Wykluczenie na tle religii, czyli jak mniejszość jest zmuszana do posłuszeństwa

Felieton/Media 02.03.2018
Wykluczenie na tle religii, czyli jak mniejszość jest zmuszana do posłuszeństwa

Wykluczenie na tle religii, czyli jak mniejszość jest zmuszana do posłuszeństwa

Przyszłość jest trudna do przewidzenia, ale są wskazówki, które pozwalają nam wywnioskować jak może wyglądać.

Główną wskazówką jest współczesna edukacja, bo to ona “wyprodukuje” przyszłych liderów, polityków, przedsiębiorców, innowatorów, pracowników i obywateli. Niestety, przyszłość Polski nie wygląda dobrze, a pozwolenie katechetom na zostawanie wychowawcami to utwardzanie tej nieciekawej przyszłości.

Religia w szkołach nie powinna być kontrowersyjnym tematem, niezależnie od tego, po której politycznej stronie się stoi.

Nawet ta nasza tak zwana prawa strona powinna mieć szacunek do religii jako czegoś intymnego, czego przeżywanie w szkole, wśród zgiełku, kolegów i koleżanek z klasy, tak pomiędzy przerwami, na które czeka się z niecierpliwością, jest lekko nie na miejscu. Nie wspomnę nawet o finansowaniu.

W tym gruntowaniu jednej religii jako religii państwowej martwi mnie przede wszystkim pęd do wykluczania ludzi i dzieci, które nie są częścią polskiego katolickiego nurtu światopoglądowego. Zmuszanie dzieci, które nie pochodzą z katolickich rodzin do uznania nauczyciela mianowanego przez biskupa, nauczyciela który – a każdy kto uczęszczał w Polsce na religię w szkole wie że katecheci częściej niż rzadziej mają tendencje do nawracania czy przekonywania do swoich poglądów i wiary – całym swoim istnieniem reprezentuje jedną zorganizowaną religię jest nieco okrutne.

Nie dość, że niekatolickie dzieci na co dzień muszą borykać się z rówieśniczym wykluczeniem na tle religii (nie idziesz do komunii? Nie będziesz miał prezentów?!), teraz ma to odbywać się także na szeroką skalę w szkole. Nie chodzisz na religię? I tak będziesz musiał mieć zajęcia z katechetą. Katechetą. którego główną kwalifikacją jest ukończenie szkoły teologicznej (teologia zajmuje się wyjaśnianiem świata w kontekście istnienia Boga i twierdzenie, że to nauka, jest nieco naciągane) i błogosławieństwo przedstawiciela kościoła katolickiego.

Nie byłoby świata takiego, jaki znamy dziś, gdyby nie epoka Oświecenia.

To w Oświeceniu tkwią wszystkie korzenie współczesnego postępu, sekularyzacji prowadzącej do rozwoju demokracji, ale też reformy katolicyzmu, czy w ogóle religii, które przestały stać w sprzeczności z tak zwanym rozumem. To odseparowanie religii od nauki i przyjęcie wiary jako czegoś prywatnego i intymnego nie tylko popchnęło rozwój świata, ale też zapewniło religii możliwość przetrwania.

Jedną z najważniejszych wartości zdrowego społeczeństwa jest szacunek dla mniejszości i godzenie mniejszości i większości pod sztandarem jednego Państwa. Będąc w większości warto zawsze pomyśleć “co by było, gdybym to ja był mniejszością, a dzisiejsza mniejszość była większością?”. Takie proste ćwiczenie i odrobina posiadanej i wyuczonej empatii pozwala spojrzeć na świat z innej perspektywy i zastanowić się, dlaczego tak bardzo upieramy się przy stanowiskach pokazujących siłę i dominację.

Dzisiejszy pęd do dominacji niekatolików, zmuszania wszystkich do podporządkowania się przejawom katolicyzmu nawet w publicznie fundowanych szkołach może skończyć się dwojako. Być może za 10, 20 czy 50 lat pokolenia wychowane w tym systemie będą miały dosyć i zbuntują się odrzucając religię całkowicie. Być może jednak religia wychowa pokolenia przyszłych wojowników o dominację i czeka nas przyszłość bliższa rewolucji w Iranie niż rewolucji oświeceniowej.

Wiem, że katolicy czują się atakowani propozycjami wypowiedzenia konkordatu czy wyprowadzeniu religii ze szkół.

Co jednak najciekawsze, najczęściej są to katolicy, którzy wychowali się w szkołach bez religii. Nie bez powodu ich wiara jest taka silna.

Wciąż wierzę, że możliwe jest współistnienie religii i społeczeństwa opartego na wartościach oświeceniowych, które nie neguje tego, że ziemia jest okrągła czy ewolucji. Problem w tym, że zamiast rozmawiać z otwartymi umysłami i szacunkiem, wszyscy czujemy się atakowani, więc okopujemy się na swoich pozycjach.

Nie musi tak być, możemy współistnieć, ale nie wtedy, gdy wychowawcami w publicznych szkołach będą katecheci. Nie gdy mniejszość będzie zmuszana do posłuszeństwa.

Dołącz do dyskusji

Advertisement