Myślę, że gdyby Microsoft dawniej komunikował i robił to, co robi teraz, to Xbox One zjadłby PS4 na premierę

Felieton/Biznes 24.01.2018
Myślę, że gdyby Microsoft dawniej komunikował i robił to, co robi teraz, to Xbox One zjadłby PS4 na premierę

Myślę, że gdyby Microsoft dawniej komunikował i robił to, co robi teraz, to Xbox One zjadłby PS4 na premierę

Pamiętne wystąpienie Dona Mattricka zapowiadające światu Xboksa One powinno znaleźć się w każdym podręczniku do PR. Oczywiście w rozdziale z przykładami tego, jak NIE reprezentować firmy. Gdybyśmy w 2013 roku wiedzieli, że Xbox One będzie wspierał wsteczną kompatybilność i programy EA Access, Game Pass oraz Play Anywhere, Sony mogłoby mieć poważnego rywala.

Przekaz Dona Mattricka był jasny. Xbox One to urządzenie z obowiązkowym Kinectem zwiększającym cenę zestawu, które jest multimedialną platformą. Granie to tylko jedna z jej możliwości. Do tego konsola musi być stale połączona do sieci, a płyty z grami są objęte restrykcjami związanymi z liczbą wypożyczeń i odsprzedaży. Katalog tytułów na start nie powalał, a dodatkowo premiera platformy dla większości Starego Kontynentu miała zostać opóźniona o rok. Wyglądało to fatalnie. Chociaż nasz Maciej Gajewski próbował tłumaczyć Microsoft na wszystkie sposoby, sytuacja była nie do obrony.

Sony w kapitalny sposób wykorzystało prezentację Microsoftu. Kampanię PS4 oparło na zasadzie kontrastu. Japończycy pokazali Xboksa jako przepłaconą platformę do wszystkiego i do niczego, podczas gdy PS4 miało być tańszym, mniejszym, mocniejszym, dedykowanym grom wideo sprzętem z silnie eksponowanym katalogiem znanych i lubianych marek na wyłączność. PS4 nie musiało być stale podłączone do sieci, a do tego wymiana i odsprzedaż gier nie stanowiła dla Sony żadnego problemu.

Widząc taki obraz sytuacji, wybór przeciętnego gracza wydawał się oczywisty.

PlayStation 4 zjadło Xboksa nawet w Stanach oraz Wielkiej Brytanii – dwóch bastionach Microsoftu, gdzie Xbox zawsze mógł liczyć na szczególne względy konsumentów. PS4 zdominowało Stary Kontynent, a do tego zdobyło praktyczny monopol w Środkowej oraz Wschodniej Europie. Chociaż Japończycy nie byli przesadnie podekscytowani konsolą Sony, Xbox One po raz kolejny nie podbił kluczowego azjatyckiego rynku.

Sukces PlayStation 4 został oparty na kilku filarach – cenie, szybszej premierze, większej dostępności oraz lepszym marketingu. Microsoft wiedział, że jeżeli ta sytuacja się utrzyma, Xbox One będzie martwy. Dlatego firma zdecydowała się na radykalne kroki. Don Mattrick rozstał się z firmą. Kinect przestał być obowiązkowy, a zestaw bez kamery stał się atrakcyjny cenowo. Microsoft zrezygnował ze stałego połączenia z siecią, a wymiana i odsprzedaż płyt nie została objęta sztucznymi obostrzeniami.

To nie wystarczyło, aby dogonić Sony. Mleko się rozlało, a pierwsza fala konsumentów podjęła już decyzję. Microsoft uratował jednak swoją konsolę od przedwczesnej śmierci w stylu Dreamcasta. Konsola zyskała stabilne grono klientów, a także ciekawe perspektywy na przyszłość. Phil Spencer stanął na czele zespołu odpowiedzialnego za przyszłość platformy, nadzorując i wdrażając kilka naprawdę kapitalnych projektów.

Wyobraźcie sobie, co by się działo, gdyby na scenie w 2013 roku pojawił się właśnie Spencer, zapowiadając:

  • Wsteczną kompatybilność z konsolami Xbox 360 i Xbox, bez konieczności ponownego kupowania posiadanej przez siebie gry.
  • Program EA Access, w ramach którego zyskuje się dostęp do biblioteki Elektroników.
  • Program Play Anywhere, za sprawą którego kupioną grę na XONE można uruchomić również na PC z Windows 10.
  • Ofertę Game Pass, w ramach której zyskuje się dostęp do kolejnego zbioru gier, w tym tytułów na wyłączność Microsoftu.
  • Xbox Elite, czyli najlepszy kontroler do gier jaki kiedykolwiek stworzono.

Gdyby Microsoft pokazał dzisiejszy system operacyjny Xboksa, a nie tego potworka pisanego pod Kinecta, sam zastanowiłbym się nad kupnem. Zamiast tego na scenę wyszedł jednak Don Mattrick ze swoją niezrozumiałą wizją, którą tylko najwięksi i najbardziej szaleni fani nazywali przełomową oraz rewolucyjną. Na ustach kierownictwa Sony Computer Entertainment pojawiły się szerokie uśmiechy, a niedługo potem na YouTube zadebiutowały materiały jak ten poniżej, wbijające szpile w Microsoft:

Ciekawe, czy Spencer również pozwoliłby na opóźnioną o rok premierę w Europie. Jak pokazuje przykład wydanego niedawno Xboksa One X, jednoczesny debiut konsoli na (niemal) całym świecie jest możliwy. Być może, gdyby Microsoft nie dał się omamić wizji Mattricka, układ sił na rynku gier wyglądałby dzisiaj zupełnie inaczej. Trudno się jednak dziwić kierownictwu firmy. To właśnie Mattrick sprzedał światu pierwszego Kinecta. Sensor optyczny zyskał gigantyczną popularność. Znacznie większą, niż spodziewano się tego w MS.

W Redmond myśleli, że mają pod skrzydłami prawdziwego wizjonera.

Niestety, Xbox One w wydaniu Dona okazał się zbyt oderwany od rynkowej rzeczywistości. Microsoft zachowywał się taki sposób, jak gdyby od początku miał klienta w garści. Jakby nie musiał o niego walczyć. Rynek brutalnie zweryfikował tę postawę i pokazał, że jest zupełnie odwrotnie. Być może zorientowany typowo na gry Spencer poprowadziłby Xboksa One w zupełnie innym kierunku. Takim, że w 2013 roku zbieralibyśmy szczęki z podłogi.

Gdyby w 2013 roku Spencer powiedział mi, że przeniosę kluczową część swojej kolekcji gier z Xboka 360 na nową konsolę, od razu złożyłbym zamówienie przedpremierowe na XONE. Oczywiście, o ile byłoby to możliwe, a dostawy sprzętu dla Polski odpowiednio zabezpieczone w planach globalnej dystrybucji.

Dołącz do dyskusji