Miłość w grach wideo? Najmocniej zapamiętałem tę rozpaczliwą i dewastującą z Shadow of the Colossus

Artykuł/Gry 14.02.2018
Miłość w grach wideo? Najmocniej zapamiętałem tę rozpaczliwą i dewastującą z Shadow of the Colossus

Miłość w grach wideo? Najmocniej zapamiętałem tę rozpaczliwą i dewastującą z Shadow of the Colossus

Miłość nieczęsto bywa wątkiem przewodnim w grze wideo. Zwłaszcza miłość tragiczna, której konsekwencje są destrukcyjne dla głównego bohatera. Tak jest w Shadow of the Colossus – naprawdę wyjątkowej, magicznej produkcji bez szczęśliwego zakończenia. Uwielbiam ten tytuł, a jego remake dla PS4 przypomniał mi, jak unikalna jest to gra.

Utraty ukochanej osoby nie da się przelać na papier. Nie da się jej opowiedzieć ani opisać. Aby czuć, jak silne, jak potworne, jak dewastujące emocje się z tym wiążą, trzeba je przeżyć na własnej skórze. Tylko osoba tracąca ukochanego człowieka wie, jak to jest, chcieć oddać wszystko, aby odzyskać miłość swojego życia. Żaden przedmiot nie jest wtedy zbyt cenny, a żadna kwota zbyt wielka.

W podobnej sytuacji znajduje się główny bohater rewelacyjnego Shadow of the Colossus.

Wander robił wszystko, co w jego mocy, aby uratować ukochaną. Niestety miłość jego życia padła ofiarą klątwy, której żadna siła nie chciała cofnąć. Młody mężczyzna był przy swojej partnerce do samego końca. Gdy ta wyzionęła ducha, szalenie zakochany młokos nie poddał się. Przemierzał krainy wzdłuż i wszerz, szukając mocy, która byłaby w stanie przywrócić ukochaną do życia. No i odnalazł.

Uwaga, w tekście znajdują się spoilery dotyczące fabuły gry i jej zakończenia! 

Gdy pojawia się szansa na odzyskanie drugiej połówki, mało kogo interesuje, z kim zawiera się pakt. Przy tej rozpaczy mógłby to być sam diabeł. Byle tylko udało się zasklepić pustkę w sercu. Dlatego Wander nie zastanawiał się długo, gdy tajemnicza siła w starożytnej świątyni zaproponowała osobliwą umowę. W zamian za przywrócenie ukochanej ze świata zmarłych, niematerialna moc chciała uśmiercenia kilkunastu gigantycznych istot.

W ten sposób rozpoczyna się polowanie na tytułowe kolosy. To monumentalne kreatury, które budzą jednoczesny podziw oraz przerażenie. Walka z takimi gigantami nie należy do prostych. Zamiast wymachiwać mieczem na lewo i prawo, trzeba wspinać się po masywnych cielskach tytanów, zatapiając magiczne ostrze w ich czułych punktach. Gracz jest niczym osa, która lata dookoła człowieka, żądląc go w najgorsze możliwe miejsca.

Uważny gracz zauważy, że w pakcie zawartym na początku Shadow of the Colossus coś jest nie tak…

Starożytna świątynia, w której wszystko się zaczyna, ma osobliwych mieszkańców. Na moment przed rozmową z tajemniczą istotą salę pomieszczenia przemierzają tajemnicze humanoidalne cienie. Z ich postawy wynika, że wcale nie są pokojowo nastawione. Nie wiadomo również, dlaczego mamy zabijać właśnie tytanów – chociaż te są gigantyczne i przerażające, nie stanowią bezpośredniego zagrożenia dla kogokolwiek. Pozostawione samym sobie, po prostu egzystują, bez niszczenia wiosek oraz miasteczek.

Dziwne jest również to, że po morderstwie każdego kolosa tajemnicza, mroczna, pełna czarnych macek siła przenosi nas z powrotem do świątyni. Nie jest to przyjemne, ponieważ wcześniej wypełnia bohaterowi usta i płuca. Sam Wander również się zmienia. Z misji na misję na jego obliczu zachodzą minimalne zmiany, które początkowo można pomylić ze zmęczeniem oraz trudami nieustannych walk z gigantami.

Z każdym kolejnym zniszczeniem kolosa zmiany na ciele Wandera są coraz bardziej widoczne.

Jego cera staje się bielsza. Oczy są coraz bardziej podkrążone. Włosy czernieją, z kolei usta zaczynają się robić sine. To detale, które bardzo trudno wychwycić podczas rozgrywki. Producenci Shadow of the Colossus nie epatują tymi zmianami, a rzadko kiedy zdarza się, abyśmy podziwiali profil bohatera na bezpośrednich zbliżeniach.

Jednak naprawdę uważni, niezwykle czujni gracze widzą swoje. Podskórnie czują, że coś może być nie tak. Będąc jednak w połowie powierzonej misji, trudno się wycofać. Zwłaszcza że ukochana czeka na świątynnym ołtarzu, a jej wybudzenie to kwestia zaledwie kilku ostatnich bitew… Niestety po ich wygraniu nic nie jest już takie samo, jak było przed rozpoczęciem krucjaty wymierzonej przeciwko kolosom.

Przez cały czas bohater (i sam gracz) był wykorzystywany jako narzędzie. Typowy zakochany głupiec.

Gdy dowiadujemy się prawdy, jest już za późno. Okazuje się, że polowaliśmy na istoty, które były strażnikami uśpionej demonicznej mocy. Robiliśmy to w imię miłości, nie zwracając uwagi na małe detale. Pomijaliśmy niewygodne fakty, byle tylko przywrócić do życia ukochaną osobę. Pustka w sercu Wandera była tak wielka, że mroczna siła z łatwością się tam wlewała. Zadanie po zadaniu, rozrastała się w ciele gospodarza, działającego w imię szaleńczej miłości.

Gdy Wander ubija ostatniego kolosa, w zasadzie nie jest już sobą. Kiedy powraca do starożytnej świątyni, jego oczy jarzą się złowrogim magicznym blaskiem, a z boków głowy wyrastają małe demoniczne różki. Na skraju świadomości, bohater zostaje przebity mieczem przez przerażonych ludzi, którzy w międzyczasie rozszyfrowali plan złej istoty, planującej ucieczkę z magicznej klatki.

Z punktu widzenia zakutych w zbroje ludzi, Wander był oszalałym z pasji demonem, dla którego nie było już ratunku. Młody chłopak niczym się już nie różnił od mrocznych cieni, które od czasu do czasu przemykały w tle pomieszczenia. Kończąc jego życie, wojownicy najprawdopodobniej sądzili, że okazują mu łaskę. W tym samym momencie opętanie głównego bohatera dobiega końca. W ciele chłopaka budzi się prawdziwy demon, który rozrasta się do monstrualnych rozmiarów.

Ostatni etap rozgrywki jest niezwykle gorzki.

Gracz steruje w nim wielkim demonem, który walczy z ludźmi zebranymi w świątyni. W czarnym, pełnym mrocznej energii cielsku nie ma już ani odrobiny Wandera. Chłopak umarł, wyswobadzając pierwotne zło z okowów. Teraz kierujemy tym złem, tracąc budowaną przez wiele godzin więź z poprzednim bohaterem. Chociaż demon jest potężny i miota przeciwnikami na lewo i prawo, rozgrywka nie daje satysfakcji. Jest gorzka.

Na szczęście ludzkości udaje się powstrzymać demona. Mroczna istota ginie w świątyni, w której znajduje się ciało ukochanej Wandera. Wtem, zupełnie niespodziewanie, kobieta otwiera oczy. Magiczna siła naprawdę przywraca ją z zaświatów. Niestety, po przebudzeniu nie ma śladu po głównym bohaterze, który kilka chwil wcześniej kończył żywot jako ofiara opętania.

Po Wanderze pozostaje wyłącznie rumak, który na samym początku Shadow of the Colossus instynktownie sprzeciwiał się wejściu do starożytnej świątyni. Kto by jednak zwracał uwagę na takie detale…

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement