Bitcoin właśnie umiera. Spokojnie, robi to po raz 250., więc ma doświadczenie

Felieton/Bankowość 01.02.2018
Bitcoin właśnie umiera. Spokojnie, robi to po raz 250., więc ma doświadczenie

Bitcoin właśnie umiera. Spokojnie, robi to po raz 250., więc ma doświadczenie

Można powiedzieć, że bitcoin umieranie ma we krwi. Pierwsze negatywne głosy pojawiły się już 2010 r., gdy bitcoin kosztował 0,23 dol. Dla przypomnienia, w grudniu 2017 r. kosztował blisko 20 tys. dol. Wtedy również media informowały o jego śmierci. Według „99 Bitcoins” robiły to już 249 razy i czuję w kościach, że po dzisiejszych spadkach ktoś zrobi to ponownie.

Zestawienie wszystkich 249 śmierci bitcoina znajdziecie na stronie 99bitcoins.com. W samym 2017 r. było ich 109, a wiele wskazuje, że w tym roku padnie rekord – minął zaledwie miesiąc, a już przeżyliśmy 21 śmierci bitcoina. Co więcej, on sam też je przeżył.

Aktualnie – gdy piszę te słowa – cena bitcoina chwilowo utrzymuje się na poziomie 9400 dol., czyli waluta jest o ponad połowę tańsza niż jeszcze kilka tygodni temu. To dobra okazja, aby ostatecznie zamknąć 2017 r. oraz przyjrzeć się temu, co się dzieje i będzie działo w 2018, a nawet w 2019 r.

2017 był rokiem rozgłosu

Bitcoin i kryptowaluty szturmem wdarły się do mainstreamu. O cyfrowych pieniądzach, inwestycjach i szansie na wielkie zyski dowiedział się świat, a kryptowalutami zainteresowało się wiele nowych osób.

Popularność kryptowalut była tak wielka, że duże giełdy musiały się zmierzyć z niespotykanym wcześniej napływem nowych inwestorów. Binance – jedna z najdynamiczniej rozwijających się giełd – przyjmowała w grudniu ponad 100 tys. nowych użytkowników dziennie. W efekcie platforma musiała zablokować możliwość rejestracji, ponieważ dział obsługi nie nadążał z weryfikacją kont oraz udzielaniem odpowiedzi na zapytania napływające od początkujących i zagubionych w świecie kryptowalut klientów.

Pod koniec roku bitcoin zbliżył się do wartości 20 tys. dol., ustanawiając tym samym nową rekordową cenę, która do teraz nie została pobita. W ostatnich dniach 2017 r. zaczęły się jednak dość mocne spadki, co spowodowało – tak, zgadliście – wzmożony wysp publikacji mówiących o śmierci bitcoina.

2018 jest rokiem kontroli

Bitcoin i inne kryptowaluty przeżyły te wszystkie informacje o śmierciach, ale prawdziwy okres próby, jest dopiero przed nimi.

2017 r. był czasem olbrzymiego wzrostu popularności cyfrowego pieniądza. Na inwestycje zdecydowało się wiele osób, nie robiąc przed tym odpowiedniego rozeznania i pompując pieniądze w projekty, które były wydmuszkami lub niemal oczywistymi oszustwami.

Sporo osób straciło swoje pieniądze m.in. po tym jak BitConnect, który oskarżany jest o prowadzenie działalności na zasadach piramidy finansowej, zakończył swój program inwestycyjny. Szacuje się, że klienci, którzy zainwestowali w BitConnect stracili nawet ponad 2 mld dol.

Między innymi przez tak głośne afery w świecie kryptowalut zaczęli się nimi interesować – w złym słowa znaczeniu – ustawodawcy i wielcy tego świata. Rządy i grube ryby branży technologicznej oczywiście od dłuższego czasu przyglądały się bitcoinowi i innym cyfrowym walutom. Jednak błyskawicznie rosnąca w 2017 r. popularność, wysoki kurs bitcoina oraz kolejne oszustwa sprawiły, że kryptowaluty znalazły się na celowniku.

Facebook już teraz zakazał reklamowania wszelkich kryptowalut na łamach swojego serwisu. I zrobił to mimo tego, że sam intensywnie zastanawia się, jak fenomen blockchaina może wykorzystać do własnych celów.

Premier Mateusz Morawiecki również zabrał głos w sprawie kryptowalut i zapowiedział, że w Polsce albo zostaną one zakazane, albo uregulowane. Osobiście obstawiam ten drugi scenariusz. Kryptowaluty to dzisiaj już wartościowy rynek, którego zabicie może być totalnie nieopłacalne dla rządu. Zdecydowanie rozsądniejszym rozwiązaniem byłaby regulacja i wprowadzenie jasnych, czytelnych i zrozumiałych dla wszystkich inwestorów przepisów podatkowych. Wtedy na popularności bitcoina i alternatywnych cyfrowych walut zarobiłby skarb państwa oraz prywatni inwestorzy. Wilk syty i owca cała.

Chociaż trudno być wyłącznie dobrej myśli, gdy Narodowy Bank Polski oraz Komisja Nadzoru Finansowego robią z bitcoina drugie dopalacze i straszą nim Polaków, zamiast skupić się na odpowiedniej edukacji.

To tym bardziej smutne, że w świecie kryptowalut i blockchaina Polska zdaje się przesypiać swoją szansę, co zauważa dr hab. Krzysztof Piech z Polskiego Akceleratora Technologii Blockchain:

Ostatnie wyniki Instytutu Badań nad Blockchainem pokazują, że Polska jest już poza „pierwszą piętnastką” najbardziej zaawansowanych w rozwoju technologii blockchain krajów na świecie. A 5 lat temu byliśmy w „pierwszej piątce”. Wyprzedziły nas nie tylko Niemcy, ale nawet Ukraina i Gruzja. Obawiam się, że za kilka miesięcy znajdziemy się za Litwą i Białorusią.

Podejrzewam, że wiele krajów w Europie, Ameryce i Azji w 2018 r. spełni jeden ze scenariuszy nakreślony przez Premiera Morawieckiego. Kryptowaluty będą regulowane, aby chronić obywateli, aby skutecznie ściągać podatki oraz po to, aby bronić obecnego systemu finansowego.

Rok 2019 będzie sprawdzianem

Zakładam, że ustawodawcom wystarczy miesięcy w 2018 r., aby wprowadzić konkretne zmiany w prawie i systemach podatkowych. Niewykluczone, że regulacja bitcoina i innych walut będzie postępowała lawinowo, a kolejne kraje będą przenosić na swój grunt rozwiązania wprowadzone przez sąsiadów.

Jeśli tak się stanie, to bieżący rok będzie rokiem kontroli i regulacji, po którym przyjdzie czas, żeby powiedzieć „sprawdzam”. Jak kryptowaluty zareagują na nowe warunki? Czy uda się ukrócić skalę oszustw związanych z ICO? Które waluty znikną z rynku? W których krajach kopanie walut będzie nielegalne?

Poznając odpowiedzi na te i masę innych pytań będziemy zbliżali się do rozwiązania tajemnicy związanej z przyszłością kryptowalut.

Przed nami i przed cyfrowymi pieniędzmi wiele ekscytujących miesięcy.

PS Tymczasem, gdy kończę pisać ten tekst, cena bitcoina jest już na poziomie 9100 dol.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement