Microsoft i Google zaczną oglądać się za siebie. Apple właśnie przegania ich na kluczowym rynku

Felieton/Technologie 27.03.2018
Microsoft i Google zaczną oglądać się za siebie. Apple właśnie przegania ich na kluczowym rynku

Microsoft i Google zaczną oglądać się za siebie. Apple właśnie przegania ich na kluczowym rynku

Co właściwie Apple dziś pokazał na swojej konferencji? W teorii, nic ciekawego. W praktyce, przyszłość edukacji w wielu krajach. Apple pokazał rozwiązania, których ludzie chcą używać, na sprzęcie, którzy uczniowie chcą posiadać.

Spoglądając powierzchownie na dzisiejszą konferencję Apple’a, można w zasadzie się tylko pośmiać.

Apple pokazał bowiem tablet skrojony na miarę dla edukacji. Wprowadził też obsługę rysika w swoich sztandarowych aplikacjach do szkolno-biurowej produktywności. No i unowocześnił swoje aplikacje do zarządzania sprzętem i oprogramowaniem w edukacyjnych placówkach.

Jak zawsze, applesceptycy szybko i słusznie zauważą, że Apple jest daleko w tyle za Google’em i Microsoftem. Jego konkurencja dawno już oferuje podobne produkty i usługi. Bardziej dojrzałe, prawdopodobnie też – choć tego jeszcze nie wiemy bez konkretnych informacji – bardziej funkcjonalne.

To bardzo płytkie i krótkowzroczne spojrzenie. Apple tradycyjnie już oferuje w tym wszystkim swój największy atut – ścisłe dopasowanie sprzętu do oprogramowania. Do powyższych założeń na temat potencjalnej ułomności jego rozwiązań musimy dodać ich niepodważalną zaletę: synergię między sprzętem i oprogramowaniem będzie prawdopodobnie perfekcyjna.

Nowy iPad kontra konkurencja.

W dyskusji pod tym tekstem pojawią się prawdopodobnie słuszne głosy krytykujące zastosowanie nowego iPada w edukacji i wyliczanka zalet urządzeń typu PC, tablet i hybryda z Chrome OS czy Windows. Te rozwiązania zazwyczaj działają świetnie. Niestety, kluczowym słowem jest tu zazwyczaj.

Nowy iPad oferuje niezrównaną wydajność w swojej klasie, prawdopodobnie doskonałą sprawność energetyczną i w zasadzie bezawaryjny system iOS. Wprowadzona mocno spóźniona obsługa Apple Pencil jest ściśle dopasowana do panelu dotykowego, możliwości znakomitego procesora A10 i oferowanego przez Apple oprogramowania. Oferuje też podstawowe, choć na potrzeby edukacji prawdopodobnie wystarczające funkcje związane z rzeczywistością rozszerzoną.

Całość – dla rynku edukacji – za 388 dol. W Polsce jest nieco drożej, gdyż ceny zaczynają się od 1599 zł, ale to nadal atrakcyjna oferta.

A to dopiero początek tej synergii.

Sam tablet, pakiet iWork i rysik to za mało. Ale przecież Apple na tym nie poprzestał. Zaprezentował aplikację Schoolwork, dzięki której nauczyciele będą mogli pozostawać w kontakcie ze swoimi podopiecznymi również po zajęciach.

Umieszczając w niej prace domowe, dodatkowe źródła wiedzy czy inne przydatne treści, a także sprawdzać postępy w ich pracach domowych. Funkcje Schoolwork mogą być rozszerzane przez zewnętrzne aplikacje poprzez ClassKit API.

Dodatkowo, zwiększono rozmiar chmury iCloud dla każdego z kont dla edukacji z 5 GB do 200 GB. Amerykańscy nauczyciele zapewne docenią również nowe kursy Everyone Can Create, opracowane przez Apple’a, które – a jakże – wykorzystują doskonale narzędzie, jakim jest iPad z Pencilem.

Na razie nie mamy jak zestawić propozycji Apple’a z konkurencją. Ale i tak „to wystarczy”.

Ofertę Apple’a znamy na razie głównie z ulotek firmy. Na dodatek by móc podjąć się oceny użyteczności wszystkich nowości, musielibyśmy z braku własnych kompetencji poprosić o opinię eksperta. A na to jeszcze za wcześnie.

Faktem jest jednak to, że Apple nie pokazał nic, czego nie oferowałaby konkurencja od dawna. Możemy oczywiście deliberować na temat wyższości bądź niższości iPada nad konkurencją czy iWorka nad Office 365 i G Suite czy Schoolwork nad Teams, OneNote i tak dalej. Spodziewam się jednak, że w teorii rozwiązania Google’a i Microsoftu wygrają.

W praktyce jednak rynek edukacji zdaje sobie sprawę, że produkty i usługi Apple’a słusznie cieszą się opinią, że one po prostu działają. Cieszą się sympatią ze strony uczniów i nauczycieli. A już na pewno – nawet jeśli nie są lepsze – są dostatecznie dobre, by móc je wykorzystać w szkole. Zwłaszcza dzięki Apple Classroom i Apple Schoolwork.

To wystarczy, by Microsoft i Google zaczęli się oglądać za siebie.

Apple już od pewnego czasu coraz odważniej, śmielej i skuteczniej penetruje rynek edukacji. Bo rozumie doskonale, że uczniowie wychowani na iOS, iCloud i iWork tych samych rozwiązań będą szukać na studiach i w pracy. A więc w miejscach, gdzie firmy informatyczne zarabiają najwięcej pieniędzy.

Dołącz do dyskusji

Advertisement