Internet nie ma sensu

Felieton/Technologie 17.02.2018
Internet nie ma sensu

Internet nie ma sensu

Bo ja wiem, od 39 godzin toczy się dyskusja pod jakimś postem u mnie na Twitterze.

Jestem w niej oznaczony, co chwila dostaję jakieś powiadomienie, ale przysięgam – nawet nie wiem kiedy, jak i dlaczego się tam znalazłem. Coś tam musiałem napisać, pewnie w ubiegłym tygodniu, a oni dalej się pod tym kotłują, chociaż chyba zaczęło się od Cristiano Ronaldo, a teraz już jest tam aborcja i państwo prawa.

Jeden drugiego nie przekona

Internet pod tym względem nie ma zbyt wielkiego sensu. Życie też nie, ale internet bardziej.

Wpuśćcie zresztą 100 osób do swojego mieszkania i pozwólcie im anonimowo, w notesiku, ocenić jak udekorowaliście swoją kuchnię. Opinii, często sprzecznych, będzie masa.

Zapytajcie grupkę neutralnych kibiców o to, kto ich zdaniem bardziej zasługiwał na zwycięstwo w ostatnim meczu z Realem i PSG. Choć było 3-1 dla Realu, to i tak pewnie kilkanaście procent odniosło wrażenie, że to francuski klub był lepszą drużyną. A teraz zapytajcie o to grupkę kibiców Barcelony, to dowiecie się z przytłaczającą przewagą, że mecz powinno wygrać PSG, a sędzia kalosz. Tak bowiem na opinię wpływają czynniki, powiedzmy, środowiskowe.

Jeśli zbierzecie sto osób w jednym pokoju, nawet wykształconych i z tego samego otoczenia, to i tak znajdzie się tam jakaś, która uważa, że ziemia jest płaska, a szczepienia powodują autyzm. Będziecie z nimi dyskutowali?

W internecie będziecie

Internet nie łączy nas z grupką 30, 50 czy 100 osób, tylko może nawet z kilkoma milionami potencjalnych odbiorców. Każdy ma własne zdanie na jakiś temat, każdy ma swoje prywatne obserwacje. Czasem są one potwornie głupie, choć głupota przemyśleń nie zawsze objawia się niestety w najoczywistszy sposób.

Publikując opinię na Facebooku, Twitterze, YouTube, a nawet i na blogu, musimy się liczyć z tym, że zawsze spotkamy się z opozycją. Stanowczą opozycję do naszych poglądów znajdziemy w obrębie własnej klatki schodowej, a co dopiero w medium publicznym.

I ja naprawdę zaczynam się poważnie zastanawiać czy internet w tym kontekście ma sens. Ten bazujący na opinii internet. To mogła być piękna sprawa w 2001 roku albo gdy internet jest dla ciebie tylko odskocznią. Ale gdy spędzasz tutaj wiodącą część dnia?

„Gdybym sobie chciał pogadać, to bym sobie włączył telewizor” – kiedyś myślałem, że to żart, ale obecnie coraz częściej męczy mnie internetowa potrzeba dyskusji. Czasem nagle do dyskusji próbuje mnie wciągnąć kilkanaście osób na raz, na różnych gruntach.

I przecież o to w tym całym internecie miało chodzić, to miało być najpiękniejsze. Swobodny przepływ myśli i opinii. Opinii jest jednak coraz więcej, każdy ma jakąś, a w zdecydowanej większości są to opinie po prostu głupie. Zwłaszcza odkąd stał się medium masowym, szkoda czasu na dyskusje w internecie.

Dołącz do dyskusji

Advertisement