Wydatki ze służbowych kart płatniczych urzędników mają być jawne. Jest jedno ale, a w zasadzie kilka

Felieton/Bankowość 19.02.2018
Wydatki ze służbowych kart płatniczych urzędników mają być jawne. Jest jedno ale, a w zasadzie kilka

Wydatki ze służbowych kart płatniczych urzędników mają być jawne. Jest jedno ale, a w zasadzie kilka

Ma być czarno na białym, bez wątpliwości i często podnoszonego dywanu. Zwłaszcza w sferze publicznych pieniędzy, do których ciągotki mają lokalni i regionalni włodarze. Że to tylko pretekst przed wyborami samorządowymi? E tam, zbieżność w czasie to czysty przypadek. Prawda?

Chcąc dzisiaj opisać jakikolwiek pomysł o zabarwieniu politycznym, trzeba być szczególnie ostrożnym. To naszpikowane do granic możliwości pole minowe, które śmiałkom chcącym przez nie przejść, nie daje zbyt wielu szans. Wystarczy krok i zostajemy zaszufladkowani.

Nie chodzi o to, że najlepiej nie mieć własnych poglądów. Nic bardziej mylnego. Trzeba pamiętać o tym, że wypowiadając swój osąd zostaniemy przypisani do jednej wojujących ze sobą stron. Postanowiłem jednak zaryzykować.

Nie ma złego czasu na przejrzystość.

Rzecz dotyczy jawności polityków, więc już na starcie wszyscy, niezależnie od prezentowanego akurat światopoglądu, powinni mocno bić brawo. Nikomu przecież nie podoba się, gdy ludzie władzy wykorzystują swoją pozycję. Często przy okazji łamiąc prawo.

Niektórzy, nawet słysząc, że politykom trzeba bacznie patrzeć na ręce, zaczną kręcić z powątpiewaniem głową i uznają za dziwne, że to sami politycy chcą więcej przejrzystości akurat w roku wyborczym. Wcześniej, dziwnym trafem, o tym nawet nie myśleli.

Mina? Spokojnie. Po pierwsze, patrząc na całą, blisko 30-letnią demokrację w kraju nad Wisłą, nie pierwszy raz obserwujemy mieszanie w prawie na kilka miesięcy przed wyborczymi rozstrzygnięciami.

I tutaj wyjątkowo wszystkich pogodzę: swoje za uszami w tym względzie mają wszyscy: ci z lewa, z prawa, i z samego centrum też. Politycy wszelkiej możliwej maści dla utrzymania czy zdobycia władzy są gotowi na dużo. Bardzo dużo.

Czy faktycznie, w tym przypadku i w każdym innym to ramy czasowe powinny decydować o dobrym okresie dla wprowadzenia tego, a nie innego prawa? A może nasze kodeksy powinny być modyfikowane pod kątem potrzeb społecznych?

Wydawanie pieniędzy – kogo to nie interesuje?

Teraz receptą na jeszcze większą przejrzystość życia publicznego mają być służbowe karty płatnicze. Te, po latach ukrywania się w odmętach, wreszcie mają wypłynąć na czyste wody i relaksować się pod bacznymi oczami licznych ratowników czy raczej kontrolerów.

Wszystko pod parasolem przejrzystości – jednej z ukochanych córek uczciwości. I teraz – jak słyszymy od reprezentantów obozu, który akurat jest u władzy – nowelizacja przepisów o jawności życia publicznego powinna wszystko naprawić.

Wydawanie pieniędzy publicznych to chwytliwy temat. Z bardzo dużym bagażem emocjonalnym (kto z nas potrafi mieć do pieniędzy neutralny stosunek?), ze sporymi możliwościami do manipulacji.

Publiczne, to znaczy moje, twoje i jego też. Kogo z naszej trójki nie będzie interesować kto, jak, na jakich zasadach i przede wszystkim ile wydaje z tej puli? Można przypuszczać, że argumenty, byśmy dokładnie wiedzieli, co się dzieje z pieniędzmi z naszych podatków, pogodzą nie dwie, a nawet trzy zwaśnione strony.

Zrywanie z tajemnicą służbowych kart

Jeden z proponowanych przepisów nowelizacji mówi o rachunkach osób publicznych, za które płacą środkami publicznymi przy pomocy służbowej karty. Proponujący zmianę przepisów sugerują, że bez wytycznych trudno skontrolować część tych pieniędzy, a bardziej sposób ich wydatkowania.

Niezależnie od barw politycznych i światopoglądowych przyjdzie nam chyba wszystkim się zgodzić, że jak czegoś nie ma, to nie może działać. Kontrola tylko wtedy jest możliwa (nawet nie oceniając jej efektywności), gdy znane są jej wytyczne. Inaczej nie ma sensu.

A skoro chcemy wziąć publiczny pieniądz pod lupę, to musimy mieć pomocne przepisy.

Mimo, że przedstawiciele rządu nabrali w sprawie projektu wody w usta (po tym, jak stało się o nim zbyt głośno, zwłaszcza w kontekście poszerzanego katalogu osób, które miałby składać oświadczenia majątkowe) i szczegóły mają być znane dopiero, gdy projekt nowelizacji trafi do Sejmu, to już dzisiaj znamy największą nowość.

Do tej pory osoba korzystająca ze służbowej karty płatniczej mogła przekazać informacje na temat swoich wydatków, o ile wpłynął taki wniosek od podmiotu tym zainteresowanego. Przy czym pojawiła się tutaj od razu możliwość formalnego odrzucenia wniosku na podstawie popełnionych w nim błędów. Czyli tak, jak wszędzie indziej, standardy wyznaczała biurokracja.

Proponowana modyfikacja wprowadza konieczność publikacji wydatków przez samych wydających, w Biuletynie Informacji Publicznej. Świetnie, prawda? Jasno, bez przekłamań. Wszyscy wiedzą, co mają robić. Tylko chyba zapominacie, że to przepisy wprowadzane w… Polsce. Więc na przynajmniej jedno „ale” musicie być przygotowani.

Nie wszystko służbowe, co się świeci

Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. W przepisach mowa o konieczności publikowania tylko tych wydatków, które zostały poniesione przez osoby pełniące funkcje publiczne i w związku z wykonywanymi obowiązkami. Niestety, można do woli się rozglądać, a wytycznych wskazujących kto i na jakich zasadach będzie to oceniać, po prostu brak.

Innymi słowy, burmistrz gminy X stwierdzi, że część wydatków z jego służbowej karty nie miała związku z wykonaną pracą, więc nie będzie musiał ich upubliczniać. Jako zakochany od lat w logice, nieśmiało dopytałbym, jak posiadacz służbowej karty może płacić publicznymi pieniędzmi za coś, co nie jest służbowe?

Wiadomo, że przepisy dotyczące jawności życia publicznego dotyczą nie tylko na służbowych kart płatniczych. Ale nawet oddzielnie stanowią jakąś całość. Przynajmniej powinny. Jak jest tutaj? Sami oceńcie: w nowelizacji jest z jednej strony mowa o publikowaniu wydatków z karty służbowej, a z drugiej ogranicza się obowiązek informowania o umowach opiewających poniżej 2,5 tys. zł.

Na osłodę możemy napisać, że Centralne Biuro Antykorupcyjnej będzie miało większy o ok. 25 proc budżet, który urośnie do 200 mln zł. To może jednak będzie bardziej przejrzyście?

ZapiszZapisz

Dołącz do dyskusji

Advertisement