Nowe szaty króla. OnePlus 5T – pierwsze wrażenia

Artykuł/Technologie 22.11.2017
Nowe szaty króla. OnePlus 5T – pierwsze wrażenia

Nowe szaty króla. OnePlus 5T – pierwsze wrażenia

Jeśli kilka miesięcy temu kupiłeś OnePlus 5, masz pełne prawo być wkurzony. Podczas gdy piątka wyglądała jak udany telefon stojący jedną nogą w 2016 roku, tak OnePlus 5T jest już gotowy na przyszłość.

Nie jest tak, że OnePlus 5T nagle sprawia, iż OnePlus 5 stanie się złym smartfonem. Co to, to nie. Piątka nadal jest równie wydajna, oferuje z grubsza te same funkcje i tak naprawdę nie ma większego powodu, by posiadacze OnePlus 5 zmieniali telefon na OnePlus 5T. Założę się jednak, że gdyby pokazać klientom obydwa smartfony i dać wybór – każdy jeden zdecydowałby się na OnePlus 5T.

Już pierwszy rzut oka na tył urządzenia zdradza, że coś się zmieniło. Co na pleckach robi ceramiczny czytnik linii papilarnych? Ano musiał się tam znaleźć, by zrobić miejsce dla największej zmiany w OnePlus 5T.

 

Choć smartfon wiele nie urósł, ekran ma teraz nie 5,5″, a 6,01″ przekątnej i proporcje 18:9. To fundamentalna zmiana i wierzcie mi: kto raz spróbował takiego ekranu, nie będzie mógł już wrócić do 16:9.

 

OnePlus nie zdecydował się przy tym na jakąś szaloną rozdzielczość. Patrzymy na panel o rozdzielczości 2160 x 1080 pikseli. To powinno przełożyć się na zauważalnie dłuższy czas pracy na jednym ładowaniu, niż u rywali z ekranami o wyższej rozdzielczości.

 

A trzeba też powiedzieć wprost, że OnePlus 5T wcale nie wygląda gorzej od flagowców z ekranami o wyższej rozdzielczości. Tu stoi między Galaxy S8 i LG V30. Ma od nich minimalnie grubsze ramki, ale oprócz tego – nie ma się czego wstydzić.

 

Czytnik linii papilarnych powędrował do tyłu, ale w zamian OnePlus wprowadza swoją wersję odblokowania twarzą. Zaznaczając przy okazji, że nie jest ona tak bezpieczna, jak odcisk palca.

 

Mechanizm nie wykorzystuje żadnych fikuśnych sensorów a’la iPhone X. To po prostu zaawansowany algorytm wspierany przez przednią kamerę. W czasie testów sprawdzimy, na ile pewna i szybka jest ta metoda odblokowywania. W razie czego – czytnik linii papilarnych działa doskonale.

 

Reszta obudowy niewiele się zmieniła. To nadal aluminiowa, łatwo wyślizgująca się z dłoni konstrukcja. I tak – OnePlus 5T nadal ma gniazdo słuchawkowe.

 

Aby telefon nie wyślizgnął się z dłoni, warto zaopatrzyć się w dedykowane etui. Wraz z egzemplarzem recenzenckim smartfona producent podesłał nam kilka wariantów na testy…

 

Na szczęście nie zmienił się też lubiany przez użytkowników przełącznik do szybkiego wyciszania telefonu. Ten dodatek powinien być standardem!

 

OnePlus 5T jest równie potężną bestią, co piątka. Nasz egzemplarz ma 128 GB pamięci na dane i 8 GB RAM-u. Całość oczywiście napędza Snapdragon 835 zasilany przez akumulator o pojemności 3300 mAh.

 

I podobnie jak w OnePlus 5, również 5T zasilimy w bardzo krótkim czasie, dzięki dołączonej do zestawu ładowarce Dash Charge.

 

Płynność działania OnePlus 5T jest wzorowa. To prawdopodobnie najszybszy, najpłynniej działający smartfon z Androidem na rynku. Co istotne – z ekranu zniknął dziwny efekt “jelly”, trapiący OnePlus 5.

 

Panel OLED świetnie spisuje się przy codziennej konsumpcji multimediów, szczególnie dostosowanych do nietypowego formatu seriali na Netfliksie. Oglądanie Stranger Things na panelu 18:9 to czysta przyjemność.

 

Jako że to OLED, ekran jest użyteczny także wtedy, gdy z niego nie korzystamy. Tryb ambient display wyświetla godzinę, poziom naładowania i informacje o powiadomieniach.

 

Zmian, jak widać, wcale nie ma tak wiele. Oprócz ekranu największa dotyczy… głównego aparatu. Ten nadal ma dwa obiektywy, ale mają one identyczną ogniskową.

 

Główny sensor ma 16 Mpix i większe piksele, zaś pomocniczy 20 Mpix i mniejsze piksele. I – uwaga – wbrew powszechnej logice, to ten drugi ma być odpowiedzialny za lepsze zdjęcia w kiepskich warunkach oświetleniowych, dzięki technologii łączenia pikseli. Cóż, sprawdzimy to…

 

Zaczynamy testy OnePlus 5T!

Pierwsze chwile z OnePlus 5T mogę ocenić jako bardzo pozytywne, choć nie ukrywam, że kilka zgrzytów też się znalazło. Nie mogę przeboleć, że flagowiec OnePlusa nadal nie jest wodoodporny, a do tego w nowej wersji zmienił się motorek wibracji, który teraz sprawia wrażenie, jakby urządzenie miało się nagle rozpaść. A przynajmniej tak to subiektywnie odbieram.

Do sprawdzenia jest wiele kwestii. Przede wszystkim nowy aparat. Czy większy ekran wpłynie negatywnie na czas pracy na jednym ładowaniu? Czy producent poprawił jakość dźwięku w słuchawkach (bo głośnik, niestety, wciąż jest marny). I najważniejsze – czy w ogóle warto zawracać sobie głowę?

OnePlus 5T kosztuje około 2200 zł. Za tyle samo możemy na Amazon.de nabyć nowego Samsunga Galaxy S8, który pod wieloma względami zostawia OnePlusa daleko w tyle.

Jakby tego było mało, własnie dowiedzieliśmy się, że OnePlus 5T, nawet gdy dostanie aktualizację do Androida Oreo, nie otrzyma wsparcia dla Project Treble. To znaczy, że aktualizacje Androida nadal będą na niego trafiać bardzo powoli, albo… wcale.

Moja praca tutaj się kończy. Jutro OnePlus 5T wyjedzie ode mnie do Mateusza Nowaka, który przygotuje dla was pełną recenzję i porówna nowy model z OnePlus 5. Jeśli macie jakieś pytania odnośnie urządzenia, zadawajcie je w komentarzach. Postaramy się na nie odpowiedzieć w recenzji.

 

Dołącz do dyskusji

Advertisement