Czytam relację z otwarcia salonu Xiaomi w Polsce i nie zanoszę się śmiechem, choć powinienem

Felieton/Technologie 26.03.2018
Czytam relację z otwarcia salonu Xiaomi w Polsce i nie zanoszę się śmiechem, choć powinienem

Czytam relację z otwarcia salonu Xiaomi w Polsce i nie zanoszę się śmiechem, choć powinienem

Piotr Bałtroczyk ma fenomenalny program „Kroniki Piotra Bałtroczyka”. Opowiada w nim między innymi, jak wybrał się z synami do dziadka. 

Synowie go nie słuchali, a dziadek na ten widok się zaśmiewał. Mały Adaś pyskował tacie, a dziadek wpadał w coraz większy rechot. Pawełek nie chciał się wykąpać, a dziadek dusił się własnymi łzami. Bałtroczyk w końcu nie wytrzymał i zapytał ojca z czego się tak śmieje, na co dziadek, ocierając łzy z policzków wyznał: „bo to jest, chamie, twoja pokuta”.

Czytam relację z otwarcia pierwszego salonu Xiaomi i się zaśmiewam radośnie do monitora. Wyobrażam sobie opisywane dantejskie sceny i historię o ludziach śpiących na styropianie w łazience, a z kącików moich pięknych, niebieskich oczu ciekną łzy radości.

Nigdy nie chciało mi się podśmiechiwać z ludzi stojących w kolejkach do sklepu iSpot albo jadących do Drezna po nowe sprzęty od Apple. Nawet z takich normalnych, bo śmianie się z blogerów, którzy żyją z tego, że robią takie rzeczy, byłoby już niczym więcej, niż pokazem ignorancji. Żeby było jasne – uważałem coś takiego za głupie. Ci ludzie, w tych kolejkach, też wyglądali głupio. Takie, wiecie, mrówki na święcie lasu. Szczury na otwarciu kanału.

Z drugiej strony, troszkę im tam jednak zazdrościłem tej pasji, tej emocji, tej dobrej zabawy. Chciałbym się tak czymś w swoim życiu pasjonować, żeby o 2 w nocy (na trzeźwo, bo – wiadomo – piąteczek ma swoje odmienne zasady) jechać do innego kraju, żeby kupić telefony, z których i tak za chwilę powstanie piramidka w Media Markt. To musi być to fantastyczne uczucie, jak przy odpakowywaniu prezentów od św. Mikołaja w dzieciństwie.

Nie śmieję się z tłumów, które obległy salon Xiaomi.

Mógłbym, bo prawdopodobnie część z nich to wcale nawet nie są ci irracjonalni fanboje w stylu wariatów od Apple’a, dla których troszkę przereklamowane produkty są sensem życia, a punktem honoru jest napisać rocznie 300 komentarzy o treści „Kralka, nie znasz się, Mac naprawdę po prostu działa”. Ludzie pognali do krakowskiego sklepu, bo poszła plotka, że będzie tanio, bardzo tanio, może nawet za ułamek realnej ceny. Zapewne nie brakło Januszów biznesu, którzy dla zarobienia 50 zł są gotowi zrobić wiele, a obecnie owoce ich pracy znajdziemy na Allegro.

Ale tak sobie myślę, choć nie mam na poparcie tej tezy żadnych badań, że w tej kolejce, w kolejce na otwarcie salonu Xiaomi, byli ludzie wypisujący swego czasu w internecie kpiny z osób ustawiających się w kolejkach do salonów Apple czy Lidla po Crocsy. Podejrzewam, że w tłumie dało się dostrzec znajome twarze, pytające w komentarzach w naszym serwisie czy Pająk w tym roku też jedzie do Drezna.

To tak, jakby ktoś śmiał się z dystyngowanych pseudoelit, które pałeczkami jedzą sushi, by kilka lat później zostać przyłapanym na jedzeniu pałeczkami gołąbków.

I to jest, ekhm, wasza pokuta.

Dołącz do dyskusji

Advertisement