbardziej narażone na negatywne skutki tej patologii są przedsiębiorstwa, które są w szybkiej fazie wzrostu przychodów. Czyli takie, na których państwu najbardziej powinno zależeć.

Dołącz do dyskusji

Advertisement