Co tam po rekordowych zyskach. Zuckerberg jest przerażony niepewną przyszłością Facebooka

Felieton/Biznes 02.11.2017
Co tam po rekordowych zyskach. Zuckerberg jest przerażony niepewną przyszłością Facebooka

Co tam po rekordowych zyskach. Zuckerberg jest przerażony niepewną przyszłością Facebooka

– Jestem śmiertelnie poważny. Poleciłem zespołowi zainwestować tak dużo w bezpieczeństwo, że będzie to miało niebagatelny wpływ na naszą rentowność w nadchodzących miesiącach – tak brzmi komentarz Marka Zuckerberga po – uwaga – rekordowo wysokich zyskach w ostatnim kwartale rozliczeniowym.

Z jednej strony blisko 80-proc. wzrost zysku w trzecim kwartale 2017 r. do niebotycznej wręcz kwoty 4,7 mld dol., z drugiej, chyba najtrudniejszy okres w historii 13-letniego największego serwisu społecznościowego świata. Z jednej strony rekordowa liczba aktywnych użytkowników serwisu w miesiącu – 2,07 mld osób, z drugiej, gigantyczny problem ze 146 mln osób, jakie widziały polityczne reklamy, którymi wspierana przez rosyjski Kreml agencja, realnie wpłynęła na wynik ostatnich amerykańskich wyborów. Z jednej strony śrubowanie rentowności oferty reklamowej, z drugiej konieczność kompromitujących manewrów, w których próbuje się minimalizować realny wydźwięk rosyjskich reklam.

Zamiast świętować rekordowe wyniki, Zuckerberg musi się dziś tłumaczyć, jakim cudem osoby zarządzające Facebookiem przeoczyły sprytną reklamową grę Rosjan.

A że była nad wyraz wyrafinowana pokazuje przykład z Teksasu

Dla użytkowników z tego amerykańskiego stanu Rosjanie przygotowali grę obliczoną na podsycanie konfliktu. Wykupili dwie konkurujące ze sobą kampanie: „Stop islamizacji Teksasu” oraz „Obrońmy wiedzę o Islamie”. W Nowym Jorku gra była już mniej zawoalowana – po prostu rosyjskie reklamy wspierały profil Donalda Trumpa i szkalowały Hillary Clinton.

Śledczy, którzy badają sprawę rosyjskich reklam na Facebooku, stawiają sprawę jasno – trzy stany: Michigan, Wisconsin i Pensylwania, dały zwycięstwo Trumpowi. Gdyby wygrała w nich Clinton, byłaby prezydentem. Trump wygrał w nich przewagą 77 tys. głosów, czyli 0,6 proc. wszystkich oddanych głosów w tych trzech stanach. – To 6 głosów na każdy tysiąc. Pytanie nie brzmi, jak wielki wpływ na wybory miał Facebook. Pytanie brzmi: jak niewielki jednostkowo wpływ wystarczyło mieć, by zmienić wszystko – czytamy w komentarzu amerykańskich śledczych.

Dla Facebooka ważniejszym pytaniem jest – jak można było do tego dopuścić?

Po pierwsze, każda medialna spółka sprzedająca reklamy w naturze swojego biznesu ma nie tylko sprawdzenia kontrahentów, ale przede wszystkim kontrolę samych kreacji reklamowych, które są akceptowane do wyświetlania użytkownikom.

Po drugie, to, co się stało, stoi w sprzeczności z tym, co zapisano w regulaminach akcji reklamowych na Facebooku. Po trzecie, zawiodły – o ile w ogóle istniały – zasady, którymi ponoć Facebook się posługiwał przy akceptacji działań reklamowych – połączeniu ludzkiego nadzoru i sztucznej inteligencji.

Zuckerberg czuje coraz mocniejszy problem związany z wizerunkiem Facebooka

Kto wie bowiem, czy dochodzenie specjalnej amerykańskiej komisji senackiej nie doprowadzi do próby impeachementu prezydenta Trumpa, a wtedy Facebook stanie się jednym ze współodpowiedzialnych za cały harmider. A to realne zagrożenie dla potężnego dziś biznesu Zuckerberga.

Nie dziwi więc, że Zuckerberg wydaje się wykonywać przesadnie egzaltowane ruchy – najpierw rzucił 4 tys. nowych specjalistów do pracy przy analizie i akceptacji reklam. Teraz testuje specjalną funkcję, która pozwalałaby przekazywać użytkownikom więcej informacji na temat podmiotów zlecających kampanie. Podobne mechanizmy mają być wdrożone dla stron politycznych na Facebooku. Od marca rozwijana jest też wewnętrznie technologia, która ma szybciej wyławiać niestosowne relacje live – teraz zdjęcie wideo zajmuje ponoć już tylko do 10 minut.

To wszystko jednak na nic, jeśli naprawdę dojdzie do konfrontacji CEO Facebooka z amerykańskimi śledczymi w przestrzeni publicznej.

Wtedy rekordowe zyski i wystrzelone w kosmos przychody mogą się szybko skurczyć. Nie raz nie dwa bowiem historia pokazywała, że tak szybko, jak reklamodawcy potrafią zainwestować w daną platformę medialną, tak szybko mogą się od niej odwrócić.

Dołącz do dyskusji

Advertisement