WD My Book Duo to stacjonarny mistrz kopii zapasowych – recenzja

Recenzja/Technologie 29.03.2018
WD My Book Duo to stacjonarny mistrz kopii zapasowych – recenzja

WD My Book Duo to stacjonarny mistrz kopii zapasowych – recenzja

Miejsca na dane nigdy za wiele. Szczególnie teraz, gdy nawet proste wideo nagrane smartfonem potrafi ważyć wiele gigabajtów, a nowoczesne komputery sprzedawane są z szybkimi, ale niezbyt pojemnymi napędami SSD. Świetnym remedium na brak miejsca jest WD My Book Duo.

WD My Book Duo to przedstawiciel wymierającego gatunku. W dobie chmury mało kto magazynuje dane lokalnie, a streaming filmów i muzyki skutecznie zminimalizował ilość miejsca na cyfrową rozrywkę, jaką w innym razie musielibyśmy przeznaczyć na dysku.

Nie każdy jednak chce przekazywać swoje pliki na serwery korporacji technologicznych, a też z racji niewielkich pojemności napędów SSD współczesnych komputerów wiele osób chce rozszerzyć ich pojemność dyskiem zewnętrznym. I nie zapominajmy też o tych, których praca wymaga operowania na ogromnych ilościach danych.

Tutaj z pomocą przychodzi rozwiązanie typu DAS (directly attached storage) czyli – innymi słowy – zewnętrzny dysk twardy.

WD My Book Duo rozwiązuje problem braku miejsca. I przy tym dobrze wygląda.

Poprzednie generacje stacjonarnych dysków WD nie były przesadnie urodziwe, delikatnie mówiąc. Nie żeby dysk twardy musiał być piękny, ale skoro magazyn danych ma stać na widoku, to lepiej, żeby cieszył oko.

Nowy WD My Book Duo zdecydowanie cieszy oko. Plastikowa obudowa jest w połowie matowa, w połowie błyszcząca, a miejsce zetknięcia obydwu tworzyw znaczy podłużna dioda jarząca się na biało.

Dzięki temu My Book Duo prezentuje się naprawdę stylowo, choć tę błyszczącą część plastiku trzeba od czasu do czasu wytrzeć z kurzu, bo jest on na niej bardzo widoczny.

Najważniejszym jednak pozostaje to, co w środku. Jak sama nazwa wskazuje, wewnątrz magazynu danych WD znajdziemy dwa dyski twarde. Są to napędy WD RED NASware 3.0, przeznaczone do bezawaryjnej pracy 24/7. W przypadku mojego egzemplarza mowa o jednostkach liczących 6 TB pojemności, ale WD My Book Duo możemy zamówić w konfiguracjach od 4 do 20 TB.

Sposób pracy obydwu dysków możemy skonfigurować wewnątrz oprogramowania WD – domyślnie ich tryb pracy to Raid 0, czyli dwa dyski odczytywane jako jeden. Taki układ daje nam najwięcej przestrzeni i największą prędkość odczytu/zapisu, ale za to nie gwarantuje pełnego bezpieczeństwa danych.

Osobiście od razu przestawiłem dysk w tryb RAID 1 – w ten sposób niejako mamy dostęp tylko do jednego dysku, a drugi służy do równoległego zapisu danych. W razie – odpukać – awarii macierzy, dane pozostają nienaruszone na drugim dysku. Niestety w zamian tracimy połowę pojemności.

Oczywiście jest też opcja przestawienia DAS-a w tryb JBOD, by dyski czytane były jako niezależne magazyny, na których możemy trzymać różne dane. Tracimy wtedy jednak zarówno prędkość i jak i dodatkowe zabezpieczenie informacji.

Co potrafi WD My Book Duo?

Cóż… to magazyn danych. Tylko tyle i aż tyle. Po podłączeniu macierzy przewodem USB-C do komputera (w zestawie są dwa przewody: USB-C do USB-C i USB-C do USB-A) WD My Book Duo wyświetla się w eksploratorze Windows lub Finderze jako osobny dysk. Możemy na niego przenosić dane i korzystać z nich jak długo urządzenie jest podłączone do komputera.

Z tyłu obudowy są też dwa dodatkowe porty USB 3.1, w które możemy podpiąć kolejny dysk lub pendrive.

Tak naprawdę jedyną, ale też niezwykle ważną dodatkową funkcją WD My Book Duo jest aplikacja WD Backup.

Użytkowników komputerów Apple’a pewnie ona nie zainteresuje – dla nich WD oferuje kompatybilność z Time Machine. Jednak posiadacze komputerów z Windowsem wraz z dyskiem WD otrzymują fantastyczny mechanizm do tworzenia kopii zapasowych.

Konfiguracja jest bajecznie prosta – wybieramy synchronizowane foldery, częstotliwość robienia kopii i gotowe: dane z komputera będą zawsze bezpiecznie zdublowane na dysku zewnętrznym.

Co ciekawe, WD Backup pozwala też na kopiowanie zawartości komputera do konta Dropbox, czyli daje nam kolejny poziom zabezpieczenia danych, niejako tym samym realizując zasadę trzymania danych w trzech miejscach naraz (na dysku wewnętrznym, na nośniku zewnętrznym i na nośniku zewnętrznym poza miejscem pracy).

Czego nie potrafi WD My Book Duo?

Przede wszystkim – nie jest mobilny. Dlatego jest to urządzenie skierowane do bardzo, bardzo wąskiej niszy odbiorców, którzy zamiast dysku, który mogą wrzucić z laptopem do torby, potrzebują takiego magazynu danych, który będzie mógł pracować non-stop, tyle że nie ruszając się z miejsca.

WD My Book Duo nie jest też dyskiem sieciowym, więc nie możemy używać go jako domowej chmury, jak WD My Cloud Home.

Wreszcie WD My Book Duo średnio sprawdzi się też do pracy z danymi bezpośrednio na dysku. Choć prędkość transferu danych wynosi około 300 mb/s (zapis i odczyt) to próba montażu wideo z plików zapisanych na macierzy kończyła się częstymi przycięciami. Nie zaryzykowałbym też instalacji gier na tym dysku – tutaj znacznie lepiej sprawdzi się zewnętrzny napęd SSD.

WD My Book Duo nie został jednak zaprojektowany do tych zadań. To urządzenie powstało po to, by przechowywać nasze dane. I z tego zadania wywiązuje się znakomicie.

Muszę niestety nadmienić, że choć przez większość czasu DAS od WD pracuje praktycznie bezgłośnie (wyjąwszy cichutki szum wentylatora), to w losowych momentach potrafi nieprzyjemnie „zachrumkać”, jak to napędy HDD mają w zwyczaju. Szkoda, że konstrukcja nie jest dodatkowo wytłumiona, aby zniwelować te irytujące „pochrumkiwanie”.

Ile to kosztuje?

Jak na podwójny magazyn danych ceny są rozsądne. Za wersję 4 TB zapłacimy 1100 zł. Najdroższy, 20-terabajtowy wariant to koszt około 2600 zł. Testowany przeze mnie egzemplarz o pojemności 12 TB kosztuje zaś 1900 zł.

Biorąc pod uwagę fakt, iż wewnątrz pracują niezawodne dyski WD NASware 3.0, WD My Book Duo jest prawdopodobnie zakupem na długie lata. Cenę DAS-a uważam za jak najbardziej rozsądną, szczególnie gdy założymy, że będziemy nań przechowywać dane o wielokrotnie wyższej wartości.

Jak to mówią – świat dzieli się na tych, którzy wykonują kopie zapasowe i tych, którzy dopiero będą. Lepiej czym prędzej dołączyć do tej pierwszej grupy, zanim zmusi nas do tego przykre doświadczenie z utratą danych.

Dołącz do dyskusji

Advertisement