Ten internetowy kurs nie sprawił, że stałam się wzorową panią domu, za to nieźle mnie zirytował

Felieton/Technologie 10.01.2018
Ten internetowy kurs nie sprawił, że stałam się wzorową panią domu, za to nieźle mnie zirytował

Ten internetowy kurs nie sprawił, że stałam się wzorową panią domu, za to nieźle mnie zirytował

Chciałoby się powiedzieć, że nieźle tam kogoś poniosło w jakiejś firmie, która postanowiła uszczęśliwić każdą Chujową Panią Domu. To zresztą z fanpejdża o tej wdzięcznej nazwie o e-kursie Wzorowa pani domu się dowiedziałam. I ciągle nie wiem, czy się śmiać, czy płakać.

Niejednokrotnie bawią mnie żarty o stereotypach kobiecości i – choć zabrzmi to paradoksalnie – niekoniecznie już bawi mnie utrwalanie w społeczeństwie słuszności tych stereotypów. Jasne, możemy sobie puścić teraz oczko i powiedzieć, że w każdym stereotypie jest ziarnko prawdy. To świetnie, ale zasiejmy też może trochę innych przekonań. Choćby takich, że kobiety mogą wszystko, są silne i niekoniecznie przyjęcie postawy tej wzorowej pani domu musi im odpowiadać. Bo może też lubią rzucać brudne skarpetki na podłogę jak panowie. Wiecie o czym teraz mówię, prawda?

Już za 59 zł – jak donosi platforma Groupon – możesz stać się Wzorową panią domu.

Wspaniale! To mniej niż wydaję jednorazowo na kosmetyczkę! – zachichocze jedna z drugą i czym prędzej rzuci się w wir prasowania męskich koszul. Z tego e-kursu można dowiedzieć się zresztą nie tylko tego, jak czerpać “przyjemność z prania, prasowania i składania” (sic!), ale także jak zrobić remont bez fachowca (po co nam ktokolwiek do pomocy, jeszcze chwila i pomyślę, że to e-kurs wręcz feministyczny), przechowywać rzeczy, zarządzać budżetem czy jak przeprowadzić kuchenne rewolucje (pani Magdo, proszę się mieć na baczności!).

Kopalnia wiedzy. Opary absurdu.

A teraz przejdźmy do konkretów, jak prawdziwi faceci, bo baby to takie niezdecydowane, pewnie większość dostęp do lekcji wykupi, ale w końcu ich nie zrealizuje. Nie mam nic przeciwko kursom dotyczącym tego, jak sobie radzić z domowymi obowiązkami. Ba, sama czasem próbuję sobie wszystko jakoś poukładać, a potem tonę na miesiące w papierach i ubraniach, których nie umiem dobrze uporządkować.

Zdaję sobie sprawę z popularności takich pozycji jak np. “Magia sprzątania” Marie Kondo czy trendów takich jak minimalizm w szafie i w życiu. I śmiem twierdzić, że w dobie kupowania rzeczy tylko po to, żeby wydać pieniądze i poczuć się lepiej, a także walki o kroksy w Lidlu, warto zastanowić się, że mniej znaczy więcej nie tylko w sztuce makijażu i garderobie. A po prostu w codziennym byciu.

Jestem świadoma i absolutnie mnie to nie oburza, że są kobiety, które chętnie taki kurs wykupią. Bo one chcą być boginiami domowego ogniska, bo realizują się właśnie podczas dbania o dom. Być może pracują też na etacie i wcale nie czują, że kiedy obowiązki domowe spadają tylko na nie, to tych etatów mają dwa. A może nie pracują i codziennie piorą dywaniki i pieką ciasta albo robią obiad z trzech dań. Albo z czterech, bo czasem jest tatar na przystawkę. Ile kobiet, tyle sposobów na życie i nic mi do tego. O ile ktoś jest szczęśliwy i takie życie mu odpowiada – bo wrażliwa jestem na niesprawiedliwość – niech sobie pracuje w cyrku, po godzinach uczy suahili, a w wolnym czasie robi na drutach.

Nie mogę jednak przejść obojętnie obok jednego.

No, obok czego – spytacie – Pewnie obok tego, że nie ma takiego kursu jak Wzorowy pan domu? Ano tak! Strzał w dziesiątkę. Ale przecież nie musisz z tej oferty korzystać, jak ci nie pasuje – krzyknie ktoś z końca sali, podając taki argument, że nie będę chyba wchodzić w nadchodzącą dyskusję. Albo jednak będę, bo jestem pyskata i odpowiem. Owszem, nie muszę. I co więcej – nie skorzystam. Wolę przejeść te 59 zł albo kupić sobie jakąś pierdołę.

Obecność takiego kursu, stworzonego tylko dla jednej strony utrwala krzywdzące stereotypy.

Po pierwsze, stygmatyzuje kobiety. Po drugie, utwierdza mężczyzn w przekonaniu, że to do kobiet należy dbanie o dom. A guzik prawda. Dbanie o dom należy do tego, kto w nim mieszka – do kobiety, do mężczyzny czy do dziecka, które jest już w stanie po sobie posprzątać. Płeć nie ma nic do tego.

Być może taki kurs skierowany do mężczyzn by się nie sprzedał. Tak, istnieje takie prawdopodobieństwo.

Więc może rozwiązaniem byłoby stworzenie po prostu e-kursu, który byłby skierowany do mężczyzn i do kobiet? O tym, jak poradzić sobie z domowymi obowiązkami i jak posprzątać swoje życie w szafie oraz na zewnątrz niej. Nie dla wzorowej pani domu, ale po prostu dla człowieka, który ceni porządek i ład. O tym, jak widać, nikt nie pomyślał. Ciekawe tylko, kto odpowiada za stworzenie tego kursu – mężczyźni czy kobiety?

Dołącz do dyskusji

Advertisement