Google pokazał, jak rosyjska fabryka trolli próbowała zmanipulować wybory w Stanach Zjednoczonych

Artykuł/Social media 31.10.2017
Google pokazał, jak rosyjska fabryka trolli próbowała zmanipulować wybory w Stanach Zjednoczonych

Google pokazał, jak rosyjska fabryka trolli próbowała zmanipulować wybory w Stanach Zjednoczonych

Trolle z Olgino wykorzystywały usługi Google  i Facebooka podczas kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych. 

Google wydał komunikat w sprawie “niewłaściwego wykorzystania jego platform  przez podmioty powiązane z Internetową Agencją Badawczą w Rosji podczas wyborów w 2016 roku”. Tym razem gigant nie ograniczył się do PR-owego slangu, ale podał konkretne dane, które zostały ocenione przez firmę jako “ograniczona aktywność”.

W jaki sposób platformy Google były wykorzystywane przez Rosjan.

Google podkreśla w swoim komunikacie, że jest jedną z firm, których platformy zostały wykorzystane. Nawiązuje tym samym do sytuacji ujawnionej przez Facebooka. Firma zapewnia, że sprawdziła reklamy o charakterze politycznym kupione przez “podmioty powiązane z państwem”. W czasie kampanii właściciele dwóch kont związanych z tzw. Agencją Badań Internetowych wydali na reklamę 4700 dol. Chodzi o reklamy w wyszukiwarce, jak i display. Google podkreśla, że nie były one kierowane do konkretnych grup odbiorców według lokalizacji lub preferencji politycznych.

Na YouTubie Google zidentyfikował 18 kanałów prowadzonych w języku angielskim, na których opublikowano 1108 filmów o łącznej długości 43 godzin. Zostały one wyświetlone w Stanach Zjednoczonych 309 tys. razy od czerwca 2015 r. do listopada 2016 r. Tylko 3 proc. filmów zanotowało więcej niż 5 tys. wyświetleń. Kanały miały nie być kierowane do odbiorców w Stanach Zjednoczonych. W przypadku identyfikacji, zostały zawieszone. Co ciekawe, Google odnosi się też w swoim komunikacie do rządowej stacji Russia Today. Ta miała nie nadużywać platform i usług firmy.

W przypadku innych serwisów działalność Rosjan była marginalna. Google wymienia m.in. spamboty i konta Gmail przypisane do wspomnianych wyżej kampanii, ale nie ma mowy o masowym działaniu.

Czym jest wspomniana przez Google Internetowa Agencja Badawcza? To rosyjska fabryka trolli.

Internetowa Agencja Badawcza to firma działająca w Sankt Petersburgu, którą określa się często “trollami z Olgino”. Niemieckie media pisały o niej już w 2014 r. Ma ona powiązania z rosyjskim rządem i zatrudnia kilkaset osób, których zadaniem jest działalność w Internecie. Zamieszczają one przychylne Kremlowi komentarze w serwisach informacyjnych i społecznościowych. Trzy lata temu szacowano, że wydaje się na to milion dolarów miesięcznie.

Google w swoim komunikacie ogranicza się do wspomnianej wyżej organizacji. Wynika z niego, że podczas prowadzonego przez firmę śledztwa nie znaleziono innych dowodów na działalność kont powiązanych z Federacją Rosyjską podczas wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Nie oznacza to rzecz jasna, że takowej nie było.

Równolegle do komunikatu Google, sieć obiegły informacje dotyczące działań Internetowej Agencji Badawczej na Facebooku. Treści opublikowane przez rosyjską fabrykę trolli miały wyświetlić się 126 mln użytkowników w Stanach Zjednoczonych. Udostępniono 29 mln postów, które miały osiągnąć powyższą widownię. Między rokiem 2015 i 2017 reklamy kupione w Sankt Petersburgu miały wyświetlić się 11,4 mln razy. Pełny zasięg treści publikowanych przez Rosjan miał być nawet 10 razy wyższy. Stanowić one miały 1 na 23 tys. postów wyświetlanych w aktualnościach.

Google śladem Facebooka publikuje dane.

Przedstawiciele Google, podobnie jak Facebooka, początkowo zaprzeczali, że platformy firmy były wykorzystywane przez konta powiązane z Rosją. Ostatecznie oba przedsiębiorstwa postanowiły ujawnić konkretne dane. W obu przypadkach biura prasowe próbują studzić emocje, wskazując na niewielki udział tego typu treści w stosunku do całości ruchu. Komunikat płynący do opinii publicznej jest bardzo prosty. Można go zawrzeć w stwierdzeniu: owszem, nasze platformy były wykorzystane podczas kampanii, ale w bardzo niewielkim zakresie.

Niewykluczone, że śladem amerykańskiej administracji sprawą używania platform gigantów podczas kampanii wyborczych zainteresują się również przedstawiciele władz innych państw. Wiadomo już, że uczyni to brytyjski parlament w kontekście kampanii dotyczącej referendum w sprawie Brexitu.

Dołącz do dyskusji

Advertisement