Google Analytics to wielki autorytet, ale też… beznadziejnie zrobione statystyki

Artykuł/Media 21.06.2017
Google Analytics to wielki autorytet, ale też… beznadziejnie zrobione statystyki

Google Analytics to wielki autorytet, ale też… beznadziejnie zrobione statystyki

W zasadzie jestem tego pewien. Osoby, które tworzą Google Analytics nigdy w życiu nie tworzyły własnej strony internetowej, być może nawet ten system mierzenia ruchu to ich pierwszy kontakt z sieciową rzeczywistością. 

Otóż chciałem powiedzieć, że osobiście nienawidzę Google Analytics, a nienawiść tę mam potężnie ugruntowaną, ponieważ jeżeli tylko mam włączony komputer – to są one na nim otwarte.

Google Analytics to jeden z największych systemów statystyk na świecie, które służą do mierzenia ruchu w Sieci. Dzięki temu wiemy na przykład ile osób “na żywo” jest aktualnie dostępnych na naszej stronie internetowej. Na Bezprawniku wygląda to na przykład tak, zwróćcie uwagę na udział komórek w ruchu, z każdym dniem zielony pasek niebezpiecznie się powiększa względem konkurencji…

To jest świetna opcja. Oczywiście też nie pozbawiona wad, ale chętnie z niej korzystam.

Google Analytics pozwala też monitorować źródła wejść na naszą stronę, analizować ruch nawet w wieloletniej perspektywie, oferuje fantastyczne wykresy, porównania. Jeśli mamy sklep internetowy to nawet określi nam ile zarabiamy i dzięki komu. Prawdopodobnie są to najlepsze statystyki, jakie są dostępne na rynku – a w każdym razie znajdują się w ścisłej czołówce.

Wszystko, ale w kiepskim stylu

Jestem pewien, że odkryłem już blisko połowę opcji Google Analytics, a o istnieniu drugiej połowy nie mam nawet pojęcia. Do tego cudownego systemu podchodzę z dużą dawką pokory. Mam świadomość, że pewnie pod artykułem w komentarzach włączą się w polemikę ze mną osoby, które system Google mają w małym palcu. Ale to trochę tak, jak z użytkownikami Linuksa – co z tego, że umiecie na zawołanie kompilować te swoje jądra kernela, skoro to dalej nie jest system dla ludzi?

W mojej ocenie rozwiązanie zrobione w bardzo kiepski, nieintuicyjny sposób. Google Analytics podpowiada jak poprawić UX na naszej własnej stronie internetowej, a jednocześnie jest jedną z najgorszych pod tym względem usług w sieci.

Nie przesadzę, jeśli powiem, że w Google Analytics można zmierzyć wszystko. Problem w tym, że często odkrycie tego “wszystkiego” to zabawa na długie godziny. Pod opcją mierzącą stan próchnicy u odwiedzających nasz serwis internautów, głęboko, głęboko, głęboko – naprawdę trzeba się naszukać – schowany jest jakiś banał. Osobiście ubolewam nad tym ile ja muszę się namęczyć, żeby odkryć skąd dokładnie mamy ruch na stronie, bo samo gazeta.pl czy onet.pl to dla mnie zdecydowanie niewystarczająca informacja. Ostatecznie można to szybko sprawdzić, ale niedostatecznie szybko, patrząc z perspektywy istotności danej informacji.

Google Analytics próbuje się zmieniać, ale mu nie wychodzi.

Miałem na ten temat kiedyś zabawną rozmowę z Mateuszem Nowakiem. Otóż musicie wiedzieć, że ja generalnie jestem mało “post-PC”. Jeśli coś jest do wyboru na komputer i na telefon – zawsze wybiorę komputer. Wyjątkiem jest mobilna aplikacja Google Analytics, która naprawdę o wiele wygodniej działa na telefonie komórkowym i o wiele lepiej domyśla się, co wydawca serwisu blogowego chciałby zobaczyć.

Jedną z takich kluczowych dla nas kwestii jest miesięczna oglądalność serwisu. Nie minione 30 dni, a miniony i bieżący miesiąc, o to pytają nas reklamodawcy. Pomijam już fakt, że jak świat długi i szeroki, wszystkich interesują unikalni użytkownicy, a GA z uporem maniaka od lat forsuje sesje, ale… wracając do sedna. Oglądalność konkretnych miesięcy można w Google Analytics sprawdzić, ale trzeba się trochę napocić.

Popatrzcie, oto screen z najnowszej wersji Google Analytics, który kilka dni temu doczekał się “liftingu” strony głównej. Są nawet predefiniowane opcje:

Jest wszystko, prawda? Otóż nie, brakuje dokładnie jednej opcji “w tym miesiącu”. Czyli w zasadzie jedynej, która jest dla mnie interesująca, ponieważ o to zawsze zapyta mnie w pierwszej kolejności reklamodawca.

Google Analytics ma takich grzeszków masę. Z jednej strony nie kwestionuję jego bogatych możliwości technicznych, z drugiej – uważam, że z punktu widzenia obsługi przez użytkownika, system ten stoi na bardzo przeciętnym poziomie. Albo nawet powiem wprost: leży. Kiedyś westchnąłem ciężko, usiadłem i zacząłem konfigurować go pod swoje potrzeby. Prawie mi się udało, ale to nadal nie to.

I potem Przemek Śmit się dziwi i puka w czoło, gdy proszę go, żeby włączył mi prymitywne statystyki Jetpack dla WordPress, które nawet nie są w stanie mierzyć UU. Ale na panelu wielkości kartki papieru od razu widzę absolutnie wszystko, co chcę zobaczyć w codziennej, redakcyjnej pracy. Do poziomu prymitywnego Jetpacka jeszcze mi się Analytics skonfigurować nie udało.

Dołącz do dyskusji

Advertisement