Polacy robią drona do szukania igły w stogu siana. Będzie stał na straży życia pasażerów samolotów

Polacy robią drona do szukania igły w stogu siana. Będzie stał na straży życia pasażerów samolotów

Polacy robią drona do szukania igły w stogu siana. Będzie stał na straży życia pasażerów samolotów

Starty i lądowania wywołują tak ogromne przeciążenia, że z samolotów odpadają śrubki i nakrętki. Mogą się one stać śmiertelnym zagrożeniem dla innych maszyn. Wynajdowaniem kawałków metalu na ogromnych płytach lotnisk zajmie się polski dron U.V.I.

Samoloty Concorde miały być królami przestworzy. Pokonywały Atlantyk w 3,5 godziny z prędkością ponaddźwiękową. Niestety były za drogie i zbyt głośne, choć bardzo bezpieczne. Jedyny wypadek, jaki stał się ich udziałem, miał miejsce w 2000 roku. Co ciekawe, nastąpił z winy innego samolotu, startującego wcześniej z tego samego pasa. Pech chciał, że odpadł z niego element konstrukcyjny silnika, na który Concorde najechał przednim kołem już podczas rozpędzania się do wzbicia się w przestworza.

Doprowadziło to do rozerwania opony, której kawałki z dużą prędkością uderzyły w podwozie i skrzydło, w którego wnętrzu znajdowały się paliwo. Powstała fala uderzeniowa rozerwała zbiornik i paliwo zaczynało wyciekać na podwozie. Przy zetknięciu z uszkodzoną instalacją elektryczną podwozia nastąpiło zwarcie i wybuchł pożar.

Concorde, który uległ katastrofie (nr. rej. F-BTSC). Zdjęcie wykonano na lotnisku w Paryżu w lipcu 1985 roku. Autor: Michel Gilliand.

Kiedy piloci zobaczyli płomienie było już za późno na przerwanie procedury startu. Samolot przekroczył tzw. prędkość decyzji, więc było za późno na hamowanie. Pilot zdołał jeszcze poderwać Concorde’a w powietrze, ale samolot leciał zbyt wolno i przechylał się w jedną stronę przez pożar, jaki dosięgnął silników po lewej stronie. Ogień uszkodził powierzchnię sterowną skrzydła i pilot nie miał już niestety nic innego do roboty, jak odliczać sekundy do zderzenia z ziemią.

Dramat trwał w sumie 2 minuty, po których Concorde runął na przylotniskowy hotel zabierając ze sobą 113 istnień.

Ten wypadek pokazuje, jak ważna dla bezpieczeństwa lotu jest odpowiednia, oczyszczona nawierzchnia lotniskowego pasa. O jego monitoring chce zadbać rzeszowski startup U.V.I.

Adam Twardy i Dawid Wawrzkiewicz w Samsung Inkubator

Jak? Adam Twardy i Dawid Wawrzkiewicz tworzą drona, którego wyposażą w komplet czujników do znajdowania przysłowiowych igieł w stogu siana, czyli niebezpiecznych odłamków na płytach lotnisk. Sercem drona jest system laserowy zdolny pracować w każdych warunkach atmosferycznych z prędkością pozwalającą na przeskanowanie płyty lotniska o wymiarach 3,2 km x 45 m z dokładnością do 20 mm.

Co człowiekowi zajmuje pół godziny, dron zrobi w 8 minut!

Z Dawidem Wawrzkiewiczem rozmawiam o pomyśle na biznes, problemach lotnisk i pracy w Samsung Inkubatorze.

Tak ma wyglądać polski dron.

Karol Kopańko, Spider’s Web: Jak wpadliście na pomysł stworzenia sprzętu i oprogramowania do czyszczenia pasa startowego?

Dawid Wawrzkiewicz, U.V.I.: Podczas sesji student (w tym przypadku ja) zrobi wszystko prócz nauki – będzie sprzątał itp. Ja akurat lubię oglądać filmy dokumentalne i w jednym z takich filmów przedstawione było życie lotniska, a mocno poruszonym problemem była czystość pasów startowych i problemy z tym związane oraz próby ogarnięcia tego stanu rzeczy.

Dawali sobie radę?

Próby były nieudane… Oczywiście sesja minęła i dostaliśmy projekt na uczelni z przedmiotu mechatronika. Mieliśmy wymyślić i zaprojektować system mechatroniczny. Jak już musisz coś zrobić, to dlaczego nie zrobić czegoś fajnego ? Właśnie z tego pytania i tego filmu dokumentalnego narodził się pomysł. Wtedy też powstał Samsung Inkubator i pojawiło się kolejne pytanie: dlaczego nie spróbować, skoro pomysł już jest?

W takim razie, jak teraz sprawdzane są lotniska?

Najczęściej wzrokowo – dwie osoby przejeżdżają samochodem po płycie pasa startowego. Czasami nie jest to jednak robione w ogóle. Wykonuje się jedynie częstsze czyszczenie pasów startowych, również przy pomocy ludzi i ciężkiego sprzętu.

Mówicie o dokładności do 20 mm, co to konkretnie znaczy?

To jak szukanie pendrive’a na pasie startowym. My go znajdziemy, a człowiek? Nie jest to już takie pewne.

Obecnie drukujecie korpus drona, a później jak się domyślam czekają go testy?

Tak, budujemy teraz prototyp w Samsung Inkubatorze, a później będziemy go testowali na lotnisku w Jasionce pod Rzeszowem.

A jak w ogóle trafiliście do Inkubatora?

Adam Twardy, U.V.I.: Była to dość spontaniczna decyzja. Nasze drogi zbiegały się w większości tylko na uczelni. Sam już wcześniej interesowałem się tematyką startupową i próbowałem odpalić swój inny projekt. Niestety z różnych przyczyn ugrzęzłem na wczesnym stadium rozwoju. Wszystko zmienił projekt z mechatroniki na uczelni, kiedy dobraliśmy się z Dawidem w grupę.

Co mieliście zrobić?

System wykrywania zanieczyszczeń na pasach startowych.

Czyli coś bardzo podobnego jak w U.V.I.

Tak, choć w bardzo ubogiej i trochę abstrakcyjnej wersji. Następnie dowiedzieliśmy się o inauguracji Samsung Inkubator przy naszej uczelni. Wzięliśmy udział w przesłuchaniach, zaprezentowaliśmy koncepcję przed komisją i…

Stanowisko pracy w co-worku Samsung Inkubator.

I dostaliście miejsce! Jak się wam tu teraz pracuje?

Bardzo przyjemnie. Na wyposażeniu jest cały potrzebny nam sprzęt oraz miejsce do pracy. Mamy też cykliczne szkolenia z różnych dziedzin np: sprzedaży, wystąpień publicznych i finansów. Odbywają się one niejednokrotnie z dość znanymi osobami w danych dziedzinach, co jest naprawdę sporym plusem. Współpraca przebiega pomyślnie i bezproblemowo.

Wróćmy jeszcze do samego projektu. Chciałbym zapytać o rynek, w który celujecie. Ile jest takich lotnisk, na których sprawdziłby się wasz dron?

W samej Europie około 500 (od 800 tys. obsługiwanych pasażerów rocznie wzwyż). Obecnie celujemy w rynek polski, który jak wiadomo zbyt duży nie jest. Potem czas na kontynent.

Domyślam się, że mogą być zadowoleni czymś, co pozwoli im na oszczędności. W końcu automat będzie szybszy i tańszy niż człowiek.

Kwestia oszczędności to bardzo szeroki temat. Lotnisko jako takie może nie odczuje dużych oszczędności, ale klienci lotnisk już tak (automatycznie lotnisko, które oferuje mniejsze zużycie sprzętu „zaplusuje” dla potencjalnych klientów).

Mowa tutaj o liniach lotniczych?

Tak, zalegające odłamki na pasach startowych powodują szybsze zużycie podzespołów samolotów, od opon przez poszycie, a na samych silnikach kończąc. Wtedy będziemy mogli wyeliminować takie wypadki jak ten Concorde z 2000 roku. Ostatnimi laty kilka razy słyszało się o lotach, w których samoloty rozbijały się kilkanaście – kilkadziesiąt kilometrów od lotniska, takie sytuacje też były spowodowane uszkodzeniami podczas startu, lecz nie na tyle poważnymi w początkowych etapach, aby mogły zostać zidentyfikowane.

Sala chilloutu w Samsung Inkubator.

Całość projektujecie od zera?

Jaki dron jest – każdy wie. W zasadzie większość rzeczy projektowaliśmy sami, głównie systemy informatyczne.

Jeśli dron sprawdzi się w monitoringu płyt lotniska, to chyba będzie go można też wykorzystać w innych sytuacjach?

Teraz celujemy w inspekcję pasów startowych lotnisk, ale w przyszłości nasz system może się sprawdzić też dla innych wielkopowierzchniowych obszarów.

Dołącz do dyskusji

Advertisement