Taki Dropbox, tyle że szybszy i tańszy. WD My Cloud Home Duo – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Sprzęt 02.11.2017
Taki Dropbox, tyle że szybszy i tańszy. WD My Cloud Home Duo – recenzja Spider’s Web

Taki Dropbox, tyle że szybszy i tańszy. WD My Cloud Home Duo – recenzja Spider’s Web

WD już od pewnego czasu forsuje pomysł na prywatne, domowe chmury, dzięki którym nie będziemy zależni od kaprysów wielkich korporacji. My Cloud Home Duo jest kolejnym krokiem w tym kierunku. Całkiem udanym.

– Tylko nie nazywaj tego NAS-em! – powiedział mi w zasadzie każdy jeden przedstawiciel WD, z którym rozmawiałem na temat tego produktu. No ale cóż poradzę. My Cloud Home Duo może i jest „prywatną, domową chmurą”, jakby chciał ją określać jej producent. Ale przecież właśnie tym jest urządzenie NAS. Dlaczego więc tak bardzo WD zależy, by nie łączyć My Cloud Home z konkurencją w tej kategorii?

Prostota obsługi jest na to pytanie odpowiedzią. Nieważne czy używasz sprzętu Synology, D-Linka, Qnapa czy jakiegoś innego, jego konfiguracja bywa często niemałym problemem. Sprawienie, by działało równie wygodnie co taki Dropbox czy OneDrive, to długie i żmudne czytanie plików pomocy i klikanie w panelach konfiguracyjnych. My Cloud Home jest tak prosty, że… nie ma nawet w widocznym miejscu przycisku zasilania. Bo przecież, jak argumentuje WD, chmury się nie wyłącza, więc ten przycisk jest zbędny. Jakbyśmy bardzo chcieli je wygasić, musimy to zrobić za pomocą aplikacji (webowej bądź natywnej) lub sięgnąć do tyłu urządzenia.

Faktycznie, tak łatwo jeszcze nie było.

Co należy zrobić, by uruchomić i skonfigurować WD My Cloud Home do pracy? Podłączyć go do prądu i kabla Ethernet, odwiedzić witrynę o krótkim adresie internetowym, wpisać dołączony do urządzenia kod aktywacyjny i… już. Nawet nie wiem kiedy – dowiedziałem się tego podczas późniejszej analizy – My Cloud Home Duo zainstalował sobie najnowszy firmware, skonfigurował usługi i w kilkadziesiąt sekund od wpisania kodu był już gotowy do pracy.

Samo urządzenie wygląda ślicznie. NAS-y zazwyczaj chowamy gdzieś po szafkach czy strychach, bo zazwyczaj są prostymi, plastikowymi klocami. Tymczasem WD My Cloud Home Duo jest śliczny. Ocena wyglądu to naturalnie rzecz gustu, ale nawet ktoś o innym smaku przyzna, że WD przynajmniej się postarał, by urządzenie to wyglądało tak, by nie trzeba było go usuwać z pola widzenia.

Testowana odmiana NAS-a to dwuzatokowy WD My Cloud Home Duo z dwoma dwuterabajtowymi dyskami WD Red na pokładzie. Domyślnie urządzenie pracuje w trybie RAID 1, można jednak podwoić dostępną pojemność – i zmniejszyć bezpieczeństwo danych – w łatwy sposób przełączając się na tryb JBOD. Możemy też dodatkowo podłączyć pamięć masową przez porty USB 3.0.

WD zrobił wszystko, by My Cloud Home Duo działał jak chmura, nie jak NAS.

Funkcje są wręcz identyczne. My Cloud Home Duo potrafi automatycznie synchronizować wskazane foldery na naszym komputerze i tworzyć ich kopie w swojej pamięci. Może też przechowywać dane, które nie będą synchronizowane z urządzeniami, a będą dostępne zdalnie. Może też funkcjonować jako dysk sieciowy traktowany przez desktopowy system jak natywny.

Podobnie sytuacja wygląda również na urządzeniach mobilnych. Aplikacja WD – jeśli ją zainstalujemy na naszym sprzęcie z Androidem lub iOS-em – będzie synchronizowała na bieżąco dane i wysyłała je do naszego My Clouda. Możemy więc zdecydować, na przykład, by zdjęcia z rolki aparatu nie były wysyłane tylko do Zdjęć Google czy OneDrive’a, ale również i do naszej prywatnej chmury.

WD My Cloud Home Duo recenzja

Co ciekawe, My Cloud Home Duo może funkcjonować również jako mirror dla naszej publicznej chmury. Urządzenie na nasze życzenie będzie na bieżąco synchronizować się z Dropboksem, Dyskiem Google, OneDrive’em, Boksem, Facebookiem i Zdjęciami Google tworząc lustrzane odbicie tego, co przechowujemy w tamtych chmurach.

Podobnie jak w przypadku publicznych chmur, również i na My Cloud Home Duo bez problemu możemy udostępnić pliki lub foldery naszym znajomym celem wspólnej pracy na danych.

WD My Cloud Home Duo recenzja

Właściwie jedyną usługą, która bardziej kojarzy się z NAS-ami niż chmurami, jest Plex. A więc popularny serwer multimediów, posiadający aplikacje klienckie na prawdopodobnie każdy dostępny na rynku system operacyjny na dowolnym urządzeniu. Nasze nagrania wideo zgromadzone w pamięci urządzenia można dzięki temu wygodnie odtworzyć na telewizorze czy konsoli. W przypadku urządzeń mobilnych możemy też odtwarzać filmy za pomocą aplikacji od WD.

Jedna istotna wada – do zdecydowanej poprawy.

WD My Cloud Home Duo działa zazwyczaj szybko i sprawnie. Kopiowanie wielu małych plików nie obciąża procesora w urządzeniu, a te duże wysyłane są w zasadzie w takim tempie, na jakie nasz domowy ruter pozwoli. Pod warunkiem, że używamy aplikacji webowej lub za pomocą interfejsu mapowania dysku sieciowego. NAS bez mrugnięcia okiem transkoduje też wideo, nawet to w 4K, jest przy tym bardzo cichy. Aplikacja webowa czy aplikacje mobilne są leciutkie, intuicyjne, szybciutkie. Wzorowo opracowane. Poza jedną.

By ułatwić nam życie, WD dołącza do urządzenia aplikację WD Discovery. A ta… no cóż, nie działa. Jej podstawowym zadaniem jest głębsze integrowanie urządzenia z systemowym menadżerem plików na desktopie. Dzięki niemu My Cloud Home Duo dla systemu jest nieodróżnialny od lokalnego dysku twardego. Na moim głównym tablecie do pracy z Windows 10 aplikacja ta… nie chciała się zainstalować. Klikam na instalator i… nic się nie dzieje.

Niezrażony zainstalowałem ją na starszym, pożyczonym laptopie z Windows 10. Aplikacja się zainstalowała, ale prędkość kopiowania plików na NAS-a zmalała do niewytłumaczalnego i nieakceptowalnego poziomu. Na dodatek po jej instalacji – a podczas tej instalacji Windows kilkukrotnie się pyta, czy na pewno chcę ten program zainstalować – wielokrotnie zaczął się restartować proces Explorer.exe. Nie sprawdzałem jej działania na macOS.

Po co mi WD My Cloud Home Duo, skoro mam już chmurę w Sieci?

To, niestety dla tego produktu, jest bardzo dobrym pytaniem. Co więcej, WD nie jest w stanie mi udzielić takiej praktycznej, coś znaczącej odpowiedzi. „Twoje dane należą do ciebie” – to prawda, ale nie czuję dyskomfortu, że mój usługodawca je indeksuje. To dobry argument dla osób mających bardzo, bardzo prywatne rzeczy w swoich dokumentach, niedopuszczalne do odczytu nawet przez automatyczne skrypty usługodawcy. Ale i na to są sposoby.

„Chmury są kapryśne w działaniu, czasem mają awarie” – to również prawda. Bardzo rzadko, ale zdarza się, że taki Dropbox czy OneDrive są na 2-3 godziny niedostępne, bo usługodawca ma problem. Nie jestem jednak pewien, czy brak prądu u mnie w domu czy problemy mojego dostawcy internetowego nie równoważą tych rzadkich awarii. Na dodatek w centrum danych usługodawców dane są rozproszone, więc w razie awarii takiego centrum są raczej i tak bezpieczne.

Argumenty widzę jednak dwa.

Po pierwsze, jeżeli znajdujemy się w zasięgu tej samej sieci lokalnej co My Cloud Home, transfer danych z oczywistych względów jest znacznie szybszy, co przekłada się na większą wygodę. Drugim argumentem jest koszt.

My Cloud Home dostępny jest w licznych konfiguracjach pamięciowych. Jedno- lub dwuzatokowe modele dostępne są z dyskami od 2 TB do 8 TB sztuka. Testowany model – z dwoma dwuterabajtowymi dyskami – to jednorazowy wydatek w wysokości około 1500 zł. Dla porównania, terabajt w Dropboksie to opłata grubo ponad 400 zł rocznie. Czyli już po dwóch latach taki Dropbox zaczyna być znacznie droższy.

My Cloud Home Duo faktycznie nie jest NAS-em. Jest na to zbyt prymitywny. Jest za to bezproblemowy, działa od razu, nie wymaga żadnego zaawansowania technicznego do jego obsługi, jest cichy, szybki i – relatywnie – tani. Czy jest konkurencją dla urządzeń Synology czy Qnap? Niezupełnie. Jest to jednak świetna propozycja dla tych, którzy rozważają wykupienie kilku terabajtów chmury w Microsofcie, Google’u czy u innego usługodawcy. Szybki dostęp do danych w domu jest wielką zaletą, a skoro możemy mieć to taniej i mieć nad tym pełną kontrolę, to… zaczyna być to coraz bardziej interesujące.

Na tyle, że zdecydowanie polecam waszej uwadze chmurę od WD. Nie, nie NAS-a. Nie postawimy tu serwera FTP czy DLNA. Chmurze. Takiej jak OneDrive czy Dysk Google. Tyle że tańszej, szybszej i zapewniającej nam pełną kontrolę nad naszymi danymi.

Dołącz do dyskusji

Advertisement