Smartfon tak dobry, że aż… śmiertelnie nudny. Weekend z OnePlus 5

Artykuł/Technologie 26.06.2017
Smartfon tak dobry, że aż… śmiertelnie nudny. Weekend z OnePlus 5

Smartfon tak dobry, że aż… śmiertelnie nudny. Weekend z OnePlus 5

48 godzin od wyjęcia z pudełka OnePlus 5 to nadal fantastyczny smartfon, choć… nie tak fantastyczny, jakim niektórzy chcieliby go widzieć. Oto 5 zaskoczeń i 3 rozczarowania związane z nową generacją „zabójcy flagowców”.

Zaskoczenie nr 1 – Płynność działania

Napisałem to w pierwszych wrażeniach, napiszę i teraz: każdy smartfon z Androidem powinien działać tak, jak OnePlus 5. Nawet nasza „bieda” wersja, mająca „tylko” 6 GB RAM-u zachowuje nieporównywalnie płynniej od dowolnego flagowca na rynku.

Z tym smartfonem naprawdę zapomnisz o mikro-lagu, przycięciach i innych upierdliwościach Androida. Doświadczenie korzystania z OnePlus 5 najprościej ująć słowem „superpłynne”.

Zaskoczenie nr 2 – Ekran

Ja przepraszam bardzo, ale czy ludzie, którzy krytykują OnePlus 5 za ekran AMOLED typu Pentile upadli na głowę? Przecież to jest śliczne! Czernie są czarne, biele są białe, kontrast rewelacyjny, a wyświetlacz sprawia wrażenie przyklejonego do szkła. Absolutnie nie ma się do czego przyczepić.

Ekran w OnePlus 5 zniwelował największą wadę ekranu poprzednika, czyli niepożądane zafarby bieli. Kolory w OnePlus 5 są naturalne i wierne rzeczywistości, szczególnie gdy ustawić wyświetlacz w tryb gamutu DCI-P3.

A jedynymi osobami, które mogą mieć problem z nietypową strukturą pikseli w ekranie Pentile, są blogerzy technologiczni, próbujący zrobić zdjęcie ekranowi. Takiej moiry na ekranie dawno nie widziałem (patrz: zdjęcie powyżej na wysokości ikon Wiadomości lub Pocket Casts), ale przecież nie po to robi się telefony, żeby ładnie wyglądały na zdjęciach, tylko w codziennym użytkowaniu, prawda?

Zaskoczenie nr 3 – Jakość połączeń

Po chińskim telefonie spodziewam się wszystkiego, ale nie błyskawicznej łączności Wi-Fi i niezadownego połączenia GSM (no chyba, że mówimy o Huawei). A jednak! OnePlus 5 najbardziej zaskoczył mnie jakością swojej łączności bezprzewodowej.

Wi-Fi działa błyskawicznie, a LTE mam nawet w miejscach, w których inne flagowce nie mogły złapać zasięgu. Dodajmy do tego, że OnePlus 5 jest telefonem Dual-SIM i dla wielu osób będą to wystarczające argumenty do zakupu.

Łyżką dziegciu w tej beczce miodu jest kuriozalne umiejscowienie anteny NFC na górnej krawędzi obudowy, która działa tylko w bardzo bliskim spotkaniu z drugim czytnikiem i doniesienia pierwszych posiadaczy smartfona o dziwnym zachowaniu łączności 5 GHz.

Otóż podobno u niektórych użytkowników występuje problem, który trapił iPhone’a 4 – po dotknięciu smartfona jednym palcem Wi-Fi 5 GHz przestaje działać kompletnie. W naszym egzemplarzu problem nie wystąpił, ale w sieci pojawiło się tak wiele doniesień na ten temat, że coś z pewnością jest na rzeczy.

Zaskoczenie nr 4 – Nie polubiłem tego telefonu tak mocno, jak sobie to wyobrażałem

Zdziwieni? Nie mówiłem przecież, że wszystkie zaskoczenia będą pozytywne. A też nie jestem rozczarowany. Po prostu… zdumiony. Spodziewałem się, że telefon kosztujący tak relatywnie niewiele, oferujący tak dużo, skradnie moje serce i nie puści.

Tak się jednak nie stało. Owszem, doceniam obiektywnie wszystkie jego zalety, podziwiam aspekty, w których spisuje się wręcz wybitnie, ale oprócz tego… meh. Może to kwestia tego, że to telefon tak dobry, że aż nie wzbudza emocji. Podobnie czuję się, trzymając w dłoniach najnowsze flagowce Samsunga – tak dobre, że aż obojętne.

Widać jest prawda w powiedzeniu, że perfekcja jest nudna. A jeśli tak, to OnePlus 5 (przynajmniej w moich oczach) to perfekcyjnie nudne urządzenie.

Zaskoczenie nr 5 – Aparat

Mówcie co chcecie, że „dwukrotny zoom” to tak naprawdę zoom 1,6x i trochę cyfrowego cropa, nie dbam o to. Każdy smartfon powinien mieć aparat z dłuższą ogniskową. Nie z szerszą, jak LG G6 – którym można wygodnie sfotografować doroczny zlot redakcyjnych grubasów – tylko dłuższą ogniskową, która nie zniekształca perspektywy i pozwala robić smartfonem znacznie ciekawsze zdjęcia.

Może to po części zboczenie drzemiącego we mnie małego fotografa; moja ulubiona ogniskowa na pełnej klatce to 45 mm, a mniej więcej taki ekwiwalent ma dłuższy obiektyw w OnePlus 5. Pozostaje jednak faktem, że dzięki tej ogniskowej zdjęcia robione ludziom wyglądają po prostu lepiej, niż portrety wykonywane szerokokątnym obiektywem.

Do tego zdjęcia wyglądają po prostu dobrze. Nie jest to poziom Galaxy S8 czy iPhone’a 7 Plus (choć to dokładnie sprawdzi dla was Marcin Połowianiuk), szczególnie pod względem zakresu dynamicznego, ale to wciąż czołówka smartfonowej fotografii AD 2017.

In plus zaliczam też przednią kamerkę – 16-megapikselowy sensor produkuje bardzo ładne efekty i choć nie jestem fanem selfie, szanuję optyczne możliwości OnePlus 5 w tej kwestii.

Rozczarowanie nr 1 – Aparat

Nie szanuję za to braku optycznej stabilizacji obrazu i możliwości wideo OnePlus 5. Wkrótce przekonacie się na naszym wideo, dlaczego nie sposób odpuścić OnePlus w tej kwestii. Na ten moment wideo z OnePlus 5 jest po prostu bezużyteczne, szczególnie w 4K.

Przy rozdzielczości FHD elektroniczna stabilizacja obrazu jakoś sobie radzi z drganiami cropując obrazek (choć wygląda przy tym diablo-sztucznie), ale przy 4K, kiedy nie ma z czego cropować, drgania są dramatycznie widoczne. Nawet najbardziej stabilna ręka nie utrzyma kadru nieruchomo, nie ma szans.

Google Pixel pokazał, że EIS może być szalenie skuteczne. Liczę więc na to, że OnePlus w którejś aktualizacji oprogramowania choć trochę podciągnie jakość swojego mechanizmu, bo obecnie to po prostu potwarz.

Rozczarowanie nr 2 – Akumulator

Nawet superszybkie Dash Charging nie ratuje OnePlus 5. Może to kwestia bardzo intensywnego użytkowania w pierwszej fazie testów, może kwestia aktualizacji oprogramowania, która wpadła w sobotę, ale OnePlus 5 z ledwością wytrzymał w moich rękach jeden pełny dzień z dala od gniazdka.

Moje dni bywają bardzo długie (pobudka 5:00, do spania 1:00) i w takim dniu OnePlus 5 nie zdołał dotrzymać mi kroku. 3300 mAh powinno jednak wystarczyć mniej wymagającym użytkownikom na dzień pracy, tylko czy… OnePlus 5 kupi jakikolwiek niewymagający użytkownik? No właśnie…

Nie pomaga też marny stand-by urządzenia. OnePlus 5 przez noc z niedzieli na poniedziałek zgubił prawie 20% naładowania, a była to bardzo krótka noc. Jakby tego było mało, trapi go też problem innych androidów z aktywną funkcją Doze – powiadomienia potrafią dochodzić falami, z półgodzinnym opóźnieniem. Ten błąd OnePlus 5 powinien wygładzić w pierwszej kolejności, bo należy do najbardziej uciążliwych.

Rozczarowanie nr 3 – Jakość wykonania

A bardziej precyzyjnie – to, jak czuć smartfon w dłoni. Bo OnePlus 5 wykonany jest świetnie. Popularny youtuber Jerry Rig Everything zdążył się już poznęcać nad nowym „zabójcą flagowców” i nie ma najmniejszych wątpliwości, że OnePlus 5 to kawał solidnej elektroniki.

W dodatku – jak zdradził Pete Lau – choć smartfon nie jest wodoodporny, to jest odporny na zachlapanie, więc wyciągając go z kieszeni w deszczu teoretycznie nie zrobimy mu krzywdy.

Tyle że… poziom dbałości o detale naprawdę zdradza, że to konstrukcja za circa 2 tys. zł, a nie dwukrotnie więcej.

Na naszym egzemplarzu testowym logo ma delikatną skazę, która nie miałaby miejsca w prawdziwym flagowcu. Anteny bardzo brzydko się rysują, przez co sprawiają wrażenie wiecznie brudnych. Krawędzie w miejscach łączenia szkła i aluminium są nieprzyjemnie chropowate. Podobnie zresztą jak anodowane aluminium na pleckach, które w dotyku sprawia podobne wrażenie, jakby przejechać kredą po tablicy w szkole (i rodzi podobne ciarki).

Większość tych zarzutów rozwiązuje włożenie OnePlus 5 w etui, a absolutnie wszystkie usprawiedliwia rozsądna cena.

Tym niemniej to właśnie za dbałość o szczegóły ludzie płacą dwukrotnie więcej kupując nowoczesne flagowce i jej brak w telefonie aspirującym do miana flagowca bardzo rozczarowuje.

Ja kończę przygodę z OnePlus 5. Czas, by ktoś inny rzucił na niego świeżym okiem.

W chwili gdy piszę te słowa, telefon jest już w połowie drogi do Piotrka Grabca, który wraz z Marcinem Połowianiukiem porówna go z iPhone’em 7 Plus, do którego OnePlus 5 jest podobno bezczelnie podobny.

Sam jestem ciekaw, jak taki zagorzały sadownik jak Piotr odbierze OnePlusa, który – moim skromnym zdaniem – pod względem płynności działania wcale nie odstaje od flagowca z Cupertino (przynajmniej w początkowej fazie użytkowania).

Myślałem, że będę tęsknił. Ale oddając OnePlus 5 w zasadzie… nic nie poczułem. Czyli wszystko się zgadza. To smartfon tak dobry, że aż… śmiertelnie nudny.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement