9 świetnych detali Volkswagena Arteona. I 3… trochę mniej świetne

Relacja/Motoryzacja 26.06.2017
9 świetnych detali Volkswagena Arteona. I 3… trochę mniej świetne

9 świetnych detali Volkswagena Arteona. I 3… trochę mniej świetne

Wielki, wygodny, praktyczny, a do tego… złoty. Ale zanim dokładnie opowiemy wam o Arteonie, skupmy się na tych małych, wyróżniających detalach, które łatwo przegapić, a które zapadają w pamięć. I to nie tylko detalach pozytywnych. 

Po pierwsze: szyby bez ramek!

Oczywiście nie ma żadnego racjonalnego argumentu za tym, żeby samochodowe szyby nie miały ramek. Ale wygląda to a) świetnie i/lub b) inaczej niż w większości innych samochodów. I na pewno zapada w pamięć.

Po drugie: domykanie.

Gdyby szyby Arteona miały cały czas swoją maksymalną wysokość, nie dałoby sie drzwi zamknąć, a jeśli już – nie udałoby nam się ich wygodnie otworzyć. Uchylają się więc odrobinę gdy naciśniemy klamkę i podnoszą, gdy zatrzaśniemy drzwi.

Pierwszy minus: Niepełne otwarcie.

To, że mamy tutaj słupek B jest raczej zrozumiałe. Ale to, że tylne szyby boczne nie chowają się w pełni, jest trochę smutne.

Wróćmy do plusów, czyli do świateł. Zacznijmy od kierunkowskazów z tyłu.

Tak, tak, znamy to już chociażby z Audi. Ale i tak wygląda świetnie. Niestety takie kierunkowskazy znajdziemy tylko z tyłu – frontowe zaledwie migają.

Przednie też mają coś do zaoferowania.

Pomińmy na chwilę techniczne zaawansowanie i skupmy się na… ich wyglądzie. Ta rzeźba, którą można zobaczyć z przodu nie jest tylko płaską stylizacją – wszystko tu ciągnie się w trójwymiarze od samego grilla do samego końca świateł.

Do tego myślą za ciebie.

Przednie światła w Arteonie mogą pracować w oparciu o dane z GPS. Po co im to? Żeby doświetlić odpowiednio zakręt jeszcze zanim faktycznie w niego wjedziemy. Sprytne!

Maskowanie na poziomie ekspert.

Radary i kamery umieszczone z przodu potrafią szpecić samochód, co w przypadku Arteona byłoby ciut niedopuszczalne. Volkswagen jednak poradził sobie z tym zadaniem dobrze – na froncie nie znajdziemy żadnych nieładnych zaślepek. Wszystko co niezbędne jest umieszczone pod grillem.

Jaka będzie wytrzymałość takiego rozwiązania na trudniejsze warunki pogodowe? Tego niestety nie mieliśmy okazji sprawdzić.

HUD na poziomie… że jak?

Nie zrozummy się źle – sam obraz HUD i jego funkcje są świetne – grafiki są czytelne, regulacja (niestety tylko w pionie) wystarczająca, a umiejscowienie w porządku. Tylko dlaczego wszystko wyświetlane jest nie na szybie, a na specjalnej płytce? Wytłumaczenie, że tak jest też w innych modelach Volkswagena nie jest wytłumaczeniem.

Ale tu… mięciutko.

Oczywiście we wnętrzu  znajdziemy trochę twardych i niezbyt pięknych plastików (np. dookoła przycisków regulacji okien), ale w kluczowych miejscach wykończenie Arteona jest wręcz imponująco miękkie. Chociażby we fragmencie przy kolanie kierowcy, nie wspominając o wyściełaniu kieszeni w drzwiach.

Ile tu miejsca!

Przywykliśmy do tego, że jeśli coś ma efektownie ścięty dach, to jest mniej praktyczne od swojego odpowiednika w tradycyjnej wersji. W Arteonie natomiast miejsca z tyłu (z wyjątkiem środkowej lokacji) i w bagażniku jest od groma. W porównaniu do Passata ma… większy rozstaw osi.

Ok, to może i nie jest szczegół, ale na pewno spore zaskoczenie.

Tempomat, który zwolni… kiedy trzeba.

Czyli nie tylko wtedy, kiedy auto przed nami hamuje, ale też wtedy, kiedy przed nami znajdzie się ostrzejszy zakręt. Na łatwiejszych drogach działa to przeważnie bardzo dobrze. Na szajcarskich serpentynach… różnie.

I po co ten zegar?

Analogowy zegarek w samochodzie nie jest zły. Ba, niektórzy oferują ten dodatek za setki tysięcy złotych. Ale ten w Arteonie… ani sam w sobie nie jest ładny, ani wkomponowanie go w plasikową obudowę nie dodaje mu uroku.

To wszystko? A gdzie tam!

O Arteonie można, a nawet trzeba napisać dużo więcej. I już niedługo to zrobimy.

Dołącz do dyskusji

Advertisement