Marcin Prokop i jego osiem elementów budujących markę osobistą

Artykuł/Biznes 27.04.2018
Marcin Prokop i jego osiem elementów budujących markę osobistą

Marcin Prokop i jego osiem elementów budujących markę osobistą

Akademia Zafirmowani.pl Alior Banku nie zwalnia w edukacji przedsiębiorców o najnowszych regułach prowadzenia działalności gospodarczej. Jednym z wykładowców jest Marcin Prokop, dziennikarz, kojarzony bardziej z lifestyle’owym działem tej profesji. Okazuje się, że jeden z najwyższych celebrytów w Polsce ma solidne przygotowanie i równie spore doświadczenie w biznesie.

Marcin Prokop zaczął swój wykład nietypowo. Przytoczył jedną z opinii internetowych w odpowiedzi na informację o jego udziale w Akademii Zafirmowani.pl. Autor komentarza poddawał w wątpliwość ekonomiczno-biznesowe przygotowanie prelegenta Prokopa, znanego mu jedynie z telewizji śniadaniowej. I on ma uczyć o marce osobistej? Jak to tak?

Dziennikarz, ale nie z wykształcenia.

Dziękuję za to pytanie. Sam bym je zadał – stwierdził dziennikarz.

Kolejne minuty poświęcił na przekonanie tak autora opinii, jak i licznych słuchaczy wykładu, że jednak jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.

Mimo że kojarzony w pierwszej kolejności z dziennikarstwem, jego wykształcenie nie ma nic wspólnego z tym zawodem. Ukończył bowiem finanse i bankowość w Wyższej Szkole Bankowości i Ubezpieczeń w Warszawie.

Po studiach kilka miesięcy pracował w jednym z banków, ale szybko zdecydował się spróbować własnych sił w biznesie. Jednym z jego pomysłów na działalność gospodarczą była produkcja witaminizowanego pokarmu dla łabędzi. Polegał on na robieniu nocą z czerstwego pieczywa małych kuleczek, a za dnia przekonywaniu, że zdrowszej i smaczniejszej karmy dla łabędzi po prostu nie ma.

Dzisiaj Marcin Prokop na koncie parę produkcji telewizyjnych, kilka wydanych książek. Był naczelnym m.in. Machiny i Przekroju. Jednym z jego wielu działań pobocznych jest Agencja Mówców Powerspeech.pl.

Marka osobista – z czym to się je?

To nie jest opowieść o tym, jak zrobić najlepszą stronę na Facebooku, czy jak ma wyglądać logo. To tak naprawdę są rzeczy trzeciorzędne. A najważniejsza jest baza. Tą jest zestaw cech, które chcemy w sobie rozwijać – taką definicję “marki osobistej” zaproponował Marcin Prokop.

Według dziennikarza, by móc to osiągnąć trzeba koniecznie spełniać kilka warunków, a dokładnie osiem.

Numer jeden – wiedza

Chyba nikt nie ma dzisiaj wątpliwości, że ilość informacji, którymi jesteśmy codziennie bombardowani, przekroczyła już dawno masę krytyczną. Treści użytecznej, faktycznie pogłębiającej naszą wiedzę jest tyle, co kot napłakał.

No to co robić? Przede wszystkim korzystać ze sprężyny: technologii, której geometryczny postęp – zdaniem Marcina Prokopa – postawi nas za chwilę przed obliczem kolejnej rewolucji przemysłowej.

W pogoni za krążkiem.

Kiedy zapytałem największego hokeistę wszechczasów, jakim dla wielu jest Wayne Gretzky, jaka jest tajemnica jego sukcesu, to usłyszałem, że on nigdy nie zastanawiał się, gdzie jest krążek. Za to starał się zawsze być tam, gdzie ten krążek będzie za dwie, trzy sekundy – przytoczył przykład Marcin Prokop.

Zdaniem dziennikarza podobnie jest z dzisiejszą technologią, z której jak nie będziemy korzystać, to zostaniemy na peronie, a pociąg kreujący przyszłość twego świata po prostu odjedzie.

Numer dwa – kreatywność

Drugim elementem budującym markę osobistą jest, zdaniem Marcina Prokopa, kreatywność, którą upatruje w działaniach pozbawionych lęku przed popełnieniem błędu.

Prokop podał przykład przytomności umysłu i kreatywności jednego z pracowników marketingu znanej polskiej producenta AGD. Na co dzień korzystał z aplikacji wyławiającej z sieciowej treści te informacje poświęcone firmie, w której jest zatrudniony.

Tak trafił na post w social mediach, w którym jedna mama chwali się zdjęciem tortu urodzinowego dla swojego 4-letniego synka. Tortem jest odkurzacz tej firmy, bo maluch przez swoje pierwsze lata właśnie przy dźwięku tego włączonego urządzenia najchętniej zasypiał.

W reakcji pracownik marketingu zaprosił mamę z chłopczykiem do firmy. Oprowadził ich, opowiedział wszystko i dał nowy odkurzacz. Odzew w sieci liczony był w dziesiątkach milionów reakcji – podsumował Marcin Prokop.

Kreatywność to też oczy szeroko otwarte i otwarta głowa. Wtedy można skutecznie i efektywnie wykorzystywać różne nadarzające się sytuację. Tak jak Alior Bank, którego jeden z oddziałów postanowił wynająć balkon pewnego konkretnego, warszawskiego mieszkania.

Niby nic, nawet może śmieszne, tyle że ów balkon był w tle widoku z dziewiątego piętra wieżowca, gdzie mieści się studio Dzień Dobry TVN. Operatorzy wili się jak w ukropie, ale i tak nie potrafili bankowego baneru wygonić z kadru.

Numer trzy – odwaga

Trochę każdy z nas lubi narzekać. Na los, życie w ogóle. Bo wtedy jakby lżej na sercu, a jeszcze jak się słyszy inne narzekania, to już samemu nie jest tak źle. A czy nam się to podoba, czy nie bardzo często bywa, że głównym reżyserem naszego losu jesteśmy my sami i budujemy go z niewykorzystanych okazji, z przespanych momentów.

Co może odwaga zdziałać w naszym życiu i budowaniu własnej marki najlepiej pokazuje przykład Heleny Norowicz, która przystaje na korytarzu teatralnym na propozycję duetu znanych polskich projektantów i ni stąd ni zowąd zostaje w wieku 80 lat modelką.

Z kontraktem z zagraniczną agencją i odwiedzając już topowe okładki światowej prasy modowej – zaznacza Marcin Prokop.

O tym, że nigdy nie jest za późno, że nie ma co się bać wyzwań kilkadziesiąt tysięcy ludzi, systematycznie przekonuje na swojej stronie na Facebooku i kanale na Youtubie Antoni Huczyński , ponad 90-letni były żołnierz AK.

Jak wnuk pokazuje mu swego czasu Internet, to dziadek nie chce tylko oglądać, ale też dawać do oglądania. Tak powstaje pomysł lekcji przedwojennego fitnessu, który okazał się strzałem w dziesiątkę.

Numer cztery – dla jednych zagrożenie, dla drugich szansa

Umiejętność zaplanowania szans tam, gdzie inni widzą zagrożenia – taką definicję wizji, jako kolejnego elementu budującego osobistą markę, zaproponował Marcin Prokop.

Tak jak w przypadku ekspansji producentów obuwia na rynku afrykańskim. Swoich marketingowców na Czarny Ląd wysłało kilku potentatów. Większość po powrocie stwierdziła, że tam nikt w butach nie chodzi i to rynek nie dla nich.

Ale jeden stwierdził odwrotnie: skoro nie chodzą w butach, to im je dajmy. I firma poszła tym tropem stawiając jednocześnie na kreatywność. Nie zaczęła sprzedawać w Afryce przychodzących pierwszych do myśli sandałów, czy jakiś kaloszy. Postawili na… lakierki dla szamanów.

Sami szamani poczuli się wygodnie i jeszcze bardziej nobilitowani. A inni? Lakierki szamana stały się obiektem pożądania wielu afrykańskich dusz. W efekcie marka tej firmy jest obecnie jedną z najbardziej rozpoznawalnych na kontynencie na południu od Europy.

Numer pięć – potknąłeś się? To wstań i idź dalej

Okazuje się, że 97 proc. startupów kończy swój żywot zanim jeszcze na dobre go rozpocznie. Czemu? Samych pomysłów już mamy nadprodukcję. Problemem jest ich egzekucja. – przekonuje Marcin Prokop.

I trudno się nie zgodzić. Chyba każdy z nas miał taki plan w życiu, z którego zrezygnował już po pierwszym niepowodzeniu. Porwała nas owszem jak najbardziej wizja. Zakochaliśmy się w niej. Ale już w drodze do niej prowadzącej nie za bardzo.

Wytrwałość popłaca – to oczywista oczywistość.

Sytuacja fińskiego producenta gier Rovio po wypuszczeniu na rynek swoich 51 propozycji nie była najlepsza. A dokładnie tak zła, że na zarządzie zaczęto rozważać rozpoczęcie procesu likwidacji. I jakby na pożegnanie postanowili zrobić ostatnią grę, w której udowodnią wszystkim, że potrafią się jednak dobrze bawić.

Dzisiaj Angry Birds jest najczęściej ściąganą aplikacją rozrywkową wszechczasów. Rzecz jasna o likwidacji firmy nie ma mowy.

Sześć lat równa się 720 tysięcy klatek.

Nikt chyba nie mógł lepiej zareklamować wytrwałości zwieńczonej sukcesem, jak szkocki fotograf Alan McFadyen, który przez sześć lat po kilka godzin dziennie czatował w krzakach dla jednego ujęcia, jednej fotografii.

W tym czasie wykonał w sumie 720 tysięcy klatek dla tej jednej, o której usłyszał cały świat – mówi Marcin Prokop.

Numer sześć – nie wstydź się porażek

Od dziecka uważamy, że porażka to powód do wstydu. Tak jest od czasu, kiery do naszych rąk wracała klasówka pokreślona na czerwono przez nauczyciela. Nigdy nie wróciła z zielonymi akcentami tego, co dobre.

Tymczasem porażki i mówienie o nich jest niezłym narzędziem diagnozy. Wiedzą o tym uczestnicy – kadra zarządzająca – cyklu eventów Fuckup Night. Ci ludzie wychodzą na scenę i dzielą się z innymi tym, co im nie wyszło, gdzie się nie powiodło. To pomaga na sprawę spojrzeć z innej strony, dostrzec błędy – przekonuje Marcin Prokop.

Numer siedem – ambicja i presja mogą szkodzić

Ambicja bywa destrukcyjna. Niestety, przekonują się o tym dobrze w Korei Południowej, gdzie w 2012 r. Marcinowi Prokopowi udało się porozmawiać z liderem formacji Psy, która wykreowała przebój Gangnam Style.

Piosenka staje się globalnym hitem. Zajmuje w pewnym momencie 2. miejsce na legendarnej amerykańskiej liście przebojów tworzonej przez muzyczny tygodnik Billboard..

Mimo że nigdy wcześniej utwór muzyczny made in Korea Płd. nie zrobił takiej furory na świecie, na miejscu nie brakuje opinii, że to ciągle mało.

A czemu nie 1. miejsce na liście Billboard – wspomina Prokop.

Numer osiem – nie zapomnij o sobie!

W Korei Południowej panuje powszechna ambicja. Koreańczycy bardzo dużo piją alkoholu, są w światowej czołówce. Podobnie jest z samobójstwami. Nie wytrzymują tego. Tylko tak widzą możliwość zrzucenia codziennej frustracji – tłumaczy Marcin Prokop.

To proste i oczywiste przełożenie. Tym większą mamy szanse na trwały sukces, jeśli oprócz wielu innych rzeczy nie będziemy też zapominać o własnej higienie, rozumianej jako dbaniu o własny komfort i odpoczynek. Bez tego w końcu nie jesteśmy w stanie pomóc innym, dać czegoś od siebie.

I jeszcze tylko podstawowe spoiwo: pasja.

Pasją Marcina Prokopa są m.in. wyścigi samochodowe. W kilku wziął już udział, a pewnie jeszcze więcej przed nim. Na jednym poznał Krystiana Korzeniowskiego.

Chłopak z Bielska-Białej godzinami grał na symulatorze wyścigowym. Tak poznał na pamięć wszystkie najsłynniejsze tory świata. Był dobry, naprawdę dobry. Na tyle, że kiedy do salonu gier, gdzie Krystian wykręcał kolejne rekordowe kółka, wszedł jeden z szefów Volkswagena, to padła propozycja, która zmieniła całe życie młodego bielszczanina.

Na symulatorze był tak szybki, że obserwujący go niespodziewany gość zaproponował mu spróbowanie swoich sił w realu, oczywiście w barwach Volkswagena. I tak zaczęła się niesamowita przygoda z wygranymi wyścigami przez Krystiana, która trwa do dzisiaj – twierdzi Marcin Prokop.

Marka osobista to sztuka dzielenia się sobą.

Na koniec wykładu dziennikarz przytoczył historię Alessandro Zanardiego, utalentowanego kierowcy Formuły 1, który uległ bardzo poważnemu wypadkowi na torze. Przeżył, ale amputacja obu nóg niestety była konieczna.

Pierwszym pytaniem po przebudzeniu po operacji Alessandro było: kiedy będzie mógł się znowu ścigać. Na słowa lekarza, że nigdy, bo nie ma nóg, od razu dopytywał o protezy. A jak usłyszał, że takich nie ma, to stwierdził, że w takim razie trzeba je stworzyć.

Wsiąkł w temat całkowicie. Dzięki stworzonym protezom znowu się ścigał i znalazł nową pasję: parakolarstwo. W tej dyscyplinie na paraolimpiadzie w 2012 roku zdobył dwa złote medale. Ale założył też fundację, która kupuje protezy dla dzieci po wypadkach. Bo marka osobista to też umiejętność dzielenia się sobą. Nie można budować jej tylko dla siebie, ale też żeby dawać energię, inspirację, nadzieję innym – nie ma co do tego wątpliwości Marcin Prokop.

Wykład Marcina Prokopa odbył się w ramach szkolenia z cyklu Akademii Zafirmowani.pl pn. “Budowanie marki osobistej dźwignią rozwoju Twojego biznesu”, które zorganizowano w Hotel Park Inn by Radisson w Krakowie.

ZapiszZapisz

Dołącz do dyskusji