Niemcy się nie patyczkują – 50 mln euro kary za mowę nienawiści w mediach społecznościowych

News/Social media 03.01.2018
Niemcy się nie patyczkują – 50 mln euro kary za mowę nienawiści w mediach społecznościowych

Niemcy się nie patyczkują – 50 mln euro kary za mowę nienawiści w mediach społecznościowych

Niemcy już skorzystali z nowego prawa dotyczącego mowy nienawiści w mediach społecznościowych. Portale muszą usuwać nienawistne treści w ciągu 24 godzin, inaczej zapłacą karę w wysokości 50 mln euro. 

Beatrix von Storch, zastępczyni szefa prawicowej Alternatywy dla Niemiec, napisała w mediach społecznościowych, że policja w Kolonii twittuje życzenia noworoczne po arabsku, żeby „udobruchać barbarzyńskie muzułmańskie hordy odpowiedzialne za gwałty zbiorowe”. Jej konto na Twitterze zawieszono na kilka godzin, a tweet został skasowany. Na Facebooku ta sama wiadomość była widoczna przez ponad 24 godziny, co może się okazać niezgodne z niemieckim prawem.

Nowe prawo.

1 stycznia br. weszły w Niemczech w życie przepisy nakładające na portale społecznościowe z liczbą użytkowników większą niż 2 mln obowiązek kasowania postów nawołujących do nienawiści. Prawo dotyczy Instagrama, Twittera, Facebooka, Snapchata, Google+ i YouTube’a, ale nie mediów społecznościowych łączących profesjonalistów, takich jak LinkedIn i komunikatorów takich jak WhatsApp.

Nowe prawo zobowiązuje media społecznościowe do natychmiastowego zbadania wpisów zgłoszonych jako mowa nienawiści. Platformy muszą skasować groźby, oszczerstwa i wszelkie nienawistne treści w ciągu 24 godzin od ich zgłoszenia. Jeśli sprawa jest bardziej skomplikowana z perspektywy prawnej, w ciągu tygodnia. Jeżeli tego nie zrobią, narażają się na karę grzywny wynoszącą do 50 mln euro.

Kasowanie prewencyjne.

Wprowadzone w nowym roku przepisy budziły kontrowersje już na etapie ich ustalania. Wielu specjalistów obawia się, że krótki czas dany portalom na usunięcie treści i wysokie kary za zaniechanie tego, generują za dużą presję, która tworzy pokusę usuwania prewencyjnego. Ten system sprawia, że w wypadku jakichkolwiek wątpliwości bardziej opłaca się po prostu usunąć daną treść.

Drugą sprawą, która budzi wątpliwości specjalistów, jest przesunięcie odpowiedzialności za rozprzestrzenianie się mowy nienawiści na prywatne firmy. Mają one teraz odgrywać rolę pierwszej instancji, oceniającej co jest, a co nie jest mową nienawiści.

Problem fake newsów i mowy nienawiści robi się coraz bardziej istotny na całym świecie. Portale próbują walczyć z tymi zjawiskami, opracowując i udoskonalając własne rozwiązania i algorytmy. Presja płynąca z Niemiec może utrudnić te działania. Niemiecki rząd daje narzędzie, które nie jest idealne, ale którego portale muszą zacząć używać, jeśli nie chcą się narazić na ogromne kary finansowe.

Do prowadzenia kontroli wymaganej przez niemieckie prawo będzie potrzebna rzesza niemieckojęzycznych pracowników weryfikujących zgłoszenia. To może być niezły rok dla gospodarki niemieckiej.

Dołącz do dyskusji