Microsoft w końcu to przyznał: Windows 10 Mobile nie ma już żadnej przyszłości

Microsoft w końcu to przyznał: Windows 10 Mobile nie ma już żadnej przyszłości

Microsoft w końcu to przyznał: Windows 10 Mobile nie ma już żadnej przyszłości

To oświadczenie w zasadzie nie powinno nikogo dziwić. Właściwie ma ono znaczenie tylko formalne. Microsoft w końcu oficjalnie potwierdził, że Windows 10 Mobile nie ma już przyszłości.

Dlaczego właściwie wracamy do tematu Windows 10 Mobile? Przecież pogrzebaliśmy ten system już dawno temu. Sęk w tym, że pogrzebaliśmy go żywcem. System ten był serwisowany, jest serwisowany i pozostanie takim do końca przewidzianego okresu wsparcia. Microsoft też nigdy oficjalnie nie przyznał, że ten projekt nie ma już przyszłości. Zapewne po to, by ułatwić sklepom czyszczenie magazynów.

Wczoraj jednak Joe Belfiore, który niegdyś odpowiadał za system Windows Phone – poprzednika Windows 10 Mobile – zdobył się na Twitterze na nieco szczerości i uczciwości. A jest to na tyle wysoko postawiona osoba w Microsofcie, że jej słowa możemy traktować jako oficjalne.

Przyszłość Windows 10 Mobile? Microsoft twierdzi, że nie ma żadnej.

Joe Belfiore słusznie zauważył, że jedyne miejsce, w którym wdrażanie Windows 10 Mobile ma jeszcze sens, to środowiska firmowe. Mobilny system Microsoftu jest i pozostanie objęty wsparciem technicznym, tak jak umowa licencyjna przewiduje, a potrzeby dużych firm są nieco inne od potrzeb konsumentów. Windows 10 Mobile – podobnie jak niegdyś BlackBerry 10 – będzie więc dogorywał w środowiskach, gdzie od dostępności Apple Music czy Snapchata istotniejsze jest bezpieczeństwo danych i łatwe zarządzanie flotą służbowych telefonów.

Belfiore dodał jednak, że on sam – jako konsument – wybrałby inny system z uwagi na brak nowego i ciekawego sprzętu z Windows 10 Mobile na pokładzie i brak zainteresowania ze strony twórców aplikacji. Przedstawiciel Microsoftu wyraził też żal i ubolewanie, przypominając jak wiele wysiłku Microsoft bezowocnie włożył w popularyzację swojego produktu.

Słowa Belfiore’a są jednak tylko podsumowaniem tego, co sami mogliśmy wydedukować. Od czasu wersji 1703 rodziny systemów Windows 10, wersja mobilna została oddzielona od pozostałych wersji i weszła w fazę rozwoju określaną jako feature2. Wiedzieliśmy też, że jedyną funkcjonalną nowością Windows 10 Mobile w wersji 1709 – Fall Creators Update – będzie obsługa zewnętrznych monitorów w trybie portretowym (na pewno wszyscy o tym marzyliście). Wiemy też, że Microsoft pozbył się fabryk produkujących Lumie i że żaden istotny partner sprzętowy nie będzie już produkował urządzeń z tym systemem operacyjnym.

Co dalej dla Microsoftu?

Microsoft oczywiście nadal chce walczyć o jakąkolwiek obecność na rynku telefonów komórkowych. Jeśli chodzi o tę łatwiejszą do przewidzenia przyszłość, to firma nadal chce inwestować w rozwiązania na Androida i iOS-a, oferując pełen komplet usług i aplikacji dla tych systemów operacyjnych. Trzeba przyznać, że w większości bardzo dobrych. To jednak nie zapewnia mu żadnej kontroli nad tym szalenie istotnym rynkiem.

Microsoft Hololens

Dalsze plany Microsoftu są już trudniejsze do odgadnięcia. Konsumencka, tańsza i bardziej funkcjonalna wersja gogli HoloLens to przyszłość odległa i niepewna. Wiemy też, że Microsoft nadal pracuje nad ponownym dostosowaniem Windows 10 do urządzeń typu PDA, nie jest jednak jasne, czym te wysiłki miałyby się różnić od poprzedniej mobilnej wersji Windows 10. Obawiam się, że Microsoft sam też nie jest tego pewien i dlatego – na wszelki wypadek – nie komunikuje oficjalnymi kanałami niczego w tym temacie.

Windows Phone i idący za nim mobilny Windows 10 były bez wątpienia ambitnymi projektami. Chciałbym rzec, że i udanymi, ale ta subiektywna opinia stałaby jednak w sprzeczności z realnym rynkowym sukcesem tej platformy.

Microsoft przegrywając w telefony, odniósł znacznie większą porażkę.

Telefon wchłonął nie tylko takie kategorie urządzeń, jak kompaktowe aparaty fotograficzne czy odtwarzacze MP3. Zlikwidował też inną kategorię urządzeń, jakimi niegdyś były PDA (Personal Digital Assistant). Dziś każdy ma swoje PDA, prawie każdy umie się nim posługiwać do czegoś więcej niż telefonowania i SMS-owania. A to oznacza, że konkurencja Microsoftu zyskuje dostęp do informacji, na które Microsoft nie ma szans.

Wszystkie rynkowe autorytety zgodnie twierdzą, że kolejną Wielką Rzeczą na rynku konsumenckim i biznesowym jest dobrze wyszkolona sztuczna inteligencja. Do Google’a codziennie wpływają miliony zapytań od użytkowników, na bazie których jego SI staje się coraz mądrzejsze. Apple ma – z uwagi na swoje chwalebne przywiązanie do ochrony prywatności użytkowników – znacznie większy problem ze zbieraniem tych danych. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal dziesiątki milionów użytkowników iOS-a korzysta z jego zaawansowanych funkcji, dając Apple’owi duże pole do rozwoju.

No i nie zapominajmy o czarnym koniu tego wyścigu, jakim jest Amazon.

Microsoft słusznie wskazuje swoją SI jako jeden ze swoich największych atutów.

Sęk w tym, że konkurencja – nawet jeśli założymy jej ułomność, co wydaje mi się coraz mniej aktualne – cały czas się uczy. Tymczasem kto zechce zainstalować Cortanę na telefonie z Androidem lub tym bardziej z iOS-em? No właśnie.

Dla Microsoftu idą bardzo ciężkie czasy. Jego ostatnie dwa przyczółki na rynku konsumenckim – Office 365 i Xbox Live, co rykoszetem zapewnia również popularność desktopowemu Windowsowi – to propozycje tylko dla wybranych grup konsumentów. Te z kolei mogą zwiększyć konsumencką popularność OneDrive’a, OneNote’a i Skype’a, ale na tym koniec.

Ironicznie, Microsoft przegrywa rynek konsumencki z dokładnie tych samych powodów, dzięki którym wygrał na rynku komputerów osobistych. A więc dzięki domyślnym aplikacjom. Hegemonia Google Assistant czy Chrome’a to w znacznym stopniu podobna historia, co z Internet Explorerem: skoro domyślna aplikacja jest co najmniej przyzwoita, to po co szukać zamienników. Microsoft nie ma już gdzie wciskać swoich domyślnych aplikacji. Nawet gdyby zdołał namówić do tego jakiegoś producenta telefonów, to i tak licencja na Androida na to nie pozwala. Że o iOS nie wspomnę.

Oby więc pogrzeb Windows Mobile nie oznaczał pogrzebu konsumenckiej części Microsoftu.

Bo, pisząc całkiem poważnie, szkoda by było. Firma ta nadal ma w swojej ofercie znakomite produkty i usługi, które są spychane do niszy z uwagi na brak ekspozycji i – co za tym idzie – brak zainteresowania. Uważam, że zaprzestanie ich rozwoju przyniosłoby światowi IT więcej szkody niż pożytku, choć też oczywiście z mechanizmami wolnego rynku dyskutować nie zamierzam.

Microsoft jednak jeszcze nie umarł, tak jak PC nie umarł jeszcze w dłoniach konsumentów. A na rynku PC Microsoft ma nadal pozycję nie do ruszenia. Nadal jest też bardzo istotną firmą na rynku gier wideo. Pozostaje nam się przekonać, czy te fundamenty pozwolą mu przetrwać i powstrzymać ekspansję Google’a. Nie ukrywam, nie patrzę na to ze zbyt wielkim optymizmem. Na składanie broni jest jednak dużo za wcześnie.

Dołącz do dyskusji