“Lubię moment, gdy staję na podium i przyjmuję gratulacje od pokonanych graczy.” Rozmawiamy z Luzem o e-sportowej rzeczywistości

Artykuł/Gry 03.03.2018
“Lubię moment, gdy staję na podium i przyjmuję gratulacje od pokonanych graczy.” Rozmawiamy z Luzem o e-sportowej rzeczywistości

“Lubię moment, gdy staję na podium i przyjmuję gratulacje od pokonanych graczy.” Rozmawiamy z Luzem o e-sportowej rzeczywistości

Ma dwie ksywki: Luz, bo nigdy się nie stresuje i Pesteczka, bo nawet z karabinu strzela pojedynczymi nabojami. Zapraszam na wywiad z jednym z najciekawszych, profesjonalnych graczy w CS:GO.

Maciek Luz Bugaj ma 24 lata i reprezentuje barwy stołecznego Pride. W Pucharze Polski doprowadził swój zespół do finału, gdzie Pride uległo Team Kinguin. Po meczu udało mi się zamienić z nim kilka słów o e-sportowej rzeczywistości.

Pride w grze o Puchar Polski.

Karol Kopańko, Spider’s Web: Co cię napędza jako profesjonalnego e-sportowca?

Maciek Luz Bugaj: Lubię moment, gdy staję na podium i przyjmuję gratulacje od pokonanych graczy, którzy wcześniej uważali mnie za słabszego.

Miałeś niedawno okres gorszej formy, kiedy trafiłeś do rezerw Pride.

Jak w każdym innym sporcie – ktoś, kto nie ma formy, siedzi na ławce rezerwowych i stara się przekonać trenera o swojej wartości. Mi się w końcu udało.

Mam wrażenie, że jak ryba w wodzie czułeś się przez meczem z Pompą, kiedy krążyłeś pomiędzy stanowiskami przeciwników. O co chodziło?

To tylko taka zabawa. Coś tam sobie mówimy i żartujemy, a tak naprawdę chcemy wyprowadzić przeciwnika z równowagi. To forma walki psychicznej.

A jednak przegraliście pierwszą mapę.

Tym razem się nie udało, ale jak obejrzysz relacje z LAN-ów sprzed kilku lat, to zobaczysz o wiele więcej żywiołowych reakcji, okrzyków i komentarzy do gry przeciwników.

Dlaczego teraz czegoś takiego nie ma?

Teraz gracze stali się ciepłymi kluchami, najwyżej przybijają sobie piąteczki. To niesamowity kontrast w stosunku np. do Łukasza Luq’a Wnęka, który kiedyś w barwach Złotej Piątki potrafił niesamowicie pokazywać swoje emocje.

W najwyższej formie był też świetnym snajperem.

I bardzo agresywnym. Obserwując jego styl gry zafascynowałem się profesjonalnym CS-em.

Pójdźmy jeszcze głębiej. Jak w ogóle zaczynałeś z CS-em?

Pochodzę ze stosunkowo małego Sierpca. Mieszkałem na wsi, gdzie przez długi czas nie było nawet internetu. Dlatego pościągałem sobie boty do CS-a i grałem offline.

Czyli trenowałeś sam z komputerem. To ciekawe wyjście.

Później przyszły mecze w kafejce, która była niedaleko mieszkania mojej babci. Już wtedy miałem takie umiejętności, że wyzywano mnie od cheaterów.

Miałem ciekawą sytuację z nauczycielem w gimnazjum, który miał swój serwer w CS-a 1.6. Na początku tego nie wiedziałem i kiedy kolega mnie na niego zaprosił grałem swoje. Po kwadransie dostałem bana.

Za co?

Za oszukiwanie.

A oszukiwałeś?

Coś ty… następnego dnia nauczyciel informatyki zaczął pytać nas na zajęciach o to, kto gra w CS-a. Powiedziałem, że ja. Zapytał mnie o nick i wtedy się wyjaśniło, że to on mnie zbanował. Wziął mnie do odpowiedzi… a ja nic nie wiedziałem i dostałem pałę.

Ojoj…

To jeszcze nie koniec. Później poprosił mnie o zeszyt. Nie miałem go i dostałem jedynkę. Potem powiedział mi, że napiszę jeszcze wejściówkę

Trzy jedynki w kilka minut?

Niestety. Później poprosiłem go o szansę pokazania umiejętności w grze.

Zmienił zdanie?

Diametralnie. Wkrótce już wiele osób wiedziało, że dużo gram w CS-a. Po szkole chodziłem na trening piłki ręcznej. Przychodziłem do domu o 19:00 i cały czas grałem do późnych godzin wieczornych. Potem pobudka o 6:00 i do szkoły z podkrążonymi oczyma.

Odbijało się to jakoś na twoich wynikach w nauce?

Miałem taki plan, że na sprawdzianach pytałem nauczycieli, co trzeba zrobić, aby dostać trójkę. Robiłem tyle, ile trzeba było i oddawałem pracę.

Żartujesz?

Nie (śmiech).

A jak się w czymś pomyliłeś?

Dlatego robiłem zadania na trójkę. Jak coś było źle, to zawsze wystarczało na dwójkę, czyli zaliczenie.

Niesamowite. W końcu jednak zrobiłeś nawet inżyniera.

Zadania w szkole były łatwe, ale nie chciało mi się spędzać na nich dużo czasu. Studia to już coś innego. Musiałem poświęcić magisterkę na rzecz profesjonalnego grania. Dostałem ofertę od Pride i się zgodziłem.

Teraz utrzymujesz się tylko z pensji od organizacji?

Tak. Dodatkowo nasz sponsor, BeamUp, wprowadzi niedługo możliwość szybkiego przelewania donejtów na konto streamera. Bez żadnych prowizji, więc wydaje się to ciekawą opcją do zbadania, zwłaszcza, że apki używamy już do rozliczeń, kiedy zamawiamy jedzenie podczas treningu na zgrupowaniu.

Właśnie, boot campy. Muszą być organizowane? Nie muszą?

To indywidualna kwestia zespołu. Kiedy idzie dobrze, to nie wydaje mi się, aby boot camp był potrzebny, bo może tylko coś rozregulować. Z drugiej strony drużyna musi być scementowana, a tego bez boot campu nie da się osiągnąć.

To na boot campie pojawiła się twoja ksywka – Pesteczka?

Nie, to nawiązanie do mojego stylu gry. Nie lubię sprejować, czyli strzelać aż do wyczerpania magazynku. Wolę pojedyncze strzały, czyli pesteczki. Pesteczkuję nawet w starciu 1 na 1, co nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Z drugiej strony sprawdza się świetnie, kiedy muszę kogoś zdjąć z dystansu i mogę dokładnie kontrolować celownik.

Z takim razie życzę wielu pesteczkowych fragów!

Dzięki!




Dołącz do dyskusji

Advertisement